„Star Wars: Bloodline” to pierwsza dobra książka nowego kanonu. Ma wszystko, czego zabrakło w The Force Awakens

E-booki 11.08.2016
„Star Wars: Bloodline” to pierwsza dobra książka nowego kanonu. Ma wszystko, czego zabrakło w The Force Awakens

„Star Wars: Bloodline” jest wypełnione po brzegi tym, czego próżno szukać w nowym epizodzie Gwiezdnych wojen – politycznej intrygi oraz genezy wojny, którą zastajemy w Przebudzeniu Mocy.

Przebudzenie Mocy zawiodło, jeżeli chodzi o wytłumaczenie widzowi kontekstu, w jakim osadzona jest akcja filmu. Nowa Republika, Ruch Oporu, Pierwszy Porządek – wszystkie strony konfliktu działają w najlepsze, a widz zostaje wrzucony w sam środek opowieści, bez wyraźnego początku i końca.

The Force Awakens dało nam więcej pytań, niż odpowiedzi.

Tam, gdzie nabrudził J. J. Abrams i scenarzyści LucasFilmu, sprząta pisarka Claudia Gray. Autorka dała się poznać jako wielka fanka Gwiezdnych wojen. Jej pasja bije z każdej strony Star Wars: Bloodlines. To pierwsza książka nowego kanonu Disneya, która jest naprawdę dobra i która zadowoli wymagających fanów.

Claudia Gray wykonała świetną pracę, aby przywrócić nadzieję w nowe książki Gwiezdnych wojen. Wielka fanka starej trylogii nie tylko nie pomyliła żadnych historii i postaci, ale sprawiła, że nawet naiwne i naciągane wątki stały się bardziej sensowne.

Spodobało mi się zwłaszcza, jak politycy Nowej Republiki dywagują na temat tego, jak to możliwe, że druga gwiazda śmierci posiadała taką samą wadę konstrukcyjną, co pierwsza placówka bojowa. Bohaterowie książek odnoszą się do niemożliwych wyczynów Luke’a Skywalkera, a także zastanawiają się, dlaczego uniformy żołnierzy Nowej Republiki są tak żałosne na tle pancerzy szturmowców. Słowem – robią wszystko to, co przez lata robili fani Gwiezdnych wojen, dyskutując na rozmaitych forach tematycznych.

Star Wars- Bloodline 2

Star Wars: Bloodline jest spójne. Jest sensowne. Jest wiarygodne. Jest racjonalne. To chyba najlepsze cechy tej książki. Po raz pierwszy od zakupienia licencji przez Disneya, ma się wrażenie, że ktoś wiedział, co robi. Wiedział, czego potrzebują fani i czego brakowało filmowi kinowemu.

Książka „Star Wars: Bloodline” zabiera czytelnika w kilka lat przed wydarzeniami z Przebudzenia Mocy.

Nowy Porządek jest jeszcze jedynie cichą plotką, powtarzaną w zakamarkach senackich korytarzy. Nikt nie słyszał o zamaskowanym Kylo Renie, a największym zmartwieniem bezpiecznej Nowej Republiki są starcia wewnątrz galaktycznego parlamentu. Jego politycy podzielili się na dwie frakcje – spoglądających z sentymentem w kierunku Imperium Centrystów oraz Populistów, walczących z centralistycznymi tendencjami.

Czytelnik książki ma ciekawą możliwość utożsamienia się z jedną z tych dwóch grup. W „Star Wars: Bloodline” nie ma tej złej i dobrej strony. Każda frakcja ma swoje racje, swoje sensowne argumenty oraz postulaty. Centryści chcą silnej władzy, której konsekwencją może być powrót do czasów autorytarnego Imperium. Populiści tak bardzo boją się zdecydowanych, centralistycznych decyzji, że w rezultacie ich zdolność do działania jest znacznie ograniczona.

W tym miejscu pojawia się nie kto inny, jak Leia Organa Solo. Żona najpopularniejszego przemytnika w galaktyce jest jedną z kluczowych polityczek Populistów, lecz jej serce i dusza zawsze wybiera metody Centrystów – zdecydowane działanie, bez zbędnego czekania i mętnej dyplomacji. Księżniczka nie tylko stara się odbudować prestiż Nowej Republiki, ale również wpada na trop organizacji, która może zagrozić kosmicznemu pokojowi.

Będę szczery. Nigdy nie przepadałem za Leią Organą.

Zbuntowana księżniczka z blasterem w dłoni to dla mnie najmniej ciekawa postać z grupy byłych rebeliantów. Mimo tego, w „Star Wars: Bloodline” od razu czuje się do niej sympatię. Leia Organa nie tylko nie przeszkadza, ale to dzięki niej ciężko oderwać się od książki. Myślałem, że brak Luke’a i Hana będzie mi doskwierać. Po kilku pierwszych rozdziałach zapomniałem, że oni w ogóle istnieją!

Star Wars- Bloodline 1

Leia z Bloodline to mieszanka niezłomnej wojowniczki z kimś zupełnie innym, zupełnie nowym. Z kobietą będącą żoną swojego męża. Z kobietą będącą matką. Z kobietą, która czuje, że lat jej nie ubywa. Nie oznacza to jednak, że Organa jest słabsza lub gorsza, niż w filmowej trylogii. Jest po prostu inna, nieco bardziej zgorzkniała i emocjonalna. Bardzo ciekawa, bardzo wiarygodna i bardzo dobrze rozpisana zmiana.

Autorka doskonale korzysta z uniwersum i osadza w Bloodline wiele ciekawych postaci pobocznych. Jest Korr Sella, jest wzmianka o Huksie seniorze. Nie mogło zabraknąć Hana, a także opisów jej relacji z synem oraz Lukiem. Bloodlines to nie tylko polityczna intryga, ale również świetne podsumowanie sytuacji w galaktyce na kilka lat przez Przebudzeniem Mocy. Nareszcie wiadomo, jak rozkładają się siły i jak przebiegają sojusze.

To właśnie ta polityczna klarowność jest najlepszym filarem „Star Wars: Bloodline”.

Claudia Gray tworzy solidny fundament pod nową trylogię, którego brakowało zaraz po premierze Przebudzenia Mocy. Z tej perspektywy to pierwsza książka nowego kanonu, którą naprawdę warto przeczytać. To prawdziwe wprowadzenie do The Force Awakens, a przy okazji bardzo dobra, polityczno-sensacyjna przygoda.

Lekkie pióro, świetna znajomość uniwersum, dobre dialogi i kluczowe, bardzo cenne informacje – oto „Star Wars: Bloodline” w pigułce.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...