Przełamałem się. Poszedłem na „Suicide Squad” do kina i bawiłem się doskonale! Oto moje 5 wielkich plusów filmu

Film 12.08.2016
Przełamałem się. Poszedłem na „Suicide Squad” do kina i bawiłem się doskonale! Oto moje 5 wielkich plusów filmu

Zachodnie media i większość polskich recenzentów była bardzo krytyczna wobec filmu „Suicide Squad”. Być może przez to, że spodziewałem się najgorszego, wyszedłem z kina z uśmiechem od ucha do ucha.

Napiszę to jasno i czytelnie – pod względem montażu, scenariusza i dialogów „Suicide Squad” to dramat. Film jest chaotyczny, kiepsko pocięty i bardzo niespójny. Mimo tego, bawiłem się doskonale.

1. Jared Leto jako Joker dał radę!

Może nie zafundował nam roli na miarę zmarłego Ledgera z „Mrocznego Rycerza”, ale bez dwóch zdań stanął na wysokości zadania. O ile aktor w filmie Nolana miał mnóstwo czasu na przekonanie do siebie widzów, tak Leto dostał zaledwie 8 – 10 minut. Mimo tego, wyszło bardzo dobrze.

Scena, w której Joker walczy ze sobą, aż w końcu górę wzięło jego spaczone serducho, a on sam skoczył za Harley Quinn, była bardzo ciekawa. Wątek miłosny między tymi dwojga okazał się zaskakująco silny. Wręcz silniejszy, niż w komiksach. Joker jawił się niczym rycerz na białym koniu, ratujący swoją damę z opresji.

joker suicide squad

Dla porównania, komiksowy Joker bardzo często poniżał Harley. Traktował ją jak przedmiot, nie jak partnera. W „Suicide Squad” widzimy z kolei Leto usychającego z tęsknoty, którego ludzie szukają „Skarbu” w całym mieście. On sam staje na czele odbicia z rąk Weller, w dodatku dwa razy! Nie robił tego dla chaosu czy dla adrenaliny. Robił to dla niej.

Czegoś takiego wcześniej nie widziałem. Chory, brutalny, bezwzględny, ale i zakochany po uszy. Filmowy Joker bez dwóch zdań dawał powiew świeżości, a sceny z jego udziałem nigdy nie były nudne.

2. Świetna muzyka, doskonale dobrana do filmu.

Czy to Eminem rapujący w początkowej fazie filmu, czy piosenka świetnie dobrana do kolorowych napisów końcowych – utwory w „Suicide Squad” to pierwsza klasa. Świetny dobór kawałków, świetne ich wykorzystanie, świetna kompozycja. Naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić.

3. Dzięki Bogu nie dostaliśmy kolejnego Origin Story.

„Suicide Squad” wcale nie sprawia wrażenia zaledwie trzeciego filmu w nowym filmowym uniwersum na licencji komiksów DC. Chociaż wcześniej dostaliśmy jedynie „Człowieka ze Stali” oraz „Batman v Superman”, film z (anty)bohaterami jest osadzony w fikcyjnym świecie, jak gdyby ten był prowadzony od lat.

Nie dostaliśmy kolejnego podejścia do historii powstania Batmana. Nie otrzymaliśmy następnej wizji narodzin Jokera. Nawet uformowanie się Harley Quinn zostało nam podane w formie kilku dynamicznych przebłysków z przeszłości. Dzięki Bogu.

suicide-squad

„Suicide Squad” jest filmem „z przeszłością”. Zamiast koncentrować się na początkach każdego bohatera, od razu wrzuca ich do zrujnowanego miasta. Z kolei fani komiksów dostali mnóstwo materiału, z którego mogą teraz czerpać, bawiąc się w domysły i internetowe śledztwa.

Przykładowo, Joker wykonał tatuaż „damaged”, gdy Batman wybił mu zęby i osadził w zakładzie Arkham. Nim Slipknot został przyłączony do tytułowego Legionu Samobójców, został pokonany i schwytany przez Wonder Woman. Amanda Waller nawiązuje do życia i śmierci Supermana. W filmie pojawia się Flash. Można tego mnożyć. Uwielbiam takie smaczki.

4. Harley Quinn skradła całe show

Margot Robbie wypadła rewelacyjnie. Jej Harley Quinn to główna gwiazda filmu, którą naprawdę przyjemnie oglądało się na ekranie. Chociaż większość scen z jej udziałem pojawiła się już w zwiastunach, o dziwo wcale to nie przeszkadzało. Margot to prawdziwy dynamit, który nie nudzi graniem na jedną nutę.

Szkoda tylko, że w finale producenci „Suicide Squad” poszli w tak tandetny, naiwny ton. Harley mówiąca o „zadzieraniu z jej kumplami”, El Diablo krzyczący o „utracie drugiej rodziny”… aż zgrzytały mi zęby. W ogóle nie pasowało to do bandy (anty)bohaterów,  nagle szepczących sobie czułe słówka.

suicide squad

5. „Suicide Squad” było mroczniejsze od filmów Marvela. No i bardzo dobrze!

Naprawdę nie rozumiem narzekania na to, że filmy na licencji komiksów DC nie są tak pogodne, rozrywkowe i humorystyczne jak te od Marvel Studios. Chcecie wesołego, kolorowego filmu z super-bohaterem Detective Comics? Jeden taki powstał kilka lat temu. Mówię o „Zielonej Latarnii”.

To dobrze, że filmy DC są przeciwwagą dla Marvela. To dobrze, że na scenie pojawia się Joker, który mówi o „swędzących go jajkach, gdy myśli o Harley”. To dobrze, że El Diablo klepie swoją żonę po pupie. Przykład „Deadpoola” pokazuje, że filmy o super-bohaterach z oznaczeniem 18+ mają sens.

Chociaż „Suicide Squad” ma oznaczenie PEGI 13, film był mroczniejszy od większości produkcji Marvela. Naprawdę nie rozumiem, co miałoby w tym być złego. Dokładnie na to liczyłem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...