Nie tylko „Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie” – pamiętam znacznie gorsze tytuły

Film 07.04.2016
Nie tylko „Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie”  – pamiętam znacznie gorsze tytuły

Jeden z najchętniej dyskutowanych tematów dzisiejszego dnia to polski tytuł „Rogue One” – filmu w świecie Gwiezdnych wojen, umiejscowionego pomiędzy trzecim oraz czwartym epizodem kosmicznej sagi. Musicie przyznać, że „Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie” nie brzmi przesadnie dźwięcznie.

Polski dystrybutor dostał bardzo niewdzięczne zadanie. Tytułowy „Rogue One” to zwrot wojskowy, charakterystyczny dla określania konkretnej jednostki/maszyny. Coś jak Żbik 7, Agent 007 czy Rudy 102. O ile jednak zdanie, które może paść w filmie, na przykład „Łotr Jeden w gotowości, odbiór” wcale nie brzmi fatalnie, tak już sam tytuł…

Cóż, chyba wszyscy się zgodzimy, że „Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie” nie jest najbardziej plastycznym tworem.

Chociaż internauci kołyszą się ze śmiechu, fani zgrzytają zębami, a polska szkoła plakatu płacze gdzieś w kącie, w tym konkretnym przypadku jestem w stanie stanąć po stronie dystrybutora. Ten musiał podjąć bardzo ważną decyzję – albo rozwinąć skrzydła ułańskiej fantazji i zaoferować zupełnie inny tytuł, albo pozostać wierny marce.

Gdyby dystrybutor posiadał pełną swobodę w kreacji tytułu, od „Łotra Jeden” o wiele dźwięczniejsza wydaje się „Eskadra Łotrów”. Eskadra to zresztą mój prywatny faworyt. Problem polega na tym, że termin „Rogue Squadron” jest już używany w świecie Gwiezdnych wojen – taki podtytuł posiada świetny kosmiczny symulator. Jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek powstały.

Pewnych problemów mogą nastręczać również ewentualne kontynuacje nadchodzącego hitu kinowego. Czy to w postaci filmów, czy książek lub komiksów. Gdyby na rynku pojawiła się powieść „Rogue Two”, polski dystrybutor znowu musiałby się gimnastykować z dostosowaniem numeracji do własnego tytułu. Nie daj Boże koniec trylogii nazywałby się właśnie „Roque Squadron” i problem murowany.

Tak źle, tak niedobrze. Polski dystrybutor wybrał najbezpieczniejszy wariant. Fatalnie brzmiący, fatalny w zapisie. Jednak zgodny i spójny z zachodnimi rynkami. Zastanawiam się tylko, czy nie lepiej byłoby w ogóle nie ruszać tytułu, pozostawiając angielskie „Rogue One” w spokoju?

Rogue-One-A-Star-Wars-Story-logo

„Łotr Jeden. Gwiezdne wojny – historie” to tylko jeden z przykładów na kiepskie polskie tytuły.

Znacznie ciekawiej jest wtedy, kiedy polski dystrybutor rozwija wodze fantazji i proponuje własne, alternatywne tytuły, które nie mają wiele wspólnego z oryginałem. Poniżej możecie znaleźć kilkanaście perełek, na które niezmiennie reaguję z uśmiechem od ucha do ucha:

  • „Fight Club” to „Podziemny Krąg”
  • „The Virgin Suicides” to „Przekleństwa Niewinności”
  • „Dirty Dancing” to odważny „Wirujący Seks”
  • „Die Hard” to kultowa „Szklana Pułapka”
  • A Walk to Remember” to nasza „Szkoła Uczuć”
  • „Terminator” to „Elektroniczny Morderca” (naprawdę!)
  • „Aliens” to „Obcy: Decydujące Starcie”
  • Touching the Void” to „Czekając na Joe” (mój faworyt!)
  • „Whatever Works” Allena to dla was „Co nas kręci, co nas podnieca”
  • „Hangover” to przewrotne „Kac Vegas”
  • „Robocop” był u nas „Supergliną” (dogadałby się z Elektronicznym Mordercą)
  • „Banditas” to „Sexipistols”
  • „10 Things I Hate About You” to nasza „Zakochana Złośnica”
  • „American History X” to dla nas „Więzień Nienawiści”
  • „Crazy, Stupid, Love” wolimy jako „Kocha, Lubi, Szanuje”

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (41)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...