Najlepsze animacje… tylko dla dorosłych!

Film 15.08.2016
Najlepsze animacje… tylko dla dorosłych!

Choć przyzwyczailiśmy się już do tego, że spora część animacji kierowanych do młodego widza jest też tworzona z myślą o starszych pokolniach, to nadal jednak rzadkością są filmy animowane kierowane bezpośrednio do dorosłego widza. Takim przykładem jest animacja „Sausage Party”. Z okazji jej premiery sporządziłem zestawienie najlepszych animacji dla dorosłych jakie udało mi się zobaczyć.

Kot Fritz z 1972 roku

Pisząc o animacjach dla dorosłych nie sposób nie zacząć od produkcji, która spopularyzowała ten podgatunek filmowy. „Kot Fritz” powstał w samym środku ruchów społecznych w Stanach z przełomu lat 60 i 70. Ręcznie rysowana stylową kreską animacja była swoistym pastiszem/satyrą hipisowskiego życia w mieście. To, że cały film opowiada o postaciach zwierząt, które są jedynie metaforą postaci ludzkich, wcale nie umniejszyło sile przekazu całości. Policjanci ukazani są tu jako (dosłownie) świnie, tytułowy bohater nie unika wcale narkotyków, nie omieszka również spróbować seksualnego czworokąta w wannie; nie brakuje to golizny i przemocy. A wszystko to okraszone jest grubą warstwą uszczypliwego i czarnego humoru.

Grobowiec świetlików z 1988 roku

Animacje potrafią być czasem jednym z najbardziej zwodnicznych gatunków. Gdy po raz pierwszy zabierałem się za „Grobowiec świetlików” kompletnie nie wiedziałem, co to za film. Wiedziałem jednynie, że to animacja, a głównymi bohaterami jest dwoje dzieciaków. No i już oglądając ten film zostałem kompletnie zniszczony emocjonalnie. Jest to bowiem wstrząsająca, dramatyczna i piekielnie smutna opowieść o miłości i stracie. Obserwowanie niewinnego rodzeństwa, które stara się przeżyć i cieszyć każdym dniem w trakcie trwania II wojny światowej, po prostu łamie serce. Z pewnością nie jest to film dla młodego widza, choć uważam, że w pewnym wieku każdy powinien go zobaczyć, bo to arcydzieło kinematografii, nie tylko w gatunku animacji, ale w ogóle.

Życie świadome z 2001 roku

To nie tylko jedna z najbardziej niezwykłych animacji jakie widziałem, ale też jeden z ciekawszych I dających do myślenia filmów jakie powstały na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Już sama technika w jakiej powstało „Życie świadome” jest fascynująca. W filmie obserwujemy postaci grane przez Ethana Hawke’a i Julie Deply, którzy poruszają całą masę filozoficznych tematów i zagadnień związanych z tym czy nasze życie nie jest przypadkiem snem; czy możemy kontrolować sny i jaki mogą mieć one wpływ na naszą egzystencję. Aktorzy zostali sfilmowani z użyciem techniki rotoskopowej, pozwalającej na obrysowanie żywych postaci, tak by zmienić je w animowane. Efekt jest fantastyczny.

Heavy Metal z 1981 roku

Ten film (technicznie rzecz biorąc jest to antologia) to spełnienie zbereźnych marzeń niejednego gimnazjalisty. Statki kosmiczne, latające samochody, seks z robotami, podróże międzyplanetarne, sci-fi zmieszane z fantasy, Nowy Jork dystopijnej przyszłości, a do tego cała masa obfitych kobiecych biustów, które z bezwstydnym szowinizmem wykorzystali autorzy „Heavy Metal” do ukazania swoich seksualnych fantazji. Kurcze, symbolem tego filmu jest w końcu Taarna, przedstawicielka odległej planety, która w czarnym bikini a la sado-maso fruwa sobie na grzbiecie wielkiego pterodaktyla. Czego chcieć więcej? No i nie zapominajmy o ścieżce dźwiękowej, na której usłyszeć można klasykę rocka, w postaci takich zespołów jak Black Sabbath, Nazareth czy Journey.

Miasteczko South Park z 1999 roku

Może i „Simpsonowie” byli pierwsi, ale to właśnie twórcy „South Parku”, czyli Matt Stone i Trey Parker za pomocą dosadnego, ostrego jak brzytwa, bezkompromisowego i zwyczajnie brutalnego (często też i obscenicznego) humoru stali się prawdziwym głosem pokolenia, popkulturowym sumieniem przełomu XX i XXI wieku. Ich żarty obrażają i obrzydzają, ale też jakimś cudem perfekcyjnie trafiają w sedno zagadnienia i idealnie wyśmiewają wszystkie absurdy i nieprawidłowości popkultury, życia społecznego, polityki, gwiazd pop, religii itp. Ich pierwszy pełnometrażowy film to absolutne the best of. Czego tu nie ma. Genialne musicalowe numery, masa bluzgów i sam Szatan, który żyje w homoseksualnym związku z Saddamem Huseinem. Geniusz Stone’a i Parkera polega na tym, że pomimo iż operują oni humorem czysto klozetowym, to udaje im się być i zabawnymi i jeszcze zaserwować widzom mądre puenty oraz morały, które poprzez kontrast działają o wiele mocniej niż w przypadku zwykłych przypowieści.

Żółta łódź podwodna z 1968 roku

„Yellow Submarine” dobitnie pokazuje nam jak wielkim, światomym fenomenem byli Beatlesi w latach 60. Praktycznie nie było ani jednej sfery w popkulturze, w której John Lennon i spółkie nie byliby obecni. „Yellow Submarine” to olśniewająca wizualnie psychodeliczna podróż przez narkotyczne wizje Bealtesów. Pełne kolorów, abstrakcji i oczywiście największych przebojów grupy, z All You Need is Love czy Lucy in the Sky with Diamonds na czele.

Walc z Baszirem z 2008 roku

Okrucieństwa wojny w ujęciu animowanym pozornie kompletnie do siebie nie pasują. Jednakże jest coś niezwykłego w animacji Ariego Folmana, co sprawiło, że jego „bajkowe” wspomnienia wojny w Libanie wstrząsa bardziej niż niejeden aktorski film. Być może dzięki poetyce animacji właśnie, która pozwala na pogłębianie wizji dramatu, okrucieństwa i bezmyślnej, niepotrzebnej rzezi o wiele dalej niż pozwalają na to ramy „normalnego” filmu.

Ninja Scroll z 1993 roku

Japońskie animacje w sporej części kierowane są do dorosłego widza. Zarówno ze względu na podejmowaną tematykę, jak i częstą brutalność. Na dobrą sprawę cała ta lista mogłaby zawierać pozycje anime. Wprawdzie nie jestem ekspertem w tym gatunku, jednakże widziałem co nieco japońskich animacji, by wiedzieć dobrze, iż „Ninja Scroll” wyróżnia się spośród nich. W duchu jest to klasyczna opowieść samurajska, przywodząca na myśl skojarzenia z kinem drogi i westernami, w dodatku mocno zakorzeniona w japońskiej mitoligii i ornamentyce. Przede wszystkim jednak „Ninja Scroll” to przepiękna i płynna animacja, z kapitalnymi scenami walk, nie uciekającymi od porażającej brutalności i rozlewu krwi.

Przez ciemne zwierciadło z 2006 roku

Richard Linklater to z pewnością jeden z największych innowatorów współczesnego kina. Eksperymentuje zarówno z formą jak i gatunkami. Jego drugie podejście do animacji to jeszcze większe zgłębienie się w materie techniki rotoskopowej, tym razem użytej do adaptacji thrillera sci-fi autorstwa Philipa K. Dicka. Pomimo gwiazdorskiej obsady (m.in. Keanu Reeves i Robert Downey Jr.), dość trudna w odbiorze psychodeliczna fabuła mierząca się z epidemią uzależnienia od narkotyków oraz zagadnieniem prywatności, sprawia, że nie jest to seans dla każdego, tym niemniej wizualnie mamy do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...