Grizzly Man, szaleńcy i obrazy nie z tej ziemi – Werner Herzog i jego filmy

Film 10.11.2016
Grizzly Man, szaleńcy i obrazy nie z tej ziemi – Werner Herzog i jego filmy

Kazał jeść żywe robaki Christianowi Bale’owi. Klaus Kiński groził mu śmiercią. Podczas zdjęć do „Szkalnego serca” poddawał aktorów hipnozie. Kręcąc „Fitzcarraldo” naprawdę przetoczył przez górę ważacy kilka ton statek. Werner Herzog to filmowiec wyjątkowy i wybitny zarazem. Mistrz narracji i budowania opowieści, zarówno w filmach fabularnych jak i wspaniałych dokumentach. Z okazji niedawnej premiery dokumentu o wulkanach „Inferno” w Netfliksie, postanowiłem przybliżyć najlepsze moim zdaniem dzieła jednego z najciekawszych reżyserów w historii kina.

Fitzcarraldo z 1982 roku

Szczytowe formalnie osiągnięcie filmowe Herzoga i jeden z najbardziej wyjątkowych filmów w historii kina. Niesamowita opowieść o szaleństwie. I to również na poziomie meta. Fabuła opowiada o irlandzkim inżynierze (genialny Klaus Kiński), który owładnięty jest obsesją zbudowania opery w sercu… amazońskiej dżungli. By tego dokonać jest w stanie zrobić wszystko, włącznie z przeniesieniem ogromnego statku (!!!) przez górę (owa scena przeszła już na stałe do historii kina). Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że kręcąc ten film, Herzog dokonał dokładnie tego samego co bohater jego filmu. Mamy tu więc niesamowity i jedyny w swoim rodzaju przykład analizy szaleństwa, która prowadzona była także na samym badającym. W ten błyskotliwy, zabawny i genialny w swoim zamyśle sposób, Herzog postawił widzom (i samemu sobie) pytanie o granice szaleństwa – kto jest bardziej szalony? Filmowy Fitzcaralldo czy może świadomie powtarzający jego kroki Herzog?

Grizzly Man z 2005 roku


„Grizzly” Man to jeden z najpiękniejszych i najbardziej niepokojących zarazem filmów jakie w życiu widziałem. To opowieść o sile pasji oraz pragnieniu pokonania bariery dzielącej ludzi i zwierzęta. Jednak dzieło Herzoga stawia też pytanie o granice pasji oraz bada to, kiedy staje się ona zbyt bliska obsesji czy wręcz szaleństwu. Bo choć nietrudno dać się porwać charyźmie obserwującego i broniącego niedźwiedzie Timothy’ego Treadwella, to jednak musimy pamiętać, że oglądamy film poskładany z setek godzin materiałów nagranych przez Treadwella, który swoją pasję przypłacił życiem. To film o tym jaka bezwględna jest natura, która nas otacza. I choćbyśmy nie wiadomo jak ją mitologizowali i zachwycali się jej pięknem, to nic tego nie zmieni. Tą niezwykle celną lekcją w błyskotliwy jak zawsze sposób dzieli się z nami Herzog.

Zagadka Kaspara Hausera z 1974 roku

Kultura kontra natura. Gdybym miał wybrać jedno hasło podsumowujące filmy Wernera Herzoga, to brzmiałoby ono właśnie tak. Herzog nieustannie przygląda się zarówno ludziom jak i otaczającej ich naturze. Bada naszą relację z tworami kultury oraz językiem jako tym, co nas określa. Nie ingeruje w to co widzi, a jedynie obserwuje i czasem komentuje. Moim ulubionym filmem fabularnym Herzoga jest bez wątpienia opowieść, o znalezionym na rynku w Norymberdze człowieku znikąd; niepotrafiącym mówić, nieprzystosowanym społecznie, jak gdyby wychowanym w totalnej izolacji od świata i ludzi. Film ten jest właściwie zapisem tego, jak wyglądała jego interakcja z ludźmi, a poprzez to zderzyć niejako właśnie obraz kultury i natury – jednostki „czystej”, bez żadnych „wytresowanych” zachowań i postaw społecznych z całą toporną konstrukcją instytucji, norm moralnych, rozwoju myśli.

Spotkania na krańcach świata z 2007 roku


Ten dokument zaliczam do moich ulubionych filmów wszech czasów i zawsze oglądam go sobie, gdy dopada mnie chandra bądź po prostu aura za oknem nie sprzyja pozytywnemu myśleniu. „Spotkania na krańcach świata” to fascynujący portret niezwykłych ludzi, którzy wyruszyli na tytułowy kraniec świata, czyli na Antarktydę, w pogodni za marzeniami albo w ramach ucieczki, przynajmniej częsciowej, od cywylizacji. Znakiem firmowym dokumentów Herzoga jest jego pełen humoru, ironii, dystansu i dygresji komentarz i w tym filmie chyba najbardziej przypadł mi do gustu. W dużej mierze dzięki temu, że Herzog porusza w tym dziele chyba najbardziej szerokie zagadnienia związane z filozofią, życiem; raz gdyba nad pytania o ludzkość i to co nas czeka, a innym razem snuje przed nami mistyczne wizje i tajemnice natury. A wszystko to okraszone zniewalajaco pięknymi zdjęciami lodowców, morskich głębin oraz żyjących w nich stworzeń, które stanowią ukojenie dla duszy i inspirują do kontemplacji i relaksu.

Nosferatu – wampir z 1979 roku

Remake i hołd zarazem dla jednego z pierwszych horrorów w historii kina, czyli „Nosferatu – symfonia grozy”. Nosferatu w wersji Herzoga z jednej strony stanowi wierną adaptację dzieła F.W. Murnaua, a z drugiej odznacza się też swoją własną fakturą i atmosferą. Czyni to z niego jeden z najlepszych remake’ów w historii kina, głównie dzięki temu, że Herzog potrafił zachować w nim swój własny głos. To film o wampirze, który ogląda się niczym romantyczny sen, zmysłową baśń o tragedii samotności i klątwie nieśmiertelności. Do tego wygląda przepięknie – gry światła i cieni, kostiumy oraz scenografie oraz kolorystyka – to wszystko stanowi ucztę dla oka na najwyższym poziomie. A Klaus Kinski w roli tytułowej jest zarówno przerażający jak i budzący obezwładniające współczucie. Bez wątpienia jeden z najlepszych i najpękniejszych filmów o wampirach.

Jaskinia zapomnianych snów z 2010 roku


Fascynująca podróż w czasie, zgłębiająca prehistoryczne (najstarsze znane ludzkości) malunki naskalne, będące prapoczątkiem naszej kultury i sztuki. Nawet jeśli kogoś nie interesują zagadnienia z archeologii, a historia sztuki kojarzy się z nudą, to „Jaskinię zapomnianych snów” obejrzy z fascynacją rodem z powieści przygodowych. Ciekawostką jest fakt, że film ten powstał w technologii 3D (swoją premierę miał niedługo po „Avatarze”) i osobiście uważam go za jeden z najlepiej wykorzystujących trójwymiar filmów w historii. O ile w większości filmów 3D jest marketingową ściemą, tak w Jaskini zapomnianych snów technologia ta nie tylko jest widoczna, poprzez głębię obrazu i poczucie niemalże namacalnej bliskości i trójwymiarowości oglądanych malunków naskalnych, ale też, jest w pełni uzasadniona podjętym przez Herzoga tematem. Dzięki temu możemy przyjżeć się dziełom sztuki prawie tak jak byśmy widzieli je na żywo. To doprawdy fascynujące, że 3D, które powstało z myślą o wielkich hollywoodzkich produkcjach komercyjnych zostało tak dobrze i świadomie wykorzystane w kinie artystycznym i to jeszcze dokumentalnym.

Rekolekcje na temat mroku z 1992 roku

Ten niezwykły dokument ogląda się trochę jak biblijną apokalipsę zmieszaną z thrillerem science-fiction. W ogóle, geniusz Herzoga objawiał się w dużej mierze nie tylko w tym jakie tematy sobie dobiera, ale też w jaki sposób do nich podchodzi. Nowatorski sposób i styl Herzoga opiera się w dużej mierze na przepięknych, wspaniale skadrowanych obrazach, które okraszone są licznymi dygresjami, poetycką zadumą, a czasem też i dawką humoru, czasem wręcz czarnego. Co jakiś czas też wchodzi na rejony nieznane dotąd dokumentalistom, a mianowicie, tworzy przed widzem narrację rodem z powieści bądź filmów sci-fi. Robi to, przyjmując rolę obserwatora badającego ludzkie zachowania, ale nie tylko z dystansem osoby trzeciej, czasem wręcz przyjmuje pozę osoby, która jest jakby z innej planety i próbuje rozwikłać motywy działań napotkanych na swojej drodze osobników. I taki jest też film „Rekolekcje na temat mroku” pokazujący widzom szyby naftowe w Kuwejcie, aczkolwiek naprawdę ciężko przypisać obrazy, które widzimy do tych znanych z naszej planety.

Znaki życia z 1968 roku


Nie jest to może najlepsze dzieło w karierze Herzoga, ale z pewnością należy do ważniejszych. To w „Znakach życia” pojawiły się po raz pierwszy wszystkie motywy, które później na stałe zadomowiły się w jego twórczości. Ta opowieść o żołnierzu, którzy zostaje na greckiej wyspie, by wyleczyć swoje rany i tam, ze zwykłej bezczynności i nudy popada w szaleństwo to właściwie zalążek pomysłów fabularnych i formalnych jakie później rozwinęły się zarówno w jego filmach dokumentalnych jak i tych, prezentujących fikcyjne opowieści. Ponoć był on też jedną z głównych inspiracji dla Stephena Kinga przy pisaniu „Lśnienia”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...