Spędziłem tydzień z Sennheiser CX 7.00 BT i… po raz pierwszy polubiłem słuchawki na pałąku

Recenzja/RTV 06.09.2017
Spędziłem tydzień z Sennheiser CX 7.00 BT i… po raz pierwszy polubiłem słuchawki na pałąku

Słuchawki Bluetooth na pałąku nigdy mnie do siebie nie przekonały. Czy to niedrogie LG Tone Infinim, czy bardzo drogie Bose QC30. Najnowsze słuchawki Sennheiser CX 7.00 BT jako pierwsze sprawiły, że zacząłem lubić taki format urządzenia, choć… do pełnego przekonania jeszcze trochę brakuje.

Sennheisery CX 7.00 BT trafiły do nas przedpremierowo – ich rynkowy debiut dopiero co miał miejsce na targach IFA 2017 w Berlinie. Dlatego też nie mamy jeszcze oficjalnej polskiej ceny i daty trafienia do sklepów, choć powinny znaleźć się w dystrybucji w ciągu 1-2 miesięcy w cenie około 550-600 zł.

Czy warto wypatrywać tych słuchawek na półkach?

Z pewnością jest kilka powodów, dla których słuchawki Sennheiser CX 7.00 BT są warte uwagi.

Pierwszy z nich to brzmienie.

Jak na słuchawki z tej półki cenowej brzmienie zaskakuje swoją klarownością. Góry są bardzo czyste, a środek pasma nie sprawia wrażenia „zamulonego”, co często ma miejsce w niedrogich urządzeniach audio.

Słuchawki bardzo dobrze spisywały się w muzyce rockowej i popularnej. Gitarowe riffy nie zlewają się ze sobą, więc nadal można usłyszeć ich poszczególne nuty. Nieco „szorstko” brzmią talerze perkusji, szczególnie ride’y i crashe, ale z kolei dźwiękom tomów trudno cokolwiek zarzucić. Podobnie jak brzmieniu instrumentów klasycznych, które brzmią w CX 7.00 BT po prostu dobrze. Niektórym użytkownikom może przeszkadzać to, że słuchawki brzmią tak „jasno” i dużo w nich wyższych częstotliwości, ale osobiście nie mam z tym żadnego problemu.

Jedyne, czego brakuje brzmieniu tych słuchawek, to mocnego basu. Ten jest całkiem selektywny, co szczególnie mogłem wysłyszeć w utworach Red Hot Chili Peppers, ale zdecydowanie brakuje mu siły. Ani razu w czasie ponad tygodnia testów nie poczułem tego dreszczu, który towarzyszy potężnym, niskim częstotliwościom dostarczanym przez kanał słuchowy prosto do mózgu.

Szkoda, przy zakresie częstotliwości 17-21000 Hz spodziewałem się znacznie lepszej dynamiki dolnego pasma. Cieszy za to zastosowanie kodeka aptX do transmisji audio wysokiej jakości. Nie poleciłbym tych słuchawek osobom, które lubią słuchać muzyki w formatach bezstratnych, ale już Spotify w najwyższej jakości (320 kbps) brzmi bardzo dobrze.

Klapka portu ładowania rodzi obawy o jej żywotność.

Cieszy też niewielki wyciek dźwięku i stosunkowo dobra pasywna redukcja hałasu. Tak jak do nas dostaje się niewiele dźwięków z zewnątrz, tak i my nie będziemy nikomu przeszkadzać w tych słuchawkach, bo niewiele dźwięków wydostaje się poza ich zamkniętą konstrukcję.

Drugi powód to jakość rozmów.

Nieczęsto prowadzę rozmowy telefoniczne przez słuchawki, głównie z powodu słabiutkich mikrofonów w większości z nich. Sennheiser CX 7.00 BT to zupełnie inna historia. W tej klasie trudno o równie dobry zestaw głośnomówiący. Dzięki temu, że mikrofon jest umieszczony bezpośrednio na pałąku, blisko ust użytkownika, dźwięk po stronie rozmówcy jest bardzo klarowny, a i w słuchawkach wszystko słychać głośno i wyraźnie. Rozmawianie przez te słuchawki to przyjemność.

Przyciski są wyczuwalne pod palcami i mają bardzo dobry skok.

Trzeci powód to komfort.

Słuchawki Sennheiser CX 7.00 BT są niebywale wygodne. Co, szczerze mówiąc, ogromnie mnie zaskoczyło, bo nie uświadczymy tu żadnych wymyślnych gumowych zakładek do małżowiny i tym podobnych.

Producent zastosował tu inny trick – obudowy słuchawek wykonane są w taki sposób, że wchodzą w uszy pod kątem, a nie idealnie prosto. Dzięki temu znacznie lepiej trzymają się wewnątrz małżowiny. Nieco szkoda, że w zestawie nie znajdziemy pianek Comply, które pozwoliłyby na jeszcze lepsze dopasowanie słuchawek do uszu. Na szczęście jest to tak niewielki wydatek, że ich dokupienie nie nadwyręży nikomu portfela, a warto to zrobić w przypadku praktycznie każdych dokanałowych słuchawek.

Pałąk również nie nastręczał mi najmniejszych problemów w czasie testów. Tak naprawdę często zapominałem, że w ogóle mam go na szyi, jest tak lekki. Do tego pokrywa go przyjemny w dotyku, niepodrażniający skóry materiał. Jedyne, co może uwierać w kwestii komfortu CX 7.00 BT, to sama długość pałąka, która dla osób o smuklejszej szyi może się okazać za wielka.

Jest też kilka powodów, by odpuścić zakup tych słuchawek. Oto kilka najważniejszych:

  • Jakość wykonania – konstrukcja wykonana jest najwyżej poprawnie. Nic nie skrzypi, nic nie trzeszczy, ale trudno mówić tu o jakości premium. Do tego bardzo martwi klapka ładowania, która sprawia wrażenie podatnej na przypadkowe oderwanie.
  • Niezwijalne słuchawki – przetworniki po prostu cały czas zwisają z pałąka. Nie można ich w żaden sposób schować, jak np. w LG Tone Infinim. A że ich przewody są dość długie, łatwo przypadkiem o coś zaczepić.
  • Brak wodoodporności – w słuchawkach tej klasy mamy prawo oczekiwać odporności przynajmniej na zachlapanie, żeby móc bez obaw używać ich w deszczu. Niestety, Sennheisery CX 7.00 BT nie oferują takowej, a przynajmniej producent nie chwali się żadnym stosownym certyfikatem.

Nie są to może poważne, rażące wady, ale punkty sporne, które sprawiają, że przed zakupem CX 7.00 BT warto spojrzeć na to, co oferują rywale.

W codziennym użytkowaniu Sennheiser CX 7.00 BT to bezproblemowe słuchawki.

Możemy je sparować z dwoma różnymi urządzeniami przez Bluetooth lub NFC, między którymi słuchawki przełączają się absolutnie bezboleśnie. Przez cały czas testów ani razu nie miałem najmniejszego problemu z połączeniem, a siła sygnału i jego stabilność bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. W moim mieszkaniu mnóstwo jest zakłóceń, ale Sennheiserom CX 7.00 BT w niczym one nie przeszkadzały.

Czas pracy na jednym ładowaniu również mnie nie rozczarował. Producent deklaruje 10 godzin, a mi udało się wycisnąć z nich nawet nieco więcej. Szkoda tylko, że do monitorowania poziomu naładowania słuchawek na Androidzie niezbędna jest aplikacja CapTune, która – delikatnie mówiąc – nie nadaje się na zbyt wiele.

To dedykowany odtwarzacz muzyki, korektor audio i manager urządzeń w jednym. Prawdopodobnie ma ona lepsze zastosowanie w innych słuchawkach firmy, szczególnie tych wyposażonych w aktywną redukcję hałasu, ale w przypadku CX 7.00 BT przydawała mi się wyłącznie do sprawdzania poziomu naładowania akumulatora, a w dodatku miała tendencję do nachalnego działania w tle i drenowania energii smartfona.

Słuchawkom samym w sobie nie mogę jednak nic zarzucić w kwestii codziennego użytkowania. Czy to w domu, czy poza nim, spisywały się wzorowo.

Sennheiser CX 7.00 BT nie przekonały mnie do końca do słuchawek z pałąkiem. Ale polubiłem to urządzenie.

Nowe słuchawki Sennheisera zasłużyły na moje uznanie szczególnie swoją bezproblemowością i dobrym stosunkiem jakości i brzmienia do ceny.

Jeśli szukacie dobrych, dokanałowych słuchawek Bluetooth za około 600 zł, CX 7.00 BT zdecydowanie powinny znaleźć się na waszej liście „do sprawdzenia”.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement