„Jurassic World” to całkiem zgrabny film popcornowy – recenzja sPlay

Film 12.06.2015
„Jurassic World” to całkiem zgrabny film popcornowy – recenzja sPlay

Do stworzenia „Jurassic World”, czwartej części serii „Jurassic Park”, przymierzano się od jedenastu lat. Prace nad tym filmem toczyły się – w różnym tempie – od 2011 roku. Ich efekt od dziś możemy obejrzeć w kinach. Czy warto? Wbrew obawom – raczej tak.

„Jurassic World” nie jest i chyba nigdy nie aspirował do miana filmu w jakikolwiek sposób przełomowego, nie ma też najmniejszych szans na to, żeby zyskał on status dzieła kultowego i stał on się tym, czym była pierwsza część „Jurassic Park” z 1993 roku. Jest to jednak widowisko na swój sposób bardzo udane, a seans potrafi sprawić sporo frajdy, o ile nie spodziewacie się czegokolwiek ponad kino czysto rozrywkowe.

Akcja „Jurassic World” rozgrywa się 22 lata po wydarzeniach, które rozegrały się w pierwszym „Parku jurajskim”. Działający na wyspie Isla Nublar park rozrywki przyciąga tłumy ludzi, którzy chcą na żywo zobaczyć przywrócone do życia dinozaury.

Turyści strzeżeni są przez profesjonalną ochronę i zaawansowane systemy zabezpieczające – wszystko po to, by nie dopuścić do powtórki tragedii sprzed lat.

Choć park cieszy się kolosalnym zainteresowaniem, generuje też olbrzymie koszty i by inwestycja była opłacalna, co jakiś czas trzeba zaserwować turystom nową atrakcję. Tą ma być Indominus rex – genetyczna krzyżówka kilku gatunków, którą cechuje wysoki poziom agresji i duża inteligencja. Pewnego dnia Indominus rex wymyka się spod kontroli i zaczyna siać na wyspie chaos oraz zniszczenie.

Jurassic World 3

Indominus rex, pierwszy fikcyjny dinozaur, jaki pojawił się w serii „Jurassic Park”, to całkiem niezły symbol „Jurassic World”. To udoskonalona wersja tyranozaura – większy, szybszy, bardziej efektowny, słowem: lepszy. Ewidentnie taki też miał być ten film w odniesieniu do poprzednich odsłon. I to się udało.

Na ekranie cały czas się dzieje, na brak akcji nie można narzekać, a widowisko, po zgrabnie poprowadzonym wstępie, szybko przechodzi do meritum, czyli rozpierduchy z dinozaurami w roli głównej.

W „Jurassic World” nie brakuje scen zgrabnie skonstruowanych, trzymających w napięciu, atmosferę rozładowują nienachalne – i na szczęście niezbyt częste – partie humorystyczne, a wizualnie film prezentuje się bardzo dobrze. Sceneria Isla Nublar zapiera dech w piersiach, a same dinozaury wypadają pierwszorzędnie.

Jurassic World 2

Wszystko to składa się na przyzwoite dzieło, które w swojej klasie – kina rozrywkowego bez zbędnego zadęcia – zwyczajnie się sprawdza. Choć oczywiście nie pozbawione jest wad.

Fabuła jest pretekstowa, momentami naprawdę głupawa, ale niczego innego nie należało się spodziewać. Aktorstwo jest w najlepszym razie kiepskie – co zaskakujące, najgorzej wypada Chris Pratt, którego dublerem w scenach nie wymagających ruchu z powodzeniem mogłaby zastąpić nieheblowana deska. Po świetnej kreacji postaci Star-Lorda oczekiwałem po nim zdecydowanie więcej. Irytować, albo bawić, mogą też sceny z udziałem raptorów mające zaprezentować więź łączącą te zwierzęta z głównym bohaterem, które rażą sztucznością i potrafią zażenować.

jurassic world 2

Bez trudu udało mi się jednak przymknąć na to oko i cieszyć niezłym widowiskiem. Nie jest to seans, który zostaje w pamięci na długo, ale jako film popcornowy daje radę, pozwalając przyjemnie się odprężyć i zrelaksować. Jeżeli właśnie tego będziecie szukać w najbliższym czasie w kinie, „Jurassic World” nie powinien was rozczarować.

Teksty, które musisz przeczytać:

Największe filmowe sukcesy lata 2017

Było już o filmowych wtopach wakacji 2017, teraz przyszedł czas, by przyjrzeć się bardziej pozytywnym przykładom. Oto filmy, które pozytywnie zaskoczyły widownię i producentów, stając się nieoczekiwanymi przebojami.

Artykuł/Film 20.08.2017

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...