Niezamierzone parodie są najlepsze. „The Messengers” – recenzja sPlay

Seriale 20.04.2015
Niezamierzone parodie są najlepsze. „The Messengers” – recenzja sPlay

Obok serialowych megaprodukcji, jak „Gra o tron” czy „Daredevil”, których każdy odcinek jest recenzowany i wnikliwie analizowany przez setki tysięcy, jeśli nie miliony, widzów, istnieją też dzieła, o których właściwie się nie słyszy. Można wśród nich znaleźć prawdziwe perełki albo podrzędne widowiska, nie warte tego, by poświęcać im swój czas. „The Messengers” należy do tej drugiej grupy.

Już sam opis „The Messengers” brzmi niedorzecznie i absolutnie niezachęcająco, ale przecież nie jest łatwo omówić fabułę kilkunastogodzinnego widowiska w dwóch zdaniach – trzeba pójść na daleko posunięte ustępstwa.

Niestety w tym wypadku opis dość dobrze oddaje to, czego powinniśmy spodziewać się po tym serialu.

Na Ziemię spada tajemniczy obiekt. Powstała w wyniku uderzenia fala rozchodzi się po Ameryce Północnej, pozbawiając życia pięć osób, znajdujących się w różnych jej zakątkach. Nie na długo jednak, bowiem po chwili każda z nich w cudowny sposób ożywa. Co więcej, wszyscy dysponują teraz supermocami. I tak na przykład licealista z młodzieńczymi problemami obdarzony zostaje nadludzką siłą, łzy młodej matki potrafią leczyć, agent FBI uczy się czytać w myślach, a kaznodzieja zaczyna otrzymywać apokaliptyczne wizje bezpośrednio od Boga (potrafi również grać na pianinie za pomocą samej tylko siły woli, ale w pilotażowym odcinku „The Messengers” nie dowiemy się na ile jest to istotne).

the messengers 2

Wszyscy oni – po swojej śmierci – narodzili się jako aniołowie, posłańcy Boga. Dosłownie. Wyrastają im nawet eteryczne anielskie skrzydła, widoczne wyłącznie w odbiciu w lustrach czy szybach. Ich zadaniem będzie powstrzymać nadchodzącą apokalipsę, której zwiastunem jest enigmatyczny, piekielnie (ten dobór słów to nie przypadek) przystojny mężczyzna, przedstawiający się jako „Człowiek”.

Jeżeli po przeczytaniu powyższego opisu pomyśleliście „brzmi ciekawie!”, to nasze gusta znacząco się rozmijają.

Dla mnie bowiem to brzmi absurdalnie, a co gorsza – jest absurdalne. Sama konwencja „The Messengers” jest dla mnie jak najbardziej do przyjęcia, ale przy takiej fabuły nie potrafię brać tego serialu na serio.

the messengers 3

Paradoksalnie tkwi w tym jego… siła. Gdy nie miałem już energii, by rwać włosy po kolejnej idiotycznej scenie, zacząłem się całkiem przyzwoicie bawić. Doszedłem do wniosku, że „The Messengers” jest niezamierzoną parodią gatunku supernatural i jako taka, radzi sobie całkiem dobrze, nader często prowokując szczery śmiech.

Chciałbym wskazać jakieś mocne strony tego serialu, ale nie potrafię.

Jest nieinteresujący, niewciągający i kiepsko zagrany, powiela schematy, który wielokrotnie już widzieliśmy, postaci są do bólu papierowe i nudne, a efekty specjalne tandetne. W dodatku pełno tu kompletnie nieudanych, przypadkowych scen, które w zasadzie nie wiadomo czemu służą.

the messengers 4

Tuż po seansie myślałem, że na pierwszym odcinku skończy się moja przygoda z „The Messengers”, ale po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że być może będzie inaczej. Właściwie chętnie zobaczę, jakie jeszcze zabawne absurdy przygotowali scenarzyści. W końcu śmiech to zdrowie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...