Ukryte działania to dobry film, ale i zmarnowany potencjał – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 27.02.2017
Nasza ocena:
Ukryte działania to dobry film, ale i zmarnowany potencjał – recenzja Spider’s Web

Właściwie, to polecam wam film Ukryte działania, i to już we wstępie do tej recenzji. To fajnie nakręcona, przemiła opowieść na motywach historycznych. Szkoda tylko jednej rzeczy: rzeczywistość była znacznie ciekawsza od scenariusza.

Ukryte działania zadebiutowały w polskich kinach. To film na motywach bardzo ciekawej historii, która wydarzyła się w świecie rzeczywistym. Opowiada o trzech czarnoskórych kobietach, których wkład w pierwsze misje załogowe w kosmos i na Księżyc był nie do przecenienia.

Na pewno już oczyma wyobraźni widzicie tę sztampę: oto fajne babeczki, pełne humoru, dowcipu i inteligencji walczą z rasizmem i nietolerancją ignorantów, którzy nie dostrzegają w nich talentu. Te jednak stawiają na swoim i ratują wszystkim tyłki. Tyle że to strasznie fajna sztampa, takie opowieści, jeżeli są dobrze zaserwowane, zawsze ogląda się z wielką przyjemnością. A Ukryte działania to film bez wątpienia świetnie nakręcony, jeszcze lepiej zagrany i bardzo fajnie poprowadzony.

Ekranizacje książek i rzeczywistości muszą grać z językiem kina.

I nie ma co się obruszać, jak w ekranizacjach są nieścisłości względem właściwej opowieści. Język kina różni się od języka książki, słuchowiska czy czegokolwiek. Film działa na inne bodźce, inaczej go konsumujemy. Zmiany są niejednokrotnie konieczne, by sprawić, by ów film był po prostu dobry.

Zmian względem prawdziwych wydarzeń w filmie jednak nie rozumiem. Scenariusz Ukrytych działań oparty jest o książkę Margot Lee Shetterly (świetna lektura, polecam!), a film zmienia jej treść w sposób dość dla mnie niezrozumiały. Chcecie przykładów? Proszę bardzo.

Ukryte działania recenzja

Dorothy Vaughan, jedna z głównych bohaterek, dołączyła do NACA (pierwowzór NASA) w 1943, wraz z pierwszą falą czarnoskórych kobiet, które pracowały jako komputery i które były izolowane od białych pracowników. Vaghan była tak zdolna, że już w 1949 roku była szefem zespołu, jako pierwsza czarna osoba w historii.

Scenarzystom jednak tak zależało na łatwej w odbiorze historii bez dręczenia widza jakimiś „nieistotnymi szczegółami”, że całkowicie zmieniają chronologię wydarzeń.

W rzeczywistości pozostałe dwie bohaterki dołączają do NACA na początku lat pięćdziesiątych. A film łączy losy ich wszystkich i koncentruje swoją opowieść na wydarzeniach z 1961 roku, prezentując trzy bohaterki jako bliskie przyjaciółki.

Vaughan w scenariuszu filmu nie zostaje szefem w wyniku rasistowskich uprzedzeń przełożonego. Mary Jackson, druga z bohaterek, nawet nie zaczęła kursu, po którym stanie się pierwszą czarnoskórą inżynierką w historii NASA (w rzeczywistości udało jej się to już w 1958 r.). A Katherine Johnson nie dołączyła jeszcze do Space Task Group dowodzonej przez fikcyjnego bohatera, Ala Harrisona, inspirowanego Robertem Gilruthem (po co to zmiana…?).

Zamiast doceniać wkład w zmienianie postrzegania czarnoskórych kobiet, film zmyśla historie, takie jak bohaterską walkę Harrisona o zniesienie podziału na toalety dla kolorowych i białych. W rzeczywistości ten podział został zniesiony w 1958 r., kiedy NACA przekształciła się w NASA.

Ukryte opowieści mają dobry, ale zmyślony scenariusz. Rzeczywistość była dużo ciekawsza.

Ukryte działania recenzja

I pięknie mogłaby się przełożyć na wciągający film. Historia życia tych trzech kobiet jest wręcz niesamowita (wspomniana wyżej książka to lektura na dwa, trzy dni, tak wciąga). Najciekawsze wydarzenia z ich życia działy się w latach 1948-1958, więc po kiego diabła umieszczać akcję filmu w 1961 r.? Po co ten wymyślony bohaterki Al Harrison grany przez Kevina Costnera?

Domyślam się po co ten zabieg. Wczesne lata sześćdziesiąte były takie romantyczne. Kennedy, lot Johna Glena w kosmos i jego większa wiara w wyliczenia pani Johnson niż w komputery IBM-a (to akurat wydarzyło się i w filmie, i w rzeczywistości). Cała reszta to, niestety, pójście na łatwiznę.

Ukryte działania jako film zdecydowanie się bronią. To rozrywkowe, dobrze zrealizowane dzieło, które będzie przyjemnością dla widza. Jednak zamiast oddać hołd trzem głównym bohaterkom, bagatelizuje ich historie i wręcz, na swój sposób, je poniża. W czasach zażartej walki o prawa kobiet i ras innych niż biała to wręcz odważne, ale zupełnie zbędne. Szkoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...