Rock dla nudziarzy. Kings of Leon „WALLS”, recenzja sPlay

Muzyka 16.10.2016
Rock dla nudziarzy. Kings of Leon „WALLS”, recenzja sPlay

Od razu zaznaczam, że sam się do tych nudziarzy zaliczam, bo pomimo swoich wad, całkiem przyjemnie słuchało mi się nowej płyty Kings of Leon.

Nie jest to w żadnym razie wielkie dzieło, zresztą Kings of Leon to nie giganci rocka. Doczekali się stadionowej sławy na hipsterskich festiwalach i paru światowych przebojów, ale to jeszcze nie czyni z nich grupy na miarę The Rolling Stones. Zresztą, nie wiem czy w ogóle taki jest ich cel.

O ile jeszcze pierwsze krążki Kings of Leon odznaczały się punk rockową surowością, tak z każdym kolejnym albumem bracia Followill coraz bardziej bratają się z ładnymi melodiami i coraz to spokojniejszymi dźwiękami. „WALLS” jest koronnym tego przykładem.

kings_of_leon_walls

To płyta bardzo subtelna, niespieszna, balladowa i bardziej refleksyjna.

Przez to też na dobrą sprawę bliżej jej do popu dla 40-latków niż stadionowego rocka. I być może sam się już starzeje, bo w sumie nie mam z tym problemu. „WALLS” słucha się naprawdę dobrze. Kompozycje nie są jakoś specjalnie zachwycające, wartstwa liryczna też nie zwraca szczególnej uwagi, ale nowa płyta Kings of Leon niesie ze sobą na tyle kojące brzmienia, przyjemne dla ucha i niewypadające z niego od razu, że ciężko mi stwierdzić jednoznacznie, że jest to zła płyta.

Zaczyna się dość niepokojąco słabo, bo dwa pierwsze kawałki, czyli Waste a Moment i Reverend są boleśnie przeciętne, wręcz nijakie, brzmią raczej jak zapchajdziury, które niekoniecznie w ogóle powinny się ukazać na płycie. Ale dalej jest już znacznie lepiej.

„WALLS” raczej nie da światu takiej ilości hitów jak Only by the Night, ale Around the World to zdecydowanie najlepszy numer na krażku.

Funkowy feeling, świetny bas i dobra melodia w zwrotkach i refrenie sprawia, że jest to chyba jedyny utwór na „WALLS”, który ma szansę mierzyć się z Sex on Fire. Następny Find Me z pewnościa stanie się stadionowym evergreenem – to chyba najszybszy numer na płycie i kolejny z kapitalną linią basu. Później tempo trochę zwalnia, staje się bardziej melancholijnie i już tak zostaje do końca „WALLS”. Post rockowy Over z refrenem, który porwie tysiące fanów na koncertach, a następnie Muchacho z lekko „westernowym” brzmieniem nadają rytm drugiej części krążka. Całość zwieńcza prościutka, bezpretensjonalna ballada, Walls, idealna na zakończenie płyty.

Fanem Kings of Leon nie jestem zbyt wielkim. Na nową płytę nie czekałem. Ale posłuchałem i specjalnie się nie wymęczyłem.

To dobrze zagrana, zaśpiewana i wyprodukowana płyta, fani grupy znajdą tu znajome dźwięki, choć część może się rozczarować zdecydowanie wolniejszym tempem całości. Sam nie wiem czy to ta jesień czy po prostu dopadł mnie bardziej melancholijny nastrój, ale „WALLS” dosyć dobrze wpasowało się w mój stan mentalny w tej chwili.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...