„Haphead” to serial YouTube o grach wideo przyszłości. Tradycyjne media mogą być jednak spokojne

Seriale 12.02.2015
„Haphead” to serial YouTube o grach wideo przyszłości. Tradycyjne media mogą być jednak spokojne

Na YouTube można znaleźć kilka całkiem spektakularnych seriali stworzonych tylko i wyłącznie z myślą o internetowej dystrybucji. Najbardziej znanym tego typu projektem jest chyba „Mortal Kombat: Legacy”. Kosztujące 30 tysięcy dolarów „Haphead” każe mi się jednak zastanowić, czy w takich serialach drzemie jakiś potencjał i czy mają one szansę konkurować z hitami linearnej telewizji.

„Haphead” może obejrzeć każdy z was, całkowicie bezpłatnie i za pośrednictwem popularnej platformy YouTube. To właśnie z myślą o szerokim dostępie do internetowej widowni powstała produkcja, której rzutem na taśmę udało się uzbierać 30 tysięcy dolarów. Całkiem spora suma, która w teorii powinna odróżnić „Haphead” od reszty darmowych, sieciowych seriali. Nie do końca tak jest, co zmusza mnie do zastanowienia się nad opłacalnością inwestycji w pół-profesjonalne seriale trafiające na YouTube.

Nie zrozumcie mnie źle – „Haphead” jest serialem bardzo ciekawym i na pewno warto obejrzeć chociaż pilotażowy odcinek.

Kiedy jednak pomyślę, że wielu mecenasów ten inwestycji wpłaciło na konto producentów swoje oszczędności, zastanawiam się, czy sam również byłbym w stanie to zrobić. Oczywiście moja perspektywa jest ściśle związana z polskimi realami. Na szeroko rozumianym Zachodzie wsparcie ciekawych projektów na platformach crowdfundingowych nie wiąże się z przesadnymi obciążeniami finansowymi. Nie od dzisiaj wiadomo, że kultura tworzy się tam, gdzie jest pieniądz. Czuję jednak, że gdybym sam wsparł „Haphead” na Kickstarterze, byłaby to raczej moja ostatnia inwestycja w seriale internetowe.

Naprawdę nie chodzi o to, że „Haphead” jest złe. Nie jest. Prawdę mówiąc bardzo pozytywnie zaskoczyłem się grą aktorską. Efekty specjalne i powtarzalne zdjęcia to już inna para kaloszy, niemniej pierwszy efekt jest jak najbardziej na plus. Problem polega na tym, że „Haphead” dzieli od innych seriali science-fiction niesamowita przepaść. Lata świetlne. Seriale produkowane przez tradycyjne, długo-obecne na rynku medialne podmioty uległy niesamowitej profesjonalizacji. „The Walking Dead”, „Lost”, „Agent Carter”, nadchodzący „Daredevil” od Netfliksa – wszystko to wysokobudżetowe hity, które zjadają na śniadanie takie produkcje jak „Haphead”.

No i dochodzimy do sedna zagadnienia.

O ile na przykład książki czy gry niezależne potrafiły odnaleźć swoje miejsce w nowoczesnym świecie, z serialami nadal jest problem. Po części jest to zapewne wina niekonwencjonalnej dystrybucji, po części konieczności posiadania odpowiednich zasobów – zarówno w pieniądzach, ale również ludziach i bardzo drogim sprzęcie. Zgaduję, że punkt wyjścia dla finansowanego oddolnie serialu science-fiction jest znacznie większy niż próg wyjścia dla gry niezależnej. To właśnie problem, który bardzo ciężko przeskoczyć, o ile jest to w ogóle możliwe.

Trzymam kciuki za projekty pokroju „Haptec” i naprawdę zachęcam do obejrzenia pilotażowego odcinka (a także 3 kolejnych) na oficjalnym kanale twórców. Mimo tego zastanawiam się, czy kiedykolwiek zobaczę finansowany oddolnie serial, który zrobi na mnie autentyczne wrażenie. Taki, który pozostawi mnie bez słów. Póki co pozostaję sceptyczny.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...