Dlaczego warto posłuchać nowego Robbiego Williamsa?

Muzyka 26.11.2013
Dlaczego warto posłuchać nowego Robbiego Williamsa?

Robbie Williams po całkiem niezłym zeszłorocznym „Take The Crown” postanowił zrobić znowu na przekór. Nowy album „Swing Both Ways” to materiał ociekający swingiem, jazzem i klimatem klubów Nowego Orleanu. Czy jest dobry czy nie – to już każdy musi ocenić sam. A ja chcę wam tylko powiedzieć, dlaczego powinniście dać szansę nowemu Robbiemu – nawet jeśli na co dzień jesteście hardkorowymi fanami Judas Priest czy bywalcami DJ-setów Calvina Harrisa.

By liznąć klasycznego brzmienia.

Wystarczy przez pół godziny posłuchać dowolnej radiostacji – czy to Eski, czy to Trójki, czy to Antyradia – by przekonać się, że elektroniczne wpływy są wszędzie. Dlatego warto zrobić sobie od tego urlop. Robbie na „Swing Both Ways” trzyma się klasyki – wszecobecne dęciaki, perkusja wybijająca równy rytm do potupania, gitara też tylko klasyczna, i gdzieniegdzie pianino. A nad wszystkim głos Robbiego, który wciąż brzmi nieskazitelnie uwodzielsko.

By sprawdzić czy Robbie wciąż umie w muzykę.

Wiemy wszyscy że największe sukcesy artystyczne i komercyjne Robbie już dawno miał – bo „Feel”, Rock DJ” czy „Tripping” znamy wszyscy. Trochę mniej już osób kojarzy „Bodies” czy „Candy”. A Robbie zamiast dalej robić hity – zrobił muzykę bez konieczności podbijania playlist. Warto sprawdzić, jak wychodzi mu takie niekoniecznie eskowo-zetkowe-rmfowe granie. Bo, jak dla mnie, wychodzi mu wyśmienicie.

By posłuchać jak Robbie gra starocie na przemian z nowymi.

„Swing Both Ways” nie jest pierwszym takim stylistycznym wyskoskiem wokalisty. W 2001 nasz bohater wydał „Swing When You’re Winning” – stylistycznie identyczny co jego tegoroczny „braciszek”. Z tego krążka zapewne kojarzycie cover „Something Stupid” nagrany z Nicole Kidman. Tamten album zawierał jednak tylko covery klasyki jazzu. Na „Swing Both Ways” Robbie oprócz własnych interpetacji klasycznych utworów, takich jak „Dream a Little Dream” czy „I Wan’na Be Like You”, przygotował również nowe autorskie piosenki. Jedne i drugie mają moc wyrywania na parkiety. A dla fanów artysty jest sympatyczna gratka. Zgadnijcie bez odsłuchiwania – przeróbką jakiego dawnego hitu Robbiego jest „Swing Supreme”?

Bo są tu znakomici goście.

Obok Robbiego na albumie słyszymy niemałą plejadę gwiazd. W „I Wan’na Be Like You” zaśpiewał Olly Murs, w „Little Green Apples” słyszymy Kelly Clarskon, „Dream a Little Dream” to duet z samą Lily Allen, a w „Soda Pop” Robbie buja się z Michaelem Buble. Każdy z gości dostał spore pole do popisu.

Bo to Robbie.

Do jasnej cholerki, to Robbie Williams. Żywa legenda, która od zawsze robiła muzykę przez wielkie M. Po rozpadzie Take That, które rozpalało serca brytyjskich nastolatek, najlepiej sobie poradził solowo – co udowadniały multiplatynowe nakłady płyt i do dziś nieśmiertelne hity. Czy kogoś jeszcze mam bardziej zachęcać? Mam nadzieję, że nie.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...