Tarantino kontra Agatha Christie. „Nienawistna ósemka” – recenzja sPlay

Film 15.01.2016
Tarantino kontra Agatha Christie. „Nienawistna ósemka” – recenzja sPlay

„Nienawistna ósemka” spolaryzowała fanów twórczości Quentina Tarantino jak chyba żaden inny jego film. Nikt nie pozostaje wobec niego obojętny – jedni nazywają go najlepszym dziełem w dorobku reżysera, inni – najgorszym. 

I rzeczywiście o skrajne opinie w przypadku „Nienawistnej ósemki” nie jest trudno. Dla części widzów będzie to film niemiłosiernie przegadany, o ponad godzinę za długi, ze zbyt powolną akcją i fatalnie rozwiązanym finałem. Jednocześnie równie wielu będzie takich, którzy będą się rozpływać w zachwytach nad narracją, prezentacją poszczególnych bohaterów i tak charakterystyczną dla Tarantino grą z gatunkową konwencją, tu wzniesioną na jeszcze wyższy poziom. Mnie zdecydowanie bliżej do tych drugich.

Czarnoskóry major Marquis Warren (Samuel L. Jackson), który w kieszeni trzyma list od samego Abrahama Lincolna.  John Ruth (Kurt Russell), łowca głów, który swoje ofiary zawsze doprowadza na szafot. Morderczyni i członkini gangu Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh). Szeryf Chris Mannix (Walton Goggins) i kat Oswaldo Mobray (Tim Roth). To tylko część z galerii arcyciekawych postaci, które szukając schronienia przed śnieżycą, ukrywają się w zajeździe.

Przez tę wybuchową mieszankę charakterów, doświadczeń i poglądów, atmosfera jest niezwykle nerwowa.

Napięcie sięga zenitu gdy okazuje się, że do kawy ktoś dodał trucizny. Uwięzieni w niewielkiej chatce, pośrodku śnieżnej zamieci, bohaterowie muszą znaleźć winnych i wymierzyć im sprawiedliwość.

nienawistna ósemka 2

Trwająca niemal trzy godziny „Nienawistna ósemka” to dzieło na swój sposób wymagające i jako takie nie dla każdego będzie przystępne. Dialogi potrafią się ciągnąć przez wiele minut, nie brak też długich ujęć i retardacji, zimowy krajobraz – choć na swój sposób niezwykle urokliwy – jest monotonny, a zanim akcja na dobre się zawiąże upływa ponad połowa filmu. Mniej cierpliwi widzowie mogą nawet do tego nie dotrwać. A jeśli już komuś sceptycznie nastawionemu do tego filmu uda się przezwyciężyć nudę i obejrzeć go do końca, najpewniej rozczarowuje go rozwiązanie w stylu deus ex machina.

nienawistna ósemka

Dla mnie jednak efekt końcowy wart jest włożonego w oglądanie „Nienawistnej ósemki” wysiłku. Długie dialogi i monologi są potrzebne, by odpowiednio sportretować doświadczenia i przekonania poszczególnych postaci i przygotować grunt pod drugą, zdecydowanie bardziej dynamiczną część filmu. Choć rozwiązanie skonstruowanej przez Tarantino kryminalnej intrygi, przywodzącej na myśl utwory Agathy Christie, trudno jest mi obronić, to poza tym dałem się temu widowisku w pełni porwać i wciągnąć.

Pod płaszczykiem kina gatunkowego Tarantino rozprawia się z amerykańską historią i kreśli opowieść o rodzącej się i dojrzewającej w ludziach nienawiści.

Każda ze sportretowanych w „Nienawistnej ósemce” postaci ma koncie czyny obiektywnie podłe i odrażające, które jednak subiektywnie mogą być odbierane jako bohaterskie i godne podziwu. Postępująca atrofia trwałych i uniwersalnych wartości doprowadziła filmowe dramatis personæ do sytuacji, z której nie ma innego wyjścia niż pełna bezsensu przemoc.

nienawistna ósemka 3

I znakomite aktorstwo, świetna scenografia, dowcipne dialogi, przebijające zewsząd uwielbienie Tarantino dla kina – to wszystko schodzi na drugi plan, bo „Nienawistna ósemka” to przede wszystkim rewelacyjna, po mistrzowsku opowiedziana historia, w stu procentach odpłacająca włożony w seans trud.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...