Dziewczyny wchodzą w dorosłość. A przynajmniej tak się wydaje – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Seriale 13.02.2017
Dziewczyny wchodzą w dorosłość. A przynajmniej tak się wydaje – recenzja Spider’s Web

Ostatni sezon Dziewczyn to próba rozprawienia się głównych bohaterek ze swoimi dotychczasowymi wyborami i wejście w dorosłość. Bo choć teoretycznie Hannah, Shoshanna, Jessa i Marnie były już dorosłe w momencie, w którym je poznaliśmy, teraz wiedzą, czego chcą od życia i próbują się z nim pogodzić. A przynajmniej tak się wydaje.

Brak akceptacji dla pewnych zachowań to w pewnym sensie też akceptacja. Człowiek w miarę kolejnych doświadczeń dowiaduje się o sobie nowych rzeczy. Zaczyna rozumieć, że nie musi podobać mu się wszystko, że może się nie zgadzać. I że wcale nie musi walczyć z całym światem. Czasem po prostu wystarczy obrócić się na pięcie i odejść. A jeśli naginasz swoje zasady i akceptujesz czyjeś warunki, to możesz mieć pretensje tylko do siebie.

Takie właśnie refleksje naszły mnie po obejrzeniu trzech pierwszych odcinków Dziewczyn. Dorastanie u Leny Dunham boli. I dobrze, bo boli też naprawdę. Nie wszystko musi mieć szczęśliwe zakończenie.

Główne bohaterki od pierwszego do szóstego sezonu przeszły olbrzymią metamorfozę. Metamorfozę przeszła także ich przyjaźń. I ta zmiana, te wszystkie wzloty i upadki, są u Dunham nakreślone wspaniale. Wspaniale, bo prawdziwie. Wydarzenia znane z ekranu to sytuacje, z którymi utożsami się zapewne większość duwdziesto- i trzydziestoletnich widzów. Nawet jeśli nie są fanami serialu.

W otwierającym odcinku szóstego sezonu Hannah spełnia swoje marzenie. W gazecie pojawia się jej artykuł o tym, jak straciła najlepszą przyjaciółkę przez swojego byłego chłopaka. Popularność tekstu otwiera przed Hannah nowe możliwości. Podejmuje współpracę z nowym wydawnictwem. Wreszcie może robić to, co chciała od dawna – opowiadać historie.

Mówić o tym, co dla niej ważne. Jest, jak oznajmia jej bądź co bądź jeden kolega po fachu, pisarką.

Dowiadujemy się też co u Marnie, Shoshanny i Jessy, a także Raya i Elijaha. Każdy z nich zmaga się z nowym etapem w swoim życiu. Stoją na rozdrożu. Ale są doroślejsi. Trudno właściwie powiedzieć w dwóch słowach na czym ta dorosłość polega, ale czy potrafimy powiedzieć to samo o sobie? Bo przecież, w gruncie rzeczy, nie chodzi wcale o posiadanie rodziny, dzieci, mieszkania na kredycie i używanego samochodu. Chodzi o akceptację. O życie w zgodzie z samym sobą. I im prawie się to udaje. Prawie.

Każdy z trzech pierwszych odcinków Dziewczyn jest inny, każdy pokazuje inną odsłonę życia Hannah. Pierwszy mówi coś o jej podejściu do miłości, drugi o przyjaźni, trzeci o pracy. Jedyny problem, jaki mam po zebraniu w ich całość, to brak wyraźnego połączenia fabularnego pomiędzy nimi. Równie dobrze moglibyśmy odczytać je jak nowelki, które niekoniecznie muszą mieć ze sobą związek. Najintensywniejszy z nich jest chyba ten trzeci. Wydaje się w pewnym sensie zupełnie przegadany. Jego bohaterami jest Hannah i jeden znany pisarz. Historia niby prozaiczna jest w istocie zupełnie niezwykła. Znamienna. Przywodzi na myśl opowieść, którą poznaliśmy w dwóch częściach Nimfomanki Larsa von Triera.

To naprawdę fenomenalny epizod.

Choć rozsądek podpowiada mi, że nie można przecież wszystkich seriali ciągnąć w nieskończoność, bo historia telewizji nie raz pokazała, że stają się one po prostu niestrawne, odczuwam jakiś żal, że to już koniec Dziewczyn. Otwarcie szóstego sezonu było dla mnie niczym powrót dawnego przyjaciela, z którym nie widziałam się dłuższy czas, ale nic między nami się nie zmieniło. Możemy rozmawiać tak, jakbyśmy sie widzieli zaledwie tydzień temu. A ja z Leną Dunham przegadała(by)m niejedną noc.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...