1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (5 głosów, średnia: 2,60 z 5)
Loading...
2.6 5 ratings.

Projektant Tom Ford powraca po latach ze swoim drugim filmem kinowym. „Zwierzęta nocy” to niezwykle stylowy i mocny thriller o miłości i okrucieństwie.

Jeśli lubicie klimaty rodem z filmów Davida Lyncha wymieszane z motywami z dreszczowców Hitchcocka oraz wrażliwością Almodovara, to nowy film Toma Forda jest absolutnie dla was.

Główną bohaterką filmu jest Susan Morrow (zimna jak lód Amy Adams), właścicielka galerii sztuki. Kobieta żyje w nieszczęśliwym związku, otoczona przez pustkę dnia codziennego, zamkniętą w hermetycznej puszce wytwornych wnętrz i iluzorycznych relacji pośród artystycznej socjety. Niecałe 20 lat temu w dość brutalny sposób opuściła swojego ówczesnego, szczerze kochającego ją męża – pisarza Edwarda (Jake Gyllenhaal), który teraz przesłał jej rękopis jego pierwszej powieści. Jest to brutalny, krwawy thriller, pełen okrucieństwa i przemocy, w którym (również grany przez Jake’a Gyllenhaala) Tony Hastings, podczas rodzinnej wyprawy zostaje napadnięty przez bandę szalonych zbirów. Według autora, owa powieść inspirowana jest jego rozstaniem z Susan przed laty.

Tym, co zwraca szczególną uwagę w trakcie seansu „Zwierząt nocy”, jest, poza przepiękną, stylową i wysmakowaną warstwą wizualną, fakt, że film rozgrywa się na kilku płaszczyznach.

Jego konstrukcja jest niczym ciekawie zbudowana szkatułka – operuje bowiem zarówno przestrzenią czasową jak i fikcją literacką. Konkretnie wygląda to tak, że podczas seansu reżyser przenosi nas zarówno do wydarzeń z przeszłości Susan, tego jak poznała swojego byłego męża i jak doszło do rozstania między nimi. Oprócz tego, przenosimy się także w sferę wydarzeń opisanych w powieści Edwarda, która nosi tytuł „Zwierzęta nocy”.

Brzmi to może dość skomplikowanie i w samym tylko opisie jawi się jako narracyjny labirynt, ale reżyser całkiem sprawnie z tego wybrnął. Oczywiście, trzeba być cały czas skupionym na seansie, uważnie śledzić akcję, by nie wypaść z toru zdarzeń, ale jeśli nie jest to dla nas problemem, to całość ogląda się naprawdę płynnie. Mnogość poziomów narracyjnych z kolei potrafi wciągnąć i zaciekawić widza oraz trzymać go w napięciu. Zarówno tempo, warstwa wizualna jak i prowadzenie aktorów są pierwszorzędne.

Tom Ford, znany niektórym głównie jako popularny projektant mody, już swoim poprzednim filmem, „Samotny mężczyzna”, pokazał, że potrafi przepięknie komponować kadry.

Wprawdzie „Samotny mężczyzna” był o wiele bardziej spokojnym i kontemplacyjnym obrazem, a „Zwierzęta nocy” mają w sobie więcej szorstkości i brutalności, to nadal widać, że Ford ogromną wagę przykłada do aspektu wizualnego i w dużej mierze poprzez niego określa swoich bohaterów oraz fabułę. Jest to wszystko oczywiście trochę wykoncypowane, wydaje się puste i wręcz narcystyczne w zachwycie nad swoim własnym pięknem, ale dość dobrze współgra z opowiadaną historią.

A fabularnie, „Zwierzęta nocy” to naprawdę mocna jazda. Jakikolwiek bardziej obszerny opis wydarzeń z filmu byłby mocnym spoilerem, bo zawarte w filmie zwroty akcji i dramatyczne wydarzenia potrafią solidnie poszarpać nerwy.

A przy tym wszystkim, reżyser zakamuflował w swej opowieści dość dramatyczne przesłanie anty-aborcyjne.

Pokazał bowiem skutki tego, jak bardzo wyniszczająca psychicznie i fizycznie (stosując dosadne wizualne i fabularne metafory) może być decyzja o aborcji. Przyznam, że już dawno nie widziałem filmu, który w taki sposób podszedłby do tego trudnego tematu.

zwierzeta_nocy_film_3

Tom Ford nie ocenia wprost, ale zręcznie pokazuje, że ta, czasem dramatyczna i jedyna z możliwych decyzja, uderza rykoszetem w innych, tym bardziej, jeśli została podjęta nie ze względów zdrowotnych, a bardziej wynikała z okoliczności (w tym wypadku było to nieskonsultowane z partnerem usunięcie ciąży po tym, jak Susan postanowiła zakończyć związek z Edwardem). Ford, w ten dość przewrotny sposób, próbuje nam pokazać, że poza sytuacjami krytycznymi, mężczyzna/ojciec, też powinien być brany pod uwagę podczas rozważań nad usunięciem ciąży.

Tego typu postulaty były ostatnim czego spodziewałem się po tej produkcji (nie czytałem literackiego pierwowzoru, na którym oparty jest ten film), także samo zawarcie tej swoistej publicystyki w dziele filmowym wydaje mi się interesującym zabiegiem (abstrahując już od tego czy zgadzam się z owym postulatem czy nie). Tym bardziej, że wykonane zostało to nadzwyczaj sprawnie. Oczywiście, jest to zaledwie drugie dno filmu, nie każdy musi wynieść tę samą intepretację „Zwierząt nocy”. To przede wszystkim opowieść o samotności, pragnieniu bliskości, o tym jak trudnym i skomplikowanym uczuciem jest miłość, i jakie, czasem straszne i okrutne uczucia potrafia ona wzbudzić w człowieku.