Dzisiaj nie mam już wątpliwości – komiksy Star Wars w rękach Marvela to tragedia

E-booki 12.07.2016
Dzisiaj nie mam już wątpliwości – komiksy Star Wars w rękach Marvela to tragedia

Wraz z zakupieniem praw do Gwiezdnych wojen przez Disneya, możliwość tworzenia komiksów w kosmicznym uniwersum zyskał należący do tego molocha Marvel. Początkowo sądziłem, że to świetna sytuacja. Byłem w wielkim błędzie.

Początkowo naprawdę nie było źle. Kiedy wystartowały serie Star Wars oraz Darth Vader, pierwsze zeszyty komiksów były naprawdę obiecujące. Odważne, wciągające, nadrabiające kiepską kreskę nowymi wątkami i przywiązaniem do Starej Trylogii.

Dzisiaj Star Wars Marvela to rozkopany projekt, który ugrzązł w miejscu. Darth Vader zjada własny ogon. Seria poświęcona Lei to pusty pomnik dla kobiecej siły i zaradności. Mini-serie takie jak Han Solo czy Lando nie wprowadzają do uniwersum niczego ciekawego. Nawet Poe Dameron, osadzony w nowej trylogii, okazał się gigantycznym rozczarowaniem. Po prostu nie ma czego czytać.

star wars #1 komiks

Największy problem polega na tym, że Marvel traktuje komiksy Gwiezdnych wojen tak, jak Spider-Mana, Iron Mana, Hulka i resztę.

Komiksy Marvela o zamaskowanych super-bohaterach można streścić jako wędrówka w koło. Niezależnie, w którym kierunku się nie ruszymy, ostatecznie zawsze wracamy do pozycji startowej. Zawsze przychodzimy tam, skąd rozpoczęliśmy podróż. Zawsze lądujemy w bezpiecznej pozycji wyjścia, od której możemy rozpocząć kolejną wędrówkę w koło.

Komiksy o super-bohaterach Marvela zawsze wracają do bezpiecznego statusu quo. Nikt tutaj naprawdę nie ginie, a wszelkie zmiany są czasowe. Kapitan Ameryka mówiący Hail Hydra? Zamordowany Peter Parker? Umierający Wolverine? Nie takie rzeczy widziało już to komiksowe uniwersum, a ostatecznie i tak wszystko wracało do normy. Wszystko wracało do stanu wyjściowego.

Z komiksami Star Wars jest zupełnie inaczej. To nie jest lawirowanie w koło. To podróż od A do Z.

Kwintesencją komiksów osadzonych w uniwersum Gwiezdnych wojen jest to, że świat, bohaterowie i otoczenie się zmienia. Nikt tutaj nie wraca do bezpiecznego punktu wyjścia. Nikt nie zostaje wskrzeszony, nikt nie powraca z alternatywnej rzeczywistości i nikt nie zmienia koloru skóry.

Anakin Skywalker nie mógł wrócić do bycia Anakinem, po tym jak przemienił się w Darth Vadera. Piękna historia miłosna nie mogła zostać wznowiona, na skutek wskrzeszenia Padme za sprawą jakiejś wyższej siły. Stara Republika nie mogła powrócić po zniszczeniu Imperium, jak gdyby nic się nie stało. W kosmicznym uniwersum liczą się zmiany i liczą się konsekwencje.

darth vader 6

Doskonale rozumiało to Dark Horse – wcześniejszy wydawca komiksów na licencji Gwiezdnych wojen. Jego flagowe serie, takie jak Republika i Imperium, nigdy nie były krążeniem w koło. Były drogami od A do Z, bez cofania się do bezpiecznego boksu startowego. To, co działo się w komiksach, działo się na stałe. Każda blizna Anakina, każda uśmiercona postać, każda porażka i każde zwycięstwo było permanentne.

Dzięki temu komiksy Dark Horse były po prostu istotne. Były ważne. Były kluczowe. Czytelnicy mieli pewność, że nikt nie wskrzesi za dotknięciem magicznej różdżki postaci, która została przebita mieczem świetlnym. Dzięki temu komiksy chłonęło się z przejęciem, a każdy zwrot fabularny był istotny.

Marvel i Disney mają z tą istotnością i permanentnością gigantyczne problemy.

Widać to nie tylko na przykładzie komiksów, ale również animacji. Disney bez żadnych skrupułów przywraca Darth Maula do życia, wkomponowując go do serialu Star Wars Rebels. Włodarze licencji bawią się rozpoznawalnymi postaciami, które nie mają dla nich żadnej wagi. To po prostu figurki, plakaty i koszulki, które można sprzedać.

W Marvelu mają gigantyczne problemy, aby wprowadzić nowe, interesujące postaci do komiksów. Najciekawsi bohaterowie to ci, których znamy od lat. Dlatego Marvel wciska fanom wszystko, co ma pod ręką. Luke, Han, Leia, Chewie, Boba Fett, Vader, Lando – wszyscy tańczą w bezpiecznych, powtarzalnych scenariuszach. Przecież wiemy, że ci bohaterowie przeżyją. Przecież wiemy, że pojawiają się w kolejnym epizodzie filmu.

darth vader 1

Mimo tego Marvel ciągnie ten teatr, bez żadnego wyraźnego pomysłu na ciekawe historie. Bez tworzenia nowego uniwersum. Bez wpływu na powstającą, świeżą trylogię. Nowe komiksy Gwiezdnych wojen to zaledwie bezpieczna, zupełnie nieistotna przybudówka do epizodów oryginalnej trylogii. Nic więcej. Gdyby jeszcze sytuację ratowała kapitalna kreska. Tak niestety nie jest.

Czytając kolejne komiksy Star Wars, tęsknię do czasów, kiedy to Dark Horse miał na nie licencje. Wtedy ilustrowane Gwiezdne wojny naprawdę coś znaczyły.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...