„The Night Manager” miał być hitem. Co z tego wyszło? Oceniamy premierę nowego serialu BBC

Seriale 23.02.2016
„The Night Manager” miał być hitem. Co z tego wyszło? Oceniamy premierę nowego serialu BBC

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zapowiedź „The Night Manager” serce zaczęło bić szybciej. Jako absolutny fan produkcji spod szyldu BBC liczyłem na to, że będę mógł wciągnąć się w kolejny, prawdziwie wybitny serial, który notabene powstał na podstawie książki „Nocny recepcjonista” popularnego autora powieści szpiegowskich, Johna le Carré. Niestety, po obejrzeniu pierwszego odcinka „The Night Manager” mogę stwierdzić, że produkcja nie dorasta do pięt takim tytułom jak „Utopia”, „Luther” czy „Sherlock”.

Obejrzałem dopiero jeden odcinek, ale w niczym nie przypominał on świetnych trailerów, w których zapowiadano sporą dawkę emocji, akcji i dynamiki, jakiej nie powstydziliby się twórcy serii opowiadającej o losach Jasona Bourne’a. Skończyło się na tym, że zaledwie czołówka serialu może rywalizować z innymi produkcjami. Chyba tylko twórcy „Detektywa” i „Dextera” potrafili zrobić to lepiej. Jest elegancko, animacja płynnie i delikatnie przechodzi jedna w drugą, a całość przy akompaniamencie świetnie dobranej muzyki ogląda się doskonale. Niestety, im dalej w las tym gorzej.

Fabuła serialu wprowadza nas w klimat Arabskiej Wiosny Ludów, która miała miejsce na początku 2011 roku w Egipcie.

Główny bohater Jonathan Pine (grany przez Toma Hiddlestona) niczym Loki w Iron Manie niezrażony strzałami i wybuchami przechadza się ulicami Kairu w tylko sobie znanym celu. Wreszcie trafia do hotelu, w którym – jak się okazuje – pracuje jako menadżer na nocnej zmianie. W tym samym czasie kraj powoli wychodzi z chaosu, a my jako widzowie jesteśmy świadkami tego, jak wielką radość w narodzie egipskim wzbudziła dymisja prezydenta Mubaraka.

Problem w tym, że fabuła jest zarysowana w bardzo płytki sposób.

Po kilku pierwszych scenach mamy chrapkę na więcej, ale gdy nasz bohater zmienia lokalizacje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a emocje, które powinny mu towarzyszyć nie oddziałują na naszą wyobraźnię, zaczyna się robić nudno. Wydarzenia, których nasz bohater był świadkiem, rozpływają się niczym dym z granatu hukowego. Mamy wątek szpiegowski, jest coś z pogranicza terroryzmu, ale to wszystko jest podane w tak mdły sposób, że już połowie odcinka czeka się na jego ostateczny koniec.

Jonathan staje przed trudnymi wyborami, które prawdopodobnie mają zaważyć na jego dalszym losie, ale kompletnie tego nie odczuwamy. Co więcej, w pewnym momencie czułem się, jakbym oglądał niefortunną kopię świetnie zarysowanego wątku miłosnego z „Casino Royale” i to było jak strzał w moje serce, tak mocno spragnione dobrej telewizyjnej produkcji.

WARNING: Embargoed for publication until 00:00:01 on 02/01/2016 - Programme Name: The Night Manager - TX: n/a - Episode: The Night Manager - Early Release (No. Early Release) - Picture Shows: *STRICTLY NOT FOR PUBLICATION UNTIL 00:01HRS, SATURDAY 2ND JANUARY, 2016* Jonathan Pine (TOM HIDDLESTON) - (C) The Ink Factory - Photographer: Des Willie
(C) The Ink Factory – Photographer: Des Willie

Tak czy inaczej, mimo że Hiddleston jest przekonujący w swej roli, nie oczarowuje tak, jak się tego spodziewałem.

Inni bohaterowie? Hugh Lourie nie miał wiele do zagrania w pierwszym odcinku, więc trudno stwierdzić na ile jego rola odciśnie piętno na całej produkcji. Olivia Colman znana z „Broadchurch” też pokazała się na ekranie kilka razy i nie zabłysnęła na miarę swoich możliwości. Zresztą, to i tak komplement na tle pozostałej obsady. Każdy z epizodycznych bohaterów po prostu pojawił się na ekranie. Nikt nie był na tyle intrygujący, by go zapamiętać.

Miał być dramat, wyszło, cóż, nieciekawie i nieemocjonująco. Miało być, mówiąc modnie, „epicko”, bo przecież Loki i Dr House krzyżują rękawice w jednej produkcji, ale ja niekoniecznie mam ochotę zobaczyć kolejny odcinek „The Night Manager”. Na tle marnych seriali i produkcji, które nie wnoszą nic do sztuki telewizyjnej, nowa produkcja BBC niespecjalnie się wyróżnia. „The Night Manager” to – jak na razie – świetnie zapowiadająca się produkcja ze zmarnowanym potencjałem.

A szkoda, bo od kilku dobrych lat (nie licząc „Mr. Robot”) brakuje w telewizji seriali na naprawdę wysokim poziomie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (23)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...