Reklama

Wpisy autora: Ewa Lalik

Facebook niezbędny do życia?

Londyńskie Muzeum Nauki przeprowadziło na 3 tysiącach osób badanie dotyczące rzeczy, bez których nie można żyć. Na 50 odpowiedzi Brytyjczyków 10 w ścisłym stopniu dotyczy internetu i urządzeń z nim związanych a kolejne 4 związane są z pokrewnymi technologiami. Sam internet zajął 2 miejsce po świetle słonecznym, na 5 wylądował… Facebook. Zuckerberg odniósł sukces i wpoił ludziom, że Facebook to towar niezbędny do życia..

10 pierwszych rzeczy, bez których obywatele Wielkiej Brytanii nie mogą żyć:

Czas odczarować Google Plus

Czas odczarować trochę Google Plus. Serwis, mimo że w fazie beta, zebrał 26 milionów aktywnych użytkowników i znane w branży osobistości. Jednak mimo przejrzystego wyglądu i prostych ustawień prywatności Google Plus zwalnia i po dwóch miesiącach istnienia już tak nie zachwyca. Te słynne dyskusje i odzew też już przygasają. I wbrew temu, co twierdzi znudzony Przemek Pająk – że Google Plus wyprze w dużym stopniu Twittera – Plus nie jest konkurencją dla Twittera. Przynajmniej nie w obecnej postaci i nie w najbliższym czasie.

Śledzenie “sław” w Google Plus ostatnio sprowadza się do śledzenia linków do wpisów na ich serwisach. I polskie i zagraniczne mocne nazwiska branży technologicznej korzystają z Plusa jako kolejnej metody promocji swoich treści. Wszystko w imię zasady “nie ma jeszcze stron firmowych więc znajdziemy sposób na obejście tej niedogodności”. A to podobno Twitter stał się wielkim dystrybutorem treści i niczym więcej.

Krótki żywot internetowego linka

Informacje i linki w sieci mają bardzo krótki żywot. Szybka komunikacja i nawał informacji wymuszają wyszukiwanie nowych dróg dotarcia. Media społecznościowe są wyśmienitym kanałem, jednak okazuje się, że mają duże wady. Żywotność linka na Facebooku i Twitterze jest bardzo krótka – około 3 godzin. Po tym czasie osiągają punkt, w którym zainteresowanie spada, a potencjalni odbiorcy prawdopodobnie już do niego nie dotrą.

Bit.ly, serwis specjalizujący się w analizowaniu statystyk linków zbadał ile czasu zajmuje osiągnięcie tak zwanego punktu „half-life”, czyli połowy wszystkich kliknięć w link. Po jego osiągnięciu klikalność nie urywa się nagle, ale gwałtownie spada. Dla Facebooka punkt ten osiągany jest średnio po 3,2 godziny, dla Twittera po 2,8 godziny. Najdłużej zajmuje to na YouTube, po aż 7,4 godziny, przy czym chodzi o linki umieszczane w opisach lub komentarzach.

Szokujące! Oto jak Google faworyzuje jednych producentów Androida kosztem innych

Ucieczka z łodzi nazwanej “Android” już się rozpoczęła. Producenci smartfonów dostrzegli to już jakiś czas temu, ale teraz dostają niemal oficjalne potwierdzenie. Pozew patentowy Oracle kontra Google przynosi bowiem niezwykle ciekawe informacje na temat stosunków jakie panują między Google’em a deweloperami oraz słynnej “otwartości” Google’a. Wraz z kupnem Motoroli dobre czasy dla innych producentów się skończyły. Ucierpią na tym zwłaszcza LG i HTC, bo nie mają systemu, w który mogą uciec.

W ujawnionej dokumentacji dotyczącej wykorzystania przez Google’a Javy (należącej do Oracle, który kupił Sun Microsystems i tym samym przejął tę technologię) padło dosyć ważne pytanie – jeśli Java udostępniona zostanie za darmo, to jakie korzyści będą z tego mieli twórcy? Google odpowiedział kilkoma radami:

Post-PC zaczyna zbierać żniwo na stanowiskach CEO

Ten rok jest bardzo dynamiczny pod względem zmian na szczytach technologicznych i internetowych potentatów. Choćby ostatnie wydarzenia – Steve Jobs odszedł ze stanowiska CEO, Michael Arrington toczy wojnę o TechCrunch, Eric Shmidt nie jest już CEO Google’a a wczoraj zwolniono CEO Yahoo, Carol Bartz. Microsoft również wymienia część swojej kadry wyższych szczebli. Te przewertowania to odbicie szybko zmieniającego się rynku i początek dużych zmian. Niedługo powinny pojawić się kolejne informacje o zmianach na najważniejszych stanowiskach w firmach, które notują gorsze wyniki.

Wszystko za sprawą tej kontrowersyjnej ery post-PC. Według Google’a w Stanach Zjednoczonych przed samymi świętami i wolnymi dniami liczba wyszukiwań z mobilnych urządzeń to 44% wszystkich, czyli niemal połowa zapytań. Zapytania dotyczą sklepów, ofert last-minute i przedsiębiorstw. Użytkownicy smartfonów wykorzystują je do szybkiego znalezienia najbliższych i najkorzystniejszych ofert – według Pew 58% z nich wykorzystuje geolokalizację i oparte na niej serwisy. 55% ze wszystkich posiadaczy smartfonów wykorzystuje mobilne mapy, nawigację i aplikacje lokalne (nie służące do meldowania się w konkretnych miejscach).

Próbują nas przekonać, że bycie anonimowym to zło

Wojna na temat konieczności używania prawdziwych nazwisk kontra pseudonimów rozgorzała na nowo dzięki Google Plus. Czy wymuszanie na użytkownikach podpisywania się jest fair? Czy naprawdę będzie to zapobiegać spamowaniu i niekulturalnemu zachowaniu? A może jest to po prostu sprytna sztuczka na wyciągnięcie od użytkowników danych osobowych? Raczej to ostatnie, bo używanie pseudonimu nie jest jednoznaczne z anonimowością. Nie jest i nigdy nie było, choć giganci próbują nam wmówić co innego.

Eric Shmidt o restrykcyjnej polityce nazw na Google Plus powiedział, że ma zapobiegać nadużyciom, i że nikt nikogo nie zmusza do dołączenia – nie podoba się, nie trzeba korzystać. Te mocne słowa odbiły się głośnym echem w internecie. Google Plus nie jest dla osób z różnych powodów chcących zachować swoje pełne imię i nazwisko tylko dla siebie. Jest też druga strona – wiele z internetowych postaci jest rozpoznawalna tylko po pseudonimach, których używa od lat. Google dopuszcza możliwość porozumienia się z takimi osobami, ale to sposób dla tych największych i najpopularniejszych, nie dla “szaraków”.

Synchronizacji! Wszyscy chcemy lepszej synchronizacji!

Wraz z rozwojem chmury użytkowników czeka świetlana przyszłość. Ekosystemy, czyli integrowanie wielu usług i poszerzanie portfolio tak, by zaspokajały w jak największym stopniu potrzeby stały się podstawową ścieżką rozwoju usług konsumenckich. Bardzo dobrze, bo to to, czego potrzebują klienci. To co mamy na razie, to tylko zapowiedź przyszłości. Mamy już jednak przedsmak tego, co może być możliwe i lepiej, żeby producenci pośpieszyli się z implementacją synchronizacji między urządzeniami. Tego bowiem chcą użytkownicy – wygodnej pracy.

Od dawna ułamek tego, co nasz czeka w przyszłości oferuje Google i Android. Synchronizacja kontaktów czy kalendarza niezależnie od urządzenia to wielce przydatna rzecz. Ostatnio dzięki aplikacji Google+ i funkcji Instant Upload dotyczy to również zdjęć – są one przesyłane w tle, potem automatycznie umieszczane na nowym urządzeniu.

Na wojnie patentowej z Samsungiem najwięcej straci Apple

Samsung i Apple są jak dwaj niezgodni i nienawidzący, ale niepotrafiący bez siebie żyć przyjaciele. Niczym w ciągnącej się latami “Modzie na Sukces”, historia ich sporów staje się nudna i kuriozalna – to Apple atakuje, to Samsung broni się mniej lub bardziej skutecznie. Tylko, że to nie serial a rzeczywistość a gra toczy się o duże stawki. Jednocześnie jest na tyle abstrakcyjna, że na dłuższą metę może zaszkodzić wizerunkowi Apple. Bo kolejny pozew o naruszenie patentów dotyczących “ogólnego odczucia używania sprzętu” i podobieństwa w wyglądzie jest po prostu śmieszny. To Apple wychodzi na firmę, która boi się konkurencji.

Zaczęło się od pozwów przeciw Samsungowi Galaxy S, flagowemu i odnoszącemu sukcesy smartfonowi z Androidem. Potem plaga przeniosła się na Galaxy Ace’a i Galaxy SII. Obecnie nie można ich kupić w Holandii. Ale smartfony to nie wszystko, bo teraz mocno obrywa się tabletom od Samsunga. Apple zablokował premierę galaxy Taba 10.1 w Australii i ze wszystkich sił próbuje nie dopuszczać do sprzedawania go w Unii Europejskiej – momentami się to udaje. Udało się na przykład nie dopuścić do prezentacji i wystawiania nowego Galaxy Taba 7.7 na targach IFA w Berlinie. To mocny cios, bo submarka Galaxy jest dla tego producenta bardzo ważna, a usunięcie topowego Galaxy Taba 7.7 z targów automatycznie obniżiło atrakcyjność prezentacji.

Amazon Kindle Tablet to urządzenie skazane na sukces

Odkąd na TechCrunch pojawiły się rzekome przecieki o tym, że tablet Amazona jest już praktycznie gotowy stało się jasne, iż nie będzie on konkurencją dla iPada. Na pewno nie, jeśli faktycznie będzie taki, jak opisał go MG Siegler. Będzie za to rywalem dla Nooka Color od Barnes & Noble i wszystkich tabletów z Androidem, których pojawia się coraz więcej. Amazon wykonał mądry ruch – po co ścierać się na siłę z liderem, skoro przeznaczenie urządzenia jest trochę inne?

Amazon Kindle Tablet ma być jeden – zrezygnowano na razie z wersji dziesięciocalowej i pozostawiono mniejszą, siedmiocalową. Rozmiarami mniejszy bardziej przypomina czytnik, jest mobilniejszy i… tym bardziej różni się od iPada. Kindle Tablet ma działać na Androidzie całkowicie dostosowanym do potrzeb i pozbawionym usług Google’a. Tak, jak już pisaliśmy Amazon AppStore zastąpi Android Market, tak, samo z odtwarzaczem wideo i muzyki. Amazon jako pierwszy duży producent pozwolił sobie na tak szeroką skalę zrezygnować ze współpracy z Google’em i postawić na własne usługi.

Nowe technologie są modne, a geek znaczy całkiem co innego

Określenie “geek” stało się modne. Ewolucja tego słowa poszła tak daleko, że z pejoratywnego znaczenia otrzymało dosyć pozytywny wydźwięk kogoś, kto po prostu interesuje się nowinkami technologicznymi. Dla tych staromodnych geeków wywodzących się z czasów Usenetu i list dyskusyjnych, zapalonych fanów nowości i techniki nie jest to pozytywna informacja, ale czy chcemy, czy nie technologie, zwłaszcza mobilne zagościły w świadomości społeczeństw na dobre.

Technologie nie są niezrozumiałe. Odwrotnie – są modne. I na stałe wrosły w krajobraz codziennego życia. Maczał w tym palce nie kto inny, jak Steve Jobs ze swoim iPhone’em. Apple można kochać lub nienawidzić, ale trzeba przyznać, że to za sprawą iPhone’a technologia użytkowa w końcu zaczęła być technologią użytkową, a nie magiczną dziedziną, do której osoby nie znające podstaw działania nie mają po co nawet podchodzić. Po 2007 roku i premierze iPhone’a wszyscy producenci (no, może oprócz Nokii) zaczęli tworzyć sprzęty, które po prostu się obsługuje nie zastanawiając nad niczym innym. Ewolucja interfejsów przyspieszyła i otrzymaliśmy takim sposobem całkiem przyjemne, ładne i proste twory w postaci iOS, Androida, WP7 czy QNX. Wyścig na intuicyjnośc i prostotę trwa z pozytywnym skutkiem dla użytkowników.

Przyciski do dzielenia się treściami wychodzą poza strony – nie tylko +1, ale i Like

Przyciski na stronach pozwalające dzielić się treściami są jednymi z najważniejszych funkcji ery mediów społecznościowych. To właśnie przekazywanie w ten sposób informacji stało się siłą napędową dzisiejszego internetu. Jednak przyciski umieszczane przez twórców stron to mało. Zaczyna się czas przycisków w samych przeglądarkach. Na razie jako rozszerzeń, ale pewnie niedługo gdy uda uporać się z głosami o braku prywatności domyślnie implementowanych.

Kilka dni temu Google oficjalnie zaprezentował rozszerzenie do Chrome’a pozwalające “plusjedynkować” strony z poziomu paska koło adresu. Na razie nie pozwala ono na udostępnianie stron w streamie, choć przyciski ze stron otrzymały w końcu taką funkcję. Bez tego rozszerzenie jest średnio użyteczne dla przeciętnych użytkowników i faktycznie przyjemniej używać przycisków na stronach (jeśli takie są). Jednak to dopiero pierwsza wersja, na dodatek dostępna tylko na Chrome – wraz z rozwojem przycisk na pewno zyska opcję dzielenia się stroną w kręgach i kto wie, czy nie zostanie dodany do podstawowego Chrome’a. Wtedy jego potencjał byłby nie do pobicia.

System operacyjny nie ma już znaczenia, przynajmniej nie dla mas

Systemy operacyjne przestają mieć znaczenie w niesamowicie szybkim tempie. Te wojny systemów, kłótnie który lepszy a który gorszy i wręcz niemal krucjaty są bez sensu. Przynajmniej dla przeciętnego użytkownika, który gdzieś ma wersję systemu czy producenta. Serio – może dla profesjonalistów, geeków i pasjonatów to są ważne rzeczy. Dla nas, czyli mas korzystających z komputera dla rozrywki to nie ma znaczenia. Nie teraz, gdy większość naszej aktywności sprowadza się do przeglądarki i czasem wykorzystania dysku jako przechowalni. Wszystko jest tak podobne i zaawansowane, że zwisa nam czy pracujemy na Windowsie, Mac OS X czy nawet Linuksie. Dopóki działa kilka podstawowych rzeczy jest nam to obojętne.

Apple wypuszcza Lwy, Microsoft szykuje Okna w wersji ósmej (znacie ten żart? “Łindołs 8? Phi, ja już 12 lat temu miałem wersję 98!”) a Canonical pracuje nad Onirycznym Ocelotem (nie wiem, kto im wymyśla nazwy, ale to raczej nie jest osobba o zdrowych zmysłach). I wiecie co? Jak za rok pani Zosia pójdzie kupić sobie nowego laptopa, bo poprzedniego zalała kawą, to weźmie to, co jej zaproponuje sprzedawca w rozsądnej cenie, co widziała u znajomych czy w telewizji albo to, co podpowie syn sąsiada który zna się na komputerach. A z jakim systemem? To będzie zależało od chwili.

Wycofanie subskrypcji Financial Times z AppStore to mądra, ale i ryzykowna decyzja

Financial Times wycofał z App Store’a swoją aplikację. Między dziennikiem a Apple’em nie doszło do porozumienia w sprawie subskrypcji i i zarządzania danymi użytkowników, w związku z czym Financial Times postanowił zniknąć ze sklepu i postawić na wersję w HTML5 dostępną przez przeglądarki. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w końcu chociaż jeden prasowy duży gracz postanowił pójść inną drogą i nie przystawać na warunki Apple. Wszyscy mówią, że przyszłość prasy tkwi właśnie w aplikacjach zwłaszcza na iPada, a to przecież nieprawda – to multiplatformowe, nieobciążone marżą aplikacje są ważniejsze. I choć dla Financial Times wycofanie się z App Store jest trochę przedwczesne, to jednak to mądra decyzja.

Dla przypomnienia – oprócz tego, że Apple pobiera 30% przychodów od każdej subskrypcji, to dodatkowo zapewnia sobie dostęp do danych subskrybentów. Oba te zapisy w umowie spowodowały niechęć Financial Times do takiego kanału dystrybucji.

ChatON konkurencją dla BBM i iMessage – Samsung ma szansę pobić konkurencję

Samsung zapowiadając swoją platformę komunikacji ChatON udowadnia po raz kolejny, że w pełni zasługuje na coraz bliższe miano największego producenta telefonów na świecie. Dokładając do tego nowe modele smartfonów z badą z wyższej i średniej półki cenowej okazuje się, że Samsung jest praktycznie jedynym dużym producentem, który zabezpieczył się tak dobrze na wielu frontach – gdyby coś nie wypaliło z Androidem czy WP7 wciąż pozostaje autorska bada.

ChatON ma być dostarczany z każdym nowym smartfonem od Samsunga. Jest on konkurencją dla BlackBerry Messenger czy iMessage z coraz bliższego iOS 5, i to bardzo poważną konkurencją. Oprócz obecności w trzech zapowiedzianych właśnie modelach z badą, ChatON do końca 2011 roku pojawi się na wszystkich najważniejszych platformach – wliczając w to iOS i BB. Nie bez kozery będzie powiedzenie, że ChatON będzie pierwszym komunikatorem od producenta sprzętu, który faktycznie może zdobyć globalną popularność i zastąpić wiadomości SMS czy MMS.