Batman v Superman to NIE JEST zły film – recenzja pod prąd, ale bez spoilerów

Film 30.03.2016
Batman v Superman to NIE JEST zły film – recenzja pod prąd, ale bez spoilerów

Zachodni krytycy rozjechali nowy film Zacka Snydera. Wychodząc z kina, miałem wrażenie, że w Polsce emitowana jest zupełnie inna produkcja. W wielu obszarach niedopracowana, w innych źle pocięta, ale na pewno nie tragiczna.

Na Batman v Superman szedłem jak na ścięcie, spodziewając się najgorszego.

Seans minął, ludzie zaczęli wychodzić z kina, a moja głowa wciąż pozostawała na swoim miejscu. Batman v Superman bez wątpienia NIE JEST najgorszym filmem o superbohaterach, ani nawet najgorszą produkcją na licencji komiksów DC. Chociaż dzieło Snydera zawodzi w zbyt wielu obszarach, będąc klasycznym przerostem formy nad treścią, to wciąż kinowe widowisko dalekie od „kompletnej porażki”.

batman v superman 2

Spodziewając się najgorszego, dostałem przeciętny film z niesamowitymi efektami specjalnymi, bardzo dobrą muzyką, fatalnymi dialogami, kiepskim scenariuszem i amatorską narracją. Musicie przyznać, że to wcale nie najgorszy bilans wad i zalet, jaki został odnotowany w najnowszej historii kina.

Bardzo łatwo pisać, gdzie zawiódł Batman v Superman. Wady tego filmu widoczne są od razu i straszą do samego końca.

Przede wszystkim – dialogi. Snyder całkowicie zgubił się w oparach patosu, sensu i logiki. Wykreowani przez niego i jego scenarzystów bohaterowie plotą trzy po trzy, skacząc ze skrajności w skrajność. Albo próbują być zabawni, z żałosnym efektem, albo poważniejsi od skutków drugiej wojny światowej. W obu przypadkach jest naprawdę źle.

Nietrafione dialogi pisane na kolanie świetnie pasują do fabuły, której w zasadzie nie ma. Scenariusz można opisać jednym zdaniem – Batman nienawidzi Supermana za zniszczenia spowodowane w jego solowym filmie, a Lex Luthor pociąga za sznurki, aby obaj panowie skoczyli sobie do gardeł.

batman v superman 4

W przypadku większości filmów, taki ogólny opis nadaje się co najwyżej do gazety z programem telewizyjnym. W Batman v Superman to już cała historia. W tym filmie nie ma w zasadzie niczego innego. Idiotyczne dialogi i fatalne luki przyczynowo – skutkowe prowadzą do wielkiego *łubu dubu*, które mogliby pokazać już na samym początku. Nie miałoby to żadnego znaczenia. Nic byśmy nie stracili.

Bohaterowie Batman v Superman są płytcy jak dno patelni. Charaktery w żaden sposób nie ewoluują. Superman nie ma widzom niczego nowego do zaoferowania. Batman miotany rządzą zemsty jest jednowymiarowy, mimo 20 lat walki z przestępczością na karku. Lex Luthor… o mój Boże, Lex Luthor!

To zdecydowanie najgorsza postać w całym filmie. Nawet niezwykle niewyraźna Lois Lane lśni jak największa gwiazda na tle tej kreacji. CEO dochodowej i wpływowej korporacji LexCorp miał być połączeniem Jokera, Zuckerberga i mistrza knowań. W praktyce dawno już nie widziałem tak irytującego (anty) bohatera. Lex Luthor to najlepszy przykład na to, że „inne” oraz „oryginalne” nie zawsze znaczy „lepsze”.

Batman v Superman posiada ponadto fatalne tempo i dramatycznie złą narrację.

Wydarzenia na ekranie są po prostu nieinteresujące. Uwierzcie mi, do finałowej walki w zasadzie nic się nie dzieje. Bohaterowie rozmawiają, przemieszczają się, wracają do przeszłości, oddychają, ale nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jedna. Wielka. Pustka. Miałem ochotę krzyczeć „no bijcie się wreszcie!”, nim dotarłem do połowy seansu.

batman v superman

Kiedy akcja na wielkim ekranie zaczynała być interesująca, Snyder skutecznie gasi ją innym, nieciekawym wątkiem. Walka z przerażającą bestią ze zwiastunów? Hej, to świetny moment na wątek romantyczny! Gigantyczne polityczne zawirowanie? To najlepszy czas, aby przenieść się w ośnieżone szczyty, gdzie Superman w samotności prowadzi filozoficzne rozważania! – zdaje się takim wzorem myślał Snyder przy składaniu swojego dzieła.

Boli również widoczny przerost formy nad treścią. Tam, gdzie Snyderowi brakowało pomysłu, zapychał taśmę wybuchami.

Ant-Man oraz Zimowy Żołnierz to filmy Marvela, które udowadniają, że bohaterowie nie muszą walczyć przez kilkadziesiąt minut, aby seans był ciekawy i trzymał w napięciu. Odpowiednia mieszanka dobrze rozpisanych postaci, błyskotliwych dialogów, znośnego humoru i dobrego tempa wystarczy, aby trzymać widzów w napięciu. Reżyser filmu Batman v Superman nie ma żadnej z tych rzeczy.

Dlatego z czasem kolejne walki stają się po prostu męczące. O ile konfrontacja Batmana z Supermanem jest naprawdę ciekawa, a bitwa z wielkim monstrum niezwykle efektowna, tak całej reszty równie dobrze mogłoby nie być. Superman walczący z terrorystami, Batman ścigający prywatnych najemników – zaczęło mi to wychodzić bokiem. Mniej, a lepiej, panie Snyder!

Choreografią walk, niezależnie jak dobra by nie była, po prostu nie da się zasypać każdej dziury w filmie. Tych z kolei Batman v Superman ma tyle, ile jest na polskich drogach.

batman v superman 3

Pomimo licznych wad, Batman v Superman NIE JEST filmem złym.

Znam gorsze, co by wspomnieć Zieloną Latarnię, Daredevila, Ghost Ridera, Fantastyczną Czwórkę czy trzeciego Irom Mana. Pod względem realizacji, Batman v Superman to przeciętne stany średnie, z niezwykle popularnymi bohaterami pompującymi cały ten festiwal negatywnych recenzji i przesadnych oczekiwań.

Batman v Superman ma swoje momenty. Jak na przykład scena otwierająca, która po prostu powala pod względem rozmachu i realizacji. Cud, miód i orzeszki. Twórcy filmów katastroficznych powinni uczyć się od Warnera, jak dobrze pokazać aglomerację, która sypie się jak domek z kart, za sprawą siły wyższej.

Drugim świetnym elementem jest muzyka. Hans Zimmer do spółki z Junkie XL stworzyli świetną oprawę audio. Mocno przerysowaną, niezwykle pompatyczną, ale naprawdę wyrazistą i ciekawą. Na tyle, że ścieżki dźwiękowej zaraz będę szukał w Tidalu i Spotify, aby ponownie posłuchać świetnego motywu przewodniego Wonder Woman.

No właśnie, Wonder Woman! Chociaż Batman v Superman opowiada o konfrontacji dwóch samców z naprawdę przerośniętym ego, Gal Gadot kradnie panom całe widowisko. Co najciekawsze, robi to dostając zaledwie ułamek czasu ekranowego, jakim może pochwalić się dwójka mężczyzn w pelerynach. Wonder Woman jest powabna, silna i ciekawa. To taki Człowiek ze stali, który tym razem wyszedł producentom. Chcemy więcej!

batman v superman 5

Na siłę coś dobrego mogę napisać również o Batmanie. Ben Affleck naprawdę pasuje do Mrocznego Rycerza po przejściach. Na pewno nie jest ciekawszy od Nietoperza Nolana, ale na tle Supermana wydaje się być gwiazdą filmu. Nawet w tym niedorzecznym pancerzu, w którym walczy z Supermanem. Jestem przekonany, że to właśnie obrońcy Gotham będzie kibicowała przeważająca większość z was.

Podsumowując – nie wierzcie krytykom na słowo, sprawdźcie sami.

Batman v Superman to film oczko wyżej od kategorycznego „szkoda waszych pieniędzy”, ale znacznie poniżej „musicie biec do kina”. Produkcja Snydera to typowe hollywoodzkie rzemiosło, tyle tylko, że bardzo źle pocięte i jeszcze gorzej poskładane. Wszystko jest tutaj na ślinę i nie trzyma się całości.

Z drugiej strony, świetna muzyka i żerowanie na najpopularniejszych postaciach z komiksów wszech czasów przynosi efekt. Sam nie żałuję poświęconego czasu i z chęcią dowiem się, jakie jest wasze zdanie na temat mocno nierównego filmu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (14)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...