„Mały Książę” w reżyserii Marka Osborne’a nie pozwoli ci zapomnieć, że byłeś dzieckiem

Film 11.08.2015
„Mały Książę” w reżyserii Marka Osborne’a nie pozwoli ci zapomnieć, że byłeś dzieckiem

Nigdy nie byłam fanką „Małego Księcia”. Być może z powodu mojego narastającego cynizmu, a być może dlatego, że najważniejszy cytat pochodzący z tej opowieści, „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, dobrze widzi się tylko sercem” został tak wyświechtany, że stał się sam swoją karykaturą, przypominającą hasła pisane na memach z Paulem Coelho.

Pomimo tego, gdy tylko zobaczyłam zwiastun nadchodzącej animacji „Mały Książę” w reżyserii Marka Osborne’a, wiedziałam, że ten film muszę zobaczyć. Już sam trailer zapowiadał świetnie opowiedzianą historię, która nie jest przeniesieniem „Małego Księcia” na duży ekran. Twórcy filmu jedynie inspirują się znanym dziełem Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, by stworzyć na jego podstawie własną fabułę. I to udaje im się pierwszorzędnie.

„Mały Książę” to na pewno jedna z ciekawszych i najlepiej zrealizowanych animacji pełnometrażowych, jaka powstała w tym roku.

Na uwagę zasługuje zastosowanie różnych technik animacji. Każda z nich związana jest z inną opowieścią. W „Małym Księciu” przez pewien czas równocześnie śledzimy losy bohaterów, z różnych światów. Jedna historia dotyczy życia małej dziewczynki. Ta wraz ze swoją mamą przeprowadza się na nowobogackie osiedle, by móc uczęszczać do jednej z prestiżowych szkół. Rodzicielka naszej głównej bohaterki ma bowiem dla niej plan. Plan na całe życie. A ten obejmuje naukę w wakacje oraz postępowanie zgodnie z harmonogramem dnia, co do minuty.

Druga historia to ta, którą poznajemy dzięki sąsiadowi dziewczynki i jej mamy.

Opowieść zapisana jest na pojedynczych kartkach i wzbogacona o rysunki. Jej tematem jest Mały Książę, blondwłosy chłopczyk pochodzący z asteroidy B-612, który pewnego dnia trafia na ziemię i tam poznaje m. in. pilota.

mały ksiaze 4

Te dwie rzeczywistości przenikają się wzajemnie. W pewnym momencie sami nie jesteśmy już pewni, co dzieje się naprawdę, a co w wyobraźni naszych bohaterów. Twórcy filmowego „Małego Księcia” nie tylko przytaczają znaną wszystkim opowieść, ale także idą o krok dalej, zastanawiając się, co by było gdyby. Te rozważania pozwalają stworzyć świetną narrację, która ma niewiele słabych punktów.

Więcej jest bowiem tych, które ściskają za serce i wyciskają łzy.

Trudno jest nie wzruszyć się, kiedy obserwujemy metamorfozę małej dziewczynki, radość starego mężczyzny i przyjaźń dwóch osób, które – zdawałoby się – pochodzą z dwóch różnych planet. „Mały Książę” Osborne’a to film, który skierowany jest zarówno do dzieci, ja i dorosłych, by ci ostatni nigdy nie zapomnieli, że kiedyś też byli dziećmi.

maly ksiaze 5

„Mały Książę” nie tylko rozczula, ale także bawi.

I nie pozwala się nudzić. Akcja jest dynamiczna, a widz, nawet jeśli zna (a któż by nie znał!) historię tytułowego bohatera z książki francuskiego pilota i pisarza, śledzi ją z zaciekawieniem, nie mogąc oderwać oczu od ekranu. Tak dzieje się też ze względu na to, że „Mały Książę” po prostu wygląda fenomenalnie. Jedyne zgrzyty, jeśli chodzi o samą realizację animacji, pojawiają się pod koniec. Wizerunek Małego Księcia, kiedy ten znajduje się w świecie małej dziewczynki, nie przypadł mi do gustu, podobnie jak sceny bezpośrednio przed finałem filmu, w których dość łopatologiczne zostaje nam wytłumaczone, co to znaczy dorastać i zapominać.

Poza tym całość oceniam naprawdę wysoko. Skoro nawet ja, która za „Małym Księciem nigdy nie przepadałam, bawiłam się świetnie i bez cienia żenady uroniłam łzę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...