Znakomity Tom Hardy, przeciętny film. „Legend” – recenzja sPlay

Film 12.10.2015
Znakomity Tom Hardy, przeciętny film. „Legend” – recenzja sPlay

Tom Hardy nie musiał nikomu udowadniać, że jest fantastycznym aktorem, a jednak postanowił to zrobić. W „Legend” wzbija się na wyżyny kunsztu – jego podwójna rola główna to coś, co jeszcze przez długi czas będzie się wspominać i komentować. Pytanie tylko, czy jest to wystarczający powód, by obejrzeć ten w gruncie rzeczy dość przeciętny film.

Ronnie i Raggie Kray, gangsterzy, którzy w latach 50. i 60. rządzili półświatkiem Londynu. Bezwzględni, brutalni i zdeterminowani, bardzo szybko po rozpoczęciu przestępczej kariery dorobili się statusu legend, uchodząc przy tym za nieuchwytnych i bezkarnych. Byli właścicielami modnych klubów, w których bywała ówczesna śmietanka towarzyska i przyjaźnili się z politykami, sami zresztą też byli traktowani jak celebryci.

„Legend” Briana Helgelanda to film biograficzny opowiadający o życiu i gangsterskiej działalności bliźniaków Kray. Obu braci – uprzejmego, pełnego klasy, ale i okrutnego Reggie’ego oraz psychopatycznego, cierpiącego na zaburzenia psychiczne Ronniego – gra Tom Hardy, który w związku z tym do listy swoich wyśmienitych ról (Charles Bronson/Michael Peterson, Bane, Ivan Locke, Leo Demidov, Max Rockatansky – żeby wymienić tylko kilka tych najważniejszych) może dopisać nie jedną, a dwie kolejne pozycje.

Hardy jest w „Legend” absolutnie olśniewający, a jego kunszt aktorski bezwzględnie zasługuje na wszystkie pochwały, które już na niego spadły i które dopiero nadejdą.

Fantastycznie udało mu się oddać różne charaktery obu bliźniaków, fenomenalnie akcentując istniejące pomiędzy nimi różnice i podobieństwa. I nie mówię wyłącznie o tych najbardziej rzucających się w oczy, ale też o tych drobnych, na pierwszy rzut oka trudno uchwytnych, jak manieryzmy czy mimika. Każda z wykreowanych przez niego w tym filmie postaci jest wyśmienita, a zestawiając je obie naraz, zaczyna brakować słów, którymi dałoby się opisać maestrię aktora.

Undated handout photo issued by Studiocanal of Tom Hardy in his latest roles as Ronnie (left) and Reggie Kray in the film, Legend. PRESS ASSOCIATION Photo. Issue date: Thursday June 12, 2014.  The film also stars Emily Browning, David Thewlis and Christopher Eccleston and is written and directed by Brian Helgeland. Principal Photography for the film commenced this week. Photo credit should read:  Greg Williams/Studiocanal/PA Wire NOTE TO EDITORS: This handout photo may only be used in for editorial reporting purposes for the contemporaneous illustration of events, things or the people in the image or facts mentioned in the caption. Reuse of the picture may require further permission from the copyright holder.
Greg Williams/Studiocanal/PA Wire

I nie będzie chyba zaskoczeniem, że jest to ewidentnie największa zaleta „Legend”. To, że wszystkie pozostałe elementy na tym tle wypadać będą bladziej, jest oczywiste. Niestety – wyjąwszy może kwestie techniczne, bo tym trudno cokolwiek zarzucić – nawet obiektywnie prezentują się one w najlepszym razie przyzwoicie.

Tym, co razi w „Legend” najbardziej, są: przyjęta konwencja i scenariusz.

Z całą pewnością nie jest to ani kino gangsterskie, ani lekka sensacyjno-komediowa produkcja. Dzieło Helgelanda czerpie wzorce z różnych gatunków, reżyser bawi się z tą konwencją, raz uderzając w tony poważne i ponure, raz – w humoreskę i dowcip, co zasadniczo mogłoby się sprawdzić, jednakże w tym wypadku efekt jest nie do końca udany. „Legend” zdaje się przez to stać w rozkroku, a stylistyka przywodzi na myśl twór z pogranicza komiksu i kreskówki, co nieszczególnie pasuje do tej historii.

legend 4

Nie najlepszą decyzją było oddanie narracji w ręce Frances Shea, ukochanej Reggie’ego. Frances zbyt często pochyla się nad tymi wydarzeniami, które ją niewątpliwie interesowały najbardziej, ale widza – najmniej. Zbyt często obserwujemy więc kłótnie kochanków i sceny, w których Reggie po raz kolejny tłumaczy się ze swoich działań i obiecuje poprawę, a zbyt rzadko te, po które przyszliśmy do kina, mówiące więcej o samych bliźniakach Kray i łączących ich relacjach, o ich przestępczym imperium oraz tym, w jaki sposób udało im się je zbudować.

To nie jest kwestia źle rozłożonych akcentów, tylko kiepskiej konstrukcji scenariusza, w którym zwyczajnie za dużo miejsca poświęcono postaci Frances i za mało samym braciom Kray, przez co w zasadzie trudno po seansie odpowiedzieć sobie na dość elementarne pytanie: o czym w zasadzie był ten film.

legend 2

Mimo tych – istotnych, nie ukrywajmy – wad, zdecydowanie łatwiej przychodzi rozwiązanie innej kwestii, sygnalizowanej na początku niniejszej recenzji. Czy zatem warto wybrać się na „Legend”? Dla Toma Hardy’ego – warto.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...