Hiszpański kryminał w klimacie „Detektywa”? „Stare grzechy mają długie cienie” – recenzja sPlay

Film 28.12.2015
Hiszpański kryminał w klimacie „Detektywa”? „Stare grzechy mają długie cienie” – recenzja sPlay

Ponad rok musieli czekać Polacy, by zobaczyć w rodzimych kinach kryminał w reżyserii Alberto Rodrígueza, „Stare grzechy mają długie cienie”. Film przenosi widzów do lat 80. ubiegłego stulecia i swoim klimatem, a także historią przypomina nieco to, co otrzymaliśmy w pierwszym sezonie „Detektywa” Nica Pizzolatto. Jest więc intrygujące, pełne niebezpieczeństw śledztwo, przeszłość, która ciąży nad głównymi bohaterami i młode dziewczyny, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach.

Jesteśmy w Hiszpanii, na prowincji. W kraju panuje kryzys, a klasa robotnicza zaczyna się buntować z powodu niskich wypłat, które nie starczają na pokrycie kosztów życia pracowników i ich rodzin. Korupcja, szemrane kontakty i próba załatwienia sobie „lepszego życia” to chleb powszedni mieszkańców niewielkiego miasteczka, w którym toczy się akcja. W tych niezbyt sprzyjających realiach poznajemy dwóch mężczyzn. Pedro (Raúl Arévalo) i Juan (Javier Gutiérrez) to dwaj śledczy, którzy przyjeżdżają z Madrytu, by zająć się sprawą zaginięcia dwóch młodych dziewczyn, Carmen i Estrelli. Nastolatki zniknęły kilka dni temu i nikt nie wie, co się z nimi dzieje. Choć miały opinię cichodajek, jak mówi jeden z lokalnych mężczyzn, zawsze wracały na noc.

Sprawa Estrelli i Carmen prowadzi Pedr i Juana do tajemniczych śmierci młodych kobiet z przeszłości.

Jaki jest ich wspólny mianownik? Czy te historie łączą się ze sobą? Czy człowiek, który skrzywdził dziewczęta kilka lat temu, odpowiada za zaginięcie dwóch atrakcyjnych nastolatek? Śledztwo prowadzi mężczyzn do przejmujących odkryć. Wśród nich jest rzadka klisza ze zdjęciami, której nie powinien zobaczyć ojciec młodych kobiet, Rodrigo, biały samochód, o którym nikt nic nie słyszał, dwa kapelusze, jeden damski, drugi męski, domek myśliwski i chłopak, który lubi nastoletnie uczennice. W tej trudnej i niebezpiecznej sprawie detektywom pomagają niektórzy z mieszkańców. Bolączką miasteczka jest jednak zmowa milczenia. Ta sprawia, że trudno czegokolwiek dowiedzieć się od tych, którzy żyją tu na co dzień. Zwłaszcza, że miejscowa policja również wydaje się być skorumpowana.

Oprócz kryminalnej podróży w przeszłość, mężczyźni zmagają się z własnymi problemami, których źródło też leży w dawniejszych czasach.

Ten wątek, który dotyczy głownie Juana, sprawia, że film byłby dobrym materiałem na serial, a przynajmniej na rozpoczęcie cyklu produkcji, opowiadających o losie dwóch detektywów z Madrytu. Prywatna i zawodowa przeszłość jednego z głównych bohaterów stanowi dodatkowy smaczek. Dzięki temu wątkowi nasila się ten klimat, nastrój, który tak dobrze znamy, na przykład z pierwszego sezonu serialu „Detektyw”.

stare-grzechy-maja-dlugie-cienie

Jest więc duszno, parno. Powietrze jest ciężkie. Trudno się oddycha, tak jak trudno jest powściągnąć emocje. „Stare grzechy mają drugie cienie” trzyma w napięciu, obnaża i piętnuje brutalność, ale nie potrafi dać jednoznacznej odpowiedzi, co jest dobrem, a co złem. Jakimi metodami powinniśmy się posługiwać w walce z bestialstwem? Czy wszystkie chwyty są dozwolone? Wychodzi na to, że tak, choć nie jest pewne, że nie przyjdzie nam kiedyś za to zapłacić.

W tym filmie każdy bohater ma swoją tajemnicę, niezależnie od tego, po jakiej stronie stoi.

Sposób prowadzenia narracji, wciąga. To film, który zabiera widza do złego świata, w którym jest niewygodnie. Jest za gorąco, za brudno, zbyt niebezpiecznie. Trudno znaleźć postaci, którym faktycznie by się kibicowało, bo dwaj główni bohaterowie też mają swoje za uszami. „Stare grzechy mają długie cienie” to produkcja intrygująca, ciężka. Jest jak niechcący się ulotnić dym papierosowy i wilgotna, upalna noc. Choć nie dla każdego, ujmuje. Klimat wylewający się z ekranu jest fantastyczny i urzekający. To naprawdę dobre, hiszpańskie kino.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...