1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (2 głosów, średnia: 3,50 z 5)
Loading...
3.5 2 ratings.

Gdy inni już czekają na premierę kolejnego sezonu „Gry o Tron”, ja z utęsknieniem wypatruję premiery „Raya Donovana”. Serial po roku przerwy wraca z nowym sezonem. Wreszcie! Bo wnioskując po otwarciu, możemy spodziewać się kontynuacji serii równie mocniej, co 3 poprzednie sezony.

Ci, którzy znają Raya Donovana z poprzednich sezonów, wiedzą, że jest to bohater pozbawiony ludzkich emocji. Ray znany jest głównie z tego, że jako bezlitosny egzekutor poradzi sobie z każdym problemem. Jeżeli jakaś gwiazda Hollywood, biznesmen lub wpływowy prawnik mieli problem, kierowali się po pomoc właśnie do niego. Jeżeli któryś gwiazdor amerykańskiego futbolu miał problem z seks taśmą, jedyne co musiał zrobić, to wykonać telefon do Raya Donovana. Człowieka, który potrafił rozwiązać każdy problem i wyjść z każdej opresji.

Mimo wielu trudnych doświadczeń, śmierci bliskich oraz przeciwności losu, Ray Donovan brnął przed siebie, nie zważając na nic. Zawsze elegancko ubrany, z drogim zegarkiem na nadgarstku, silny i bezkompromisowy. Z każdym problemem radził sobie w sposób bezlitosny i skuteczny. Jeżeli połączyć ze sobą postać Hitmana z gier i Jasona Stathama z filmów akcji, to uzyskamy dokładnie takiego bohatera, jakim jest Ray. Postać, w której rolę wciela się genialny Liev Schreiber, szerszemu gronu znany jako mąż Naomi Watts lub jeden z bohaterów „X-Menów”.

W każdym poprzednim sezonie serialu „Ray Donovan” mieliśmy do czynienia ze sporą ilością alkoholu, brutalnych scen, brudu i przemocy, która wylewała się na ulicę Los Angeles.

W nowym sezonie jest inaczej. W przeciwieństwie do tego, co mogliśmy zobaczyć wcześniej, w nowym epizodzie Ray jawi się jako słaby, przytłoczony ciężarem własnych problemów wykolejeniec.  Scenariusz znany z wielu innych produkcji i przemielony na wiele sposobów, ale tutaj po raz kolejny się sprawdza. On, ten który radził sobie z problemami innych, nie potrafi poradzić sobie z własnymi. Ray Donovan powoli, mozolnie zbiera się do kupy po wydarzeniach z poprzedniego sezonu. Wylizuje rany. Rozpoczyna swoistą spowiedź, która ma naprowadzić go na nową, lepszą dla jego rodziny ścieżkę.

ray donovan

Widzimy powrót do przeszłości, pokazany niczym sen na jawie. Właściwie to „koszmar” będzie tu lepszym określeniem. Sposób, w jaki twórcy serialu ukazali jego problem nie do końca mi odpowiadał, ale gdy tylko odcinek nabrał rozpędu, to od razu wiedziałem, że nowy sezon jest na dobrej ścieżce ku temu, by kontynuować wysoką formę z poprzednich sezonów. Owszem, na początku pierwszego epizodu brakuje dynamiki znanej z poprzednich odcinków, a cała historia odbywa się w kilku różnych lokacjach, co wprowadza do głowy widza pewien chaos, ale wszystko do czasu. Mogłoby się wydawać, że w pierwszym odcinku jesteśmy świadkami kilku niepowiązanych ze sobą scen, ale każdy, kto widział poprzednie epizody, na pewno sprawnie połączy elementy układanki.  

ray donovan 3

Już od pierwszego odcinka na ekran wracają znane postacie. Jest tajemniczy ksiądz, którego postać mocno namieszała w fabule poprzedniego sezonu. Jest cała rodzina Donovanów. A co ważniejsze, są nowi bohaterowie. Ci, podobnie jak Ray, wiele maja za uszami i walczą ze swoimi demonami, a jednym z nich jest Hector Campos; bokser, który już wkrótce stanie do ważnej dla swej kariery walki. Na początku wydaje się być aniołem stróżem dla naszego bohatera, ale czy będzie nim aż do końca? O tym przekonacie się, oglądając odcinek. Nie chcę zdradzić sposobu, w jaki tym razem Ray poradził sobie z przeciwnościami, ale muszę przyznać, że zrobił to w sposób bliski dla nas, Polaków.

A co słychać u reszty bohaterów?

Oczywiście nie tylko Ray Donovan i jego nowy kompan skupiają na sobie uwagę. Oprócz nich przyglądamy się losom wszystkich członków rodziny, bo nie od dziś wiadomo, że nic tak nie przyciąga kłopotów jak oni. Stary Mickey Donovan robi to, co umie najlepiej. Organizuje zbrodnie i sprawia kolejne problemy. Tym razem miejscem jego polowań jest Las Vegas i kasyno, którego właścicielem jest potomek tamtejejszego plemienia Indian. W każdej kolejnej scenie, w której udział bierze postać genialnie kreowana przez Jona Voighta, nie mogło zabraknąć kombinowania niczym w „Przekręcie” Guya Ritchiego i humoru, który znamy z poprzednich sezonów.

Żonę Raya widzimy w sytuacji, która daje widzom obietnicę na ciekawy rozwój tej postaci. Nie ukrywam, że po głupim romansie w ostatnim sezonie straciłem do niej sympatię. Być może ma to miejsce tylko ze względu na dramatyzm jej sytuacji, ale znów zaczynam odczuwać lekką nutę sympatii do tej bohaterki. Do tego ten pazur, szorstki humor i emocje, których od jakiegoś czasu brakowało w trakcie śledzenia jej losów.

ray donovan 2

U braci Raya po staremu. No, może u Terry’ego dzieje się trochę więcej. Ten po powrocie z zaświatów zamierza wybrać się na kapłańską misję do Brazylii. Jak możecie się domyślić, niewiele z tych planów udaje się zrealizować, ale samo oglądanie perypetii bohatera zawsze budziło moja sympatię i tak jest również tym razem. Bridge (córka głównego bohatera) mimo wszelkim przewidywaniom nie została odnaleziona martwa na przedmieściach Los Angeles. Radzi sobie dobrze, a na życie zarabia grając i śpiewając na ulicach LA.  Ray, jak to Ray, pozostał dumny, ale coś drgnęło. Nie jest już tak brutalny. Walczy z samym sobą i mimo że początek nowego epizodu nie wskazywał na nic interesującego, twórcom udało się – z resztą po raz kolejny – świetnie rozpocząć sezon. Byle tylko forma została utrzymana, albo choć minimalnie podniesiona.

Początek nowego sezonu pozostawia mimo wszystko pewien niedosyt.