„Outcast: Opętanie” ma swoje momenty, ale jako całość – zawodzi. Recenzja sPlay

Seriale 14.08.2016
„Outcast: Opętanie” ma swoje momenty, ale jako całość – zawodzi. Recenzja sPlay

„Outcast: Opętanie”, druga po „Preacherze” serialowa adaptacja komiksu, której premiera odbyła się tego lata, budziła obawy, czy po mocnym początku, utrzyma poziom w kolejnych odcinkach. I cóż, niestety nie udało się to do końca.

„Outcast: Opętanie” jest ekranizacją komiksowej serii autorstwa Roberta Kirkmana, czyli twórcy „The Walking Dead”. Komiksy wydawane są od 2014 roku nakładem Image Comics, do dziś ukazało się 18 zeszytów. Co ciekawe, prawa do stworzenia telewizyjnej adaptacji zostały wykupowane przed powstaniem pierwszego numeru, jeszcze w 2013 roku, zaraz po tym, gdy Kirkman ogłosił plany stworzenia nowego cyklu.

outcast opętanie

Serial opowiada o losach Kyle’a Barnesa, młodego mężczyzny, który przez całe życie zmaga się ze złymi mocami. Najpierw opanowują one jego matkę, zmieniając życie nastolatka w prawdziwe piekło, a później żonę, która w diabelskim ataku próbuje zamordować ich dziecko. Kyle, pełen traum i lęków, nie umiejący stworzyć, ani tym bardziej podtrzymać międzyludzkich relacji, a jednocześnie podejrzewający, że w jakiś sposób sam przyciąga zło, wycofuje się z życia. Staje się odludkiem, nie utrzymując z nikim kontaktu.

Pewnego dnia wiejski pastor, wielebny Anderson, prosi Barnesa o pomoc. Wie o jego przejściach, wie też, że w jakiś sposób potrafi sobie poradzić z opętaniami. Kyle, pełen wątpliwości, w końcu zgadza się na propozycję Andersona. Gdy udaje się odegnać złe moce, mężczyźni postanawiają współpracować, by wyplenić z miasteczka wszystkie demony, a także dotrzeć do ich ogniska.

outcast opętanie 3

To nie jest przesadnie oryginalna fabuła, ale zachwycając się pilotem serialu, pisałem, że „zasadnicza różnica pomiędzy »Outcast« a kolejnymi klonami »Omena« jest taka, że dzieło Kirkmana opowiada tę historię dobrze”. Niestety jednak w kolejnych odcinkach wcale już tak dobrze nie jest. Być może udałoby się utrzymać poziom, gdyby produkcja była dwa razy krótsza. W obecnej formie jest w niej zdecydowanie zbyt dużo dłużyzn i scen niepotrzebnych.

„Outcast: Opętanie” ma swoje momenty, naprawdę świetnie zrealizowane i emocjonujące, ale generalnie przez większość czasu na ekranie oglądamy dokładnie te same sekwencje, uzupełnione o boleśnie powoli rozwijający się wątek główny.

outcast 3

I to właśnie jest mój główny zarzut w stosunku do tego serialu. Na dłuższą metę nie wciąga, nie przyciąga uwagi, nie potrafi sobą zainteresować. W pewnym momencie kolejne odcinki oglądałem wyłącznie z konieczności i zawodowego obowiązku, bo przyjemności nie czerpałem z nich żadnej.

Poza tym, produkcja FOX broni się całkiem udanie. Aktorsko stoi na zadowalającym poziomie, konstrukcja bohaterów może nie powala, ale każdy z nich jest zbudowany wiarygodnie, dialogi nie rzucają na kolana, ale są napisane dostatecznie dobrze, by nie przyprawiały o ból zębów (jak miało to miejsce na przykład w „Damienie”). Problem w tym, że twórcy „Outcast” chyba za bardzo chcieli przenieść na ekran komiks – sporo tu scen żywcem z niego wyciągniętych – co nie do końca zdało egzamin. To, co tam jest pojedynczym kadrem lub krótką sekwencją, w serialu trwa kilka minut, podczas gdy treści pozostaje tyle samo.

Outcast poster

„Outcast: Opętanie” to dla mnie widowisko tej samej klasy, co „The Walking Dead”. Świetny materiał źródłowy, spory potencjał, w teorii wszystko jest na swoim miejscu, a jednak seans to doświadczenie nie emocjonujące, a raczej nużące. Wielka szkoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...