Słowa „smartfon” i „audiofil” jeszcze nigdy tak do siebie nie pasowały. Sennheiser IE 80 S – recenzja

Recenzja/RTV 08.09.2017
Słowa „smartfon” i „audiofil” jeszcze nigdy tak do siebie nie pasowały. Sennheiser IE 80 S – recenzja

„Smartfon” i „audiofil” to dwa słowa, które rzadko idą ze sobą w parze. Jeśli jednak chodzi o nowe słuchawki Sennheiser IE 80 S, pasują do siebie jak nigdy dotąd.

Podobnie jak w przypadku testowanych ostatnio słuchawek Bluetooth Sennheiser CX 7.00 BT, model IE 80 S również trafił do nas na testy przedpremierowo. Minie jeszcze co najmniej miesiąc, nim słuchawki te trafią na sklepowe półki. Wiemy jednak, że możemy spodziewać się ceny oscylującej wokół 1400-1500 zł, co jak na sprzęt tej klasy jest zaskakująco rozsądną kwotą.

Zanim opowiem o słuchawkach Sennheiser IE 80 S, muszę się do czegoś otwarcie przyznać – nie uważam się za „audiofila”. Nie kupuję całego tego gadania o kablach HDMI za 1000 zł od metra i nie daję sobie wmówić, że stopki kolumn wykonane z brazylijskiego drewna padouk poprawią moje wrażenia odsłuchowe względem takich z tworzywa sztucznego.

Tym bardziej, jako wielki fan mobilnych technologii, jestem skrajnie przeciwny każdej opinii twierdzącej, że nie da się uzyskać dobrego brzmienia z telefonu bez dodatkowego DAC-a ważącego pół kilograma i słuchawek pobłogosławionych przez mnichów w nepalskim klasztorze kosztujących tyle, co kompaktowe auto.

Przejaskrawiam, oczywiście (informuję na wszelki wypadek, nie każdy odbiera ironię w ten sam sposób), ale w dużym skrócie – nie uważam, abyśmy musieli wydawać fortunę, by cieszyć się fantastycznym brzmieniem muzyki. I Sennheiser właśnie dostarczył mi potężnego argumentu w dyskusji z tymi, którzy uważają, że jest inaczej.

Sennheiser IE 80 S to audiofilskie słuchawki dla mas. Trudno mi to lepiej określić.

Podobnie jak bardzo udany poprzednik, Sennheiser IE 80, odświeżony model 80 S również nastawiony jest na to, by dostarczyć jak najlepsze doznania bez dodatkowego osprzętu. Dlatego testując te słuchawki ani razu nie skorzystałem z zewnętrznego DAC-a, nie podłączałem ich do interfejsu audio, nie szukałem wymyślnych sposobów na sztuczną poprawę ich jakości.

Po pierwsze dlatego, że chciałem sprawdzić, jak spiszą się w środowisku, dla którego stworzył je producent, a po drugie, bo… nie było takiej potrzeby.

Sennheiser IE 80 S to słuchawki, które zabrzmią dobrze z każdym smartfonem. Wiadomo, że najlepsze rezultaty osiągniemy w telefonach pokroju LG V30, z poczwórnym DAC i optymalizacją sprzętową od B&O. Jednak nawet smartfony z bardzo przeciętnym układem audio, jak mój Samsung Galaxy S8, potrafią napędzić te 16-ohmowe słuchawki w więcej niż wystarczającym stopniu.

A skoro już zacząłem mówić o brzmieniu, to pozwólcie, że po „A”, powiem „B”.

Gdybym miał wolne 1500 zł, w tej chwili rezerwowałbym swój egzemplarz. Te słuchawki są tak dobre. Testowałem już wiele słuchawek dedykowanych smartfonom. Przewodowych i bezprzewodowych. Tańszych od IE 80 S i dwukrotnie droższych. Ale tak szczegółowego, pełnego niuansów brzmienia nie słyszałem z telefonu jeszcze nigdy.

Słuchawki takie jak Sennheiser IE 80 S osobiście lubię nazywać „słuchawkami, w których odkrywamy muzykę na nowo”. Nawet w utworach, które znałem na wylot, których słucham niemal codziennie od wielu lat, mogłem usłyszeć jakiś drobiazg, jakiś niuansik, którego wcześniej nie odnotowałem.

Nie ma też gatunku muzyki, w którym te słuchawki brzmiałyby źle. Owszem, najlepiej spisują się w muzyce klasycznej, filmowej, rockowej, jazzie, ale wcale nie gorzej radzą sobie z hip-hopem, elektroniką czy nu metalem.

Dzieje się tak głównie za sprawą bardzo wyważonego odwzorowania poszczególnych pasm częstotliwości. Bas jest zawsze wyraźny, ale nigdy dominujący. Środek może nieco płaski (jeśli ktoś nie lubi), ale czyściutki i nie ściśnięty, co przekłada się na nadzwyczajnie śpiewne gitarowe riffy.

Z początku przeszkadzała mi nieco zamknięta góra, ale… jest na to sposób.

Sennheiser IE 80 S reprodukują częstotliwości z zakresu 10-20000 Hz, ale mają w zanadrzu ciekawy trick. Na każdej ze słuchawek znajduje się malutkie pokrętło, które obsługujemy dołączonym do zestawu „pędzelkiem” (służącym też do czyszczenia urządzenia). Wystarczy przekręcić pokrętło i dzieje się magia.

Dźwięk się otwiera. Staje się pełniejszy, bardziej… nasycony, jeśli mogę tak to ująć. Różnica jest subtelna, ale wystarczająca, by wszelkie „ale” dotyczące wyjściowej jakości brzmienia poszły w niepamięć. A jeśli ktoś preferuje mniej sterylną charakterystykę dźwięku, zawsze może dostosować poziomy do siebie w dedykowanej aplikacji CapTune na Androida i iOS.

Jeśli chodzi o jakość dźwięku, nie słyszałem lepiej brzmiących słuchawek dokanałowych w tej klasie, a już na pewno nie lepiej brzmiących dźwięków ze smartfona. Powiem więcej – słyszałem droższe słuchawki, które nie brzmiały w połowie tak dobrze. A to mówi samo za siebie.

Drobna uwaga na koniec tej sekcji – słuchawki są bardzo wrażliwe na jakość pliku źródłowego. Tak jak słychać każdy niuans na nagraniach wysokiej jakości, tak też słychać każdą niedoskonałość i każdy artefakt niskiej jakości audio. Preferowana jakość pliku to albo format FLAC/ALAC (tudzież Tidal Hi-Fi), ale już przy AAC 320 kbps serwowanym w najwyższej jakości Spotify możemy liczyć na dobre, czyste brzmienie.

Komfort i jakość wykonania również nie budzą zastrzeżeń.

Słuchawki wykonane są wzorowo, tyle mogę powiedzieć. Czuć, że obcujemy z produktem z wysokiej półki. Do tego w zestawie znajdziemy bardzo przyjemne etui ochronne, w którym jest miejsce na słuchawki, zapasowe pianki i pędzelek do czyszczenia.

Od strony komfortu Sennheiser IE 80 S zawstydza wiele konstrukcji dokanałowych. Prawdę mówiąc, bardziej komfortowe mogą być już chyba tylko dedykowane monitory odsłuchowe z odlewem laryngologicznym wnętrza małżowiny.

Słuchawki zakładamy przeciągając kabel za uchem (w zestawie znajdziemy też dodatkowe gumki, żeby słuchawki lepiej trzymały się w uszach, ale nie czułem potrzeby ich używania). Konstrukcja wyprofilowana jest tak, że IE 80 S osadzają się wewnątrz małżowiny i w niej zostają.

Producent wrzuca do zestawu kilka wymiennych końcówek sylikonowych, ale też pianki Comply w trzech rozmiarach. Osobiście od razu zmieniłem końcówki na te pianki, które dostosowują się do kształtu ucha, a dzięki temu lepiej izolują słuchacza od świata zewnętrznego oraz wspomagają reprodukcję basu.

A skoro mowa o izolacji od świata zewnętrznego – producent deklaruje aż 26 dB pasywnej redukcji hałasu (w modelu IE 80 było to 20 dB) i faktycznie to słychać. Słuchawki nie tylko dobrze izolują nas od otoczenia, ale też otoczenie od nas. Wyciek dźwięku w tych słuchawkach praktycznie nie występuje.

Mam do tych słuchawek tylko jeden zarzut.

Jedyne, co jakkolwiek mi przeszkadzało w czasie moich dwutygodniowych testów słuchawek Sennheiser IE 80 S, to dołączony do zestawu kabel. Na plus – jest dość gruby i sprawia wrażenie wytrzymałego, a do tego jest dobrze ekranowany, więc dotykanie go nie powoduje efektu „mikrofonowania” w słuchawkach. Na minus – jest dość krótki (1,2 m) i plącze się niemiłosiernie.

Do tego otrzymując słuchawki dedykowane smartfonom, kosztujące 1500 zł, liczyłbym na to, że będę mógł je wykorzystać także jako zestaw do rozmów. Takiej opcji jednak nie ma. Na kablu nie ma nawet przycisków do sterowania multimediami. Wielka, wielka szkoda.

Na szczęście przewód w tych słuchawkach jest wymienny (złącze 2-pin), więc nie jest wykluczone, że Sennheiser kiedyś naprawi ten problem oferując zamienny kabel z wbudowanym mikrofonem. Sądząc jednak po cenie dostępnych obecnie akcesoriów do słuchawek, taki gadżet musiałby kosztować co najmniej połowę ceny IE 80 S…

Na tym moje uwagi się kończą. Sennheiser IE 80 S to rewelacyjny sprzęt.

Miło jest recenzować urządzenie, które broni się samo praktycznie pod każdym względem. Sennheiser 80 S to słuchawki, którym trudno cokolwiek zarzucić. Które jest doskonałą odpowiedzią na zapotrzebowanie melomanów, nie godzących się na targanie ze sobą dodatkowego osprzętu by cieszyć się dobrym brzmieniem ze smartfona.

Zdaję sobie sprawę, że dla większości konsumentów 1500 zł za słuchawki przewodowe do telefonu to cena nie do przyjęcia. Tyle że Sennheiser IE 80 S to nie są słuchawki dla większości konsumentów. To sprzęt skierowany do bardzo świadomej grupy odbiorców. Do prawdziwych entuzjastów.

A rozpatrując je w tej kategorii, można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że… wcale nie są takie drogie.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement