Fani marki z radością wyłożą pieniądze na stół. Razer Hammerhead BT – recenzja Spider’s Web

Recenzja/RTV 12.09.2017
Fani marki z radością wyłożą pieniądze na stół. Razer Hammerhead BT – recenzja Spider’s Web

Zapamiętajcie moje słowa – za rok, góra dwa, przestaniemy myśleć o Razerze wyłącznie jako o producencie akcesoriów dla graczy. Ich oferta sprzętu audio zaczyna być naprawdę ciekawa.

Rok temu opisywałem na łamach Spider’s Web słuchawki Razer Hammerhead V2. Teraz trafiła do mnie ich bezprzewodowa wersja, Razer Hammerhead BT, i – wbrew wcześniejszym przewidywaniom – wcale nie jest tak, że mogę tu przekleić co większe fragmenty starego tekstu. Te słuchawki zdecydowanie więcej różni, niż łączy.

Przewodowe Hammerheady V2 okazały się być słuchawkami skierowanymi niemal wyłącznie do graczy i niezbyt wymagających melomanów. Ot, solidna konstrukcja, która niezbyt się wyróżnia walorami muzycznymi.

Razer Hammerhead BT nadal nie przypadną do gustu audiofilom, jednak muszę przyznać, że zaskoczyły mnie pod niejednym względem.

Zaskoczenie nr 1 – jakość wykonania.

Już Hammerheady V2 wykonane były na naprawdę wysokim poziomie, ale wersja Bluetooth przesuwa ocenę wykonania o oczko wyżej. Po wyjęciu (pięknie zapakowanych, swoją drogą) słuchawek z pudełka, od razu rzuca się w oczy aluminiowa obudowa przetworników i bardzo wytrzymały przewód, który je łączy.

Świeci się…

Cieszy fakt, iż logo Razera na obudowach jest podświetlane. Wątpliwości zaś wzbudza wyłącznie konstrukcja pilota/mikrofonu, która wykonana jest z dość przeciętnego tworzywa. Najbardziej martwi w niej pokrywka portu USB do ładowania, która sprawia wrażenie znacznie delikatniejszej od reszty urządzenia.

…nie świeci się.

Zaskoczenie nr 2 – komfort użytkowania.

Jak na słuchawki dokanałowe pozbawione jakichkolwiek dodatkowych „kotwic” zaczepiających się w małżowinie, Razer Hammerhead BT są bardzo wygodne. Przy odpowiednio dobranych sylikonowych nakładkach nie ma najmniejszej obawy, że wypadną nam z uszu przy normalnym użytkowaniu.

Razer zadbał też o to, by Hammerheady BT nie zsunęły się użytkownikom z szyi. Widzicie tę środkową część z logo firmy? Rozdziela się ona na dwie części, łączące się ze sobą przy pomocą magnesu. W ten sposób zaczepiamy słuchawki o koszulkę/bluzę/sweter i nie musimy się obawiać, że zsuną się nam w najmniej spodziewanym momencie.

Połączenie wygodnej obudowy i bardzo lekkiej konstrukcji z nieplączącym się, płaskim kablem przekłada się też na to, że Hammerheadów BT można używać przez długi czas nie czując żadnego zmęczenia. Przez większość czasu nie pamiętam nawet, że mam je na szyi, a trzymając je w uszach nie czuję nieprzyjemnego ucisku, jaki często towarzyszy dokanałowym słuchawkom.

W świecie elektroniki tylko Apple bardziej dba o pakowanie swoich sprzętów.

Zaskoczenie nr 3 – mobilność.

Pozostając w temacie komfortu, słuchawki Razer Hammerhead BT zaskoczyły mnie też swoją przenośnością. Nie tylko wygodnie jest trzymać je długie godziny na szyi – wygodnie jest też je zabierać ze sobą wszędzie.

W zestawie otrzymujemy wysokiej klasy, twardy futerał, z profilowanym miejscem na słuchawki i kieszonką na akcesoria. A nawet bez niego te słuchawki są na tyle dobrze wykonane i kompaktowe, że można je bez problemu wcisnąć do kieszeni spodni i o nich zapomnieć.

Czas pracy na jednym ładowaniu również nie pozostawia wiele do życzenia. Razer deklaruje 8 godzin i w pełni wywiązuje się z tej obietnicy. Pewnie, chciałoby się więcej, ale jak na słuchawki tego typu, w tej cenie, jest naprawdę nieźle.

Zaskoczenie nr 4 – jakość brzmienia.

Dźwięk był najsłabszym elementem Razerów Hammerhead V2. I nie, nadal nie mogę nazwać jakości brzmienia wersji BT wybitną, ale jest dużo, dużo lepiej. Przede wszystkim, dużo wyraźniejszy jest bas. W wersji przewodowej był on dość przytłumiony i niezbyt klarowny. W Hammerhead BT wciąż nie jest on dominujący, ale ma znacznie więcej mocy.

10-mm przetworniki neodymowe zapewniają też bardzo dobrą selektywność i separację instrumentów. Cieszy również świetna pasywna redukcja hałasu. Słuchawki skutecznie odcinają nas od świata zewnętrznego oraz świat zewnętrzny od nas. Można z nich spokojnie korzystać w komunikacji publicznej, nie irytując współpasażerów.

Rozczarowanie nr 1 – jakość brzmienia.

Przy wszystkich pozytywach… trudno nie zwrócić uwagi na kilka brzmieniowych bolączek słuchawek Razer Hammerhead BT.

Po pierwsze, zakres odtwarzanych częstotliwości to 20-20 tys. Hz. Jak na słuchawki kosztujące 399 zł – to bardzo słaby wynik.

Jak na słuchawki kosztujące 399 zł rozczarowuje też bardzo wąska scena i strasznie „zapiaszczone” brzmienie środka pasma, przez co wiele utworów, szczególnie rockowych, nie brzmi w tych słuchawkach za dobrze.

Podobnie jak w Hammerhead V2 tak i Hammerhead BT najlepiej spisują się w muzyce typowo growo-filmowej. W soundtrackach. W utworach, gdzie dużo jest ambientu i elementów dynamizujących rozrywkę. Równie świetnie spisują się w grach mobilnych, do których są wręcz stworzone. Ale od słuchawek kosztujących 399 zł mamy prawo wymagać znacznie więcej.

W zestawie nie zabrakło obowiązkowych naklejek z logo Razera.

Mamy prawo oczekiwać co najmniej takiego brzmienia, jak od kosztujących niewiele więcej Sennheiserów CX 7.00 BT.

Rozczarowanie nr 2 – wbudowany mikrofon.

Rozmowy telefoniczne w tych słuchawkach będą przyjemnością dla nas i utrapieniem dla rozmówcy po drugiej stronie. Bo głos odbiorcy brzmi czysto i bardzo wyraźnie, ale za to nasz głos, w mikrofonie… to zupełnie inna historia.

Klapka gniazda USB rodzi obawy.

Przede wszystkim, brakuje tu dodatkowego mikrofonu do redukcji hałasu, więc mikrofon zbiera cały szum i wszystkie dźwięki otoczenia. Zbierany przez niego głos brzmi też zwyczajnie przeciętnie i niezbyt wyraźnie. Takiego mikrofonu spodziewałbym się w tanich słuchawkach dodawanych w pudełku do smartfona, ale nie w kosztujących 399 zł słuchawkach Razera.

Rozczarowanie nr 3 – brak wodoodporności.

Po słuchawkach bezprzewodowych, zwłaszcza takich, które domyślnie mają spoczywać przez większość czasu na szyi słuchacza, spodziewałbym się odporności na żywioły.

Niestety, jeśli złapie nas deszcz, a zapomnimy, że mamy Razery Hammerhead BT na szyi (a wierzcie, że łatwo o nich zapomnieć), to najprawdopodobniej po ulewie nie będziemy mieli już słuchawek.

Wielka szkoda, że producent nie zadbał chociaż o podstawową odporność na zachlapanie, która pozwoliłaby słuchawkom uniknąć uszkodzenia w tak błahej sytuacji, jak opisana powyżej.

Nadal uważam, że warto kupić te słuchawki.

Pomimo kilku rozczarowań, w ogólnym rozrachunku zalety przewyższają wady słuchawek Razer Hammerhead BT. Czy chciałbym, żeby były nieco tańsze? Tak. Czy mogłyby grać nieco lepiej? Wiadomo.

Ale nadal… po prostu lubię ten sprzęt. Razer wiele rzeczy zrobił dobrze. Na tyle dobrze, że fani marki (do których zalicza się niżej podpisany) z pewnością przymkną oko na kilka niedociągnięć i z radością wyłożą na stół pieniądze, by dołączyć kolejny produkt ulubionej marki do swojego arsenału elektronicznych gadżetów.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement