„Nad morzem” Angeliny Jolie-Pitt to film, który większość widzów prawdopodobnie rozczaruje. Recenzja sPlay

Film 23.11.2015
„Nad morzem” Angeliny Jolie-Pitt to film, który większość widzów prawdopodobnie rozczaruje. Recenzja sPlay

Po obejrzeniu nowego filmu Angeliny Jolie-Pitt (ta napisała scenariusz i zajęła się reżyserią) można mieć wrażenie, że to doskonała historia, która powinna znaleźć swoje miejsce w teatrze. Jeśli chodzi natomiast o samą produkcję „Nad morzem”, którą od kilku dni można zobaczyć na polskich ekranach, można być pewnym, że znajdzie ona wielu swoich przeciwników, bo większość widzów wyjdzie z sali kinowej przekonanych, że w samej fabule tak naprawdę nic się nie dzieje.

Teatr rządzi się innymi prawami niż film, a współczesny widz przyzwyczajony do hollywoodzkiego kina niekoniecznie lubi obrazy przegadane albo prawie nieme, które to, co między słowami, przekładają nad same słowa (Jolie zależało by nawiązać do tradycji europejskiego kina lat 70.). Dlatego scenariusz napisany przez Jolie-Pitt ma zadatki na świetną i emocjonującą sztukę. I choć ostatecznie sam film jest w pewien sposób ciekawy, czegoś mu brakuje. Większej dramy? A może większej tajemnicy?

„Nad morzem” to melodramat, którego akcja rozgrywa się w latach 70. ubiegłego stulecia, w malowniczej miejscowości we Francji.

Głównymi bohaterami są: On (Brad Pitt) i Ona (Angelina Jolie-Pitt). On ma na imię Roland i jest pisarzem, który przechodzi kryzys twórczy i szuka miejsca, które go natchnie. Ona, Vanessa, kiedyś była tancerką, teraz niczym się nie zajmuje. Jest żoną, choć i to – jak sama mówi – nie wychodzi jej najlepiej. Kobieta jest w stanie depresji, co rzutuje na jej kontakty z mężem, którego zdawałoby się nienawidzi. Atmosfera pomiędzy małżonkami jest napięta i dziwna. Dawni kochankowie, a teraz po prostu dwójka żyjących ze sobą (czy raczej obok siebie) ludzi nie spędzają ze sobą czasu.

Film Angeliny Jolie to historia o miłości. Mimo że pozornie wydaje się, że mamy do czynienia tylko z jednym jej obrazem, tak naprawdę rysują się przed nami trzy wizerunki tego niepojętego zjawiska. Na głównym planie mamy oczywiście Rolanda i Vanessę, którzy jakby stracili te cząstki siebie, które odpowiadają za spontaniczność, ochotę, umiejętność przeżywania. Obok nich równie mocno została nakreślona miłość dwóch innych bohaterów, młodych Francuzów, którzy wybrali się w romantyczną podróż. Podczas niej świętują drugą miesięcznicę zawarcia małżeństwa. Mamy też starszego, doświadczonego mężczyznę, który kocha, choć stracił największą miłość swego życia. Jego żona zmarła rok temu po ciężkiej chorobie.

Każda z tych miłości, każdy związek dwojga ludzi, zarówno duchowy jak i fizyczny, jest inny.

nad morzem

Pobyt obu par we Francji staje się dziwną grą. Niestety, nie wszyscy uczestnicy niebezpiecznej zabawy są świadomi, że biorą w niej udział. Sąsiedztwo Vanessy i Rolanda dla młodego małżeństwa może okazać się bardzo ryzykowne. Niestety, ten, kto długo cierpi, nie jest w stanie cierpieć już dłużej samotnie. Pragnie, żeby innych też bolało. Jeszcze bardziej.

„Nad morzem” to dramat opowiadający o byciu w związku, o manipulacji, o bliskości, o potrzebie seksu, życia z kimś, a nie obok kogoś. Cierpienie w filmie jest intensywne, przeszywające. Ból z łatwością przemienia się tutaj w śmiech, a niewinna prowokacja w ogromną tragedię. Długie ujęcia, zbliżenia na detale, ukazanie pewnej powtarzalności gestów, zachowań budują klimat filmu, który jest nieco oniryczny. Główni bohaterowie, a zwłaszcza Vanessa, są odrealnieni, choć ich problemy, takie jak alkoholizm czy depresja są nad wyraz prawdziwe i odczuwalne.

„Nad morzem” ciekawi i zachwyca pięknem zdjęć, krajobrazów, ale nie powala. Są momenty, które chce się zapamiętać na dłużej, które mimo goryczy są naprawdę zabawne, ale to za mało, by wyjść z sali kinowej w pełni usatysfakcjonowanym.

Być może ciut za mało tu dynamiki, być może myślałam, że ta historia sięgnie nieco głębiej. Nie jestem mimo to rozczarowana. Przestrzegam jednak tych, którzy chcą wybrać się do kina – możecie mieć poczucie, że dostaliśmy nie to, czego oczekiwaliście. Zwłaszcza, jeśli nigdy nie przyszło wam do głowy, że świetnie byłoby zobaczyć sztukę teatralną zamiast filmu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...