Recenzujemy Pro Evolution Soccer 2018 – Karny Axel Witsel dla Konami

Recenzja/Gry 13.09.2017
Recenzujemy Pro Evolution Soccer 2018 – Karny Axel Witsel dla Konami

Konami tradycyjnie uprawia już partaninę, więc pozwólcie, że zanim przejdziemy do recenzji właściwej… 

Karny Axel Witsel za axelwitselowe wydawanie gier #Wasyl #neverforget

Po co się kupuje co roku grę o piłce nożnej? Bo bramkarz trochę bardziej się rzuca, bo trochę lepiej działają wrzutki, a może żeby posłuchać sobie nowej muzyki? No nie, kupuje się po to żeby Neymar grał w PSG. A tymczasem w Pro Evolution Soccer 2018 składy prezentują stan na maj tego roku, grę otwiera wielkie intro z Neymarem w Barcelonie, a jakby tego było mało – grafika tytułowa też wita nas m.in. Neymarem w koszulce Barcelony.

Konami, jeśli nie potraficie zaktualizować składów na czas, co jest robotą dla studenta na dwie noce, to przestańcie wydawać gry we wrześniu i przesuńcie sobie premiery do listopada. Ta partanina, kolejny rok z rzędu, jest niepoważna. I ile teraz będziemy czekać na nowe składy? Wiem, że termin „do grudnia” jak najbardziej jest w waszym zasięgu.

A w ogóle to tę recenzję mogliśmy opublikować już w poniedziałek, ale postanowiłem poczekać dwa dni, żeby przetestować też tryby online. Dziś jest środa, ale sieć Konami nadal leży. Trudno, jeśli gra online wywrze na mnie jakieś wielki wrażenie w jedną lub drugą stronę, będzie jeszcze jeden artykuł w tym temacie. Jeśli go nie będzie – uznajcie, że ostateczna ocena pokrywa się z ostateczną oceną gry.

A moja ocena Pro Evolution Soccer 2018 jest bardzo pozytywna

To równie udana gra, co przed rokiem, kiedy już nawet nie tylko moim zdaniem, PES okazał się lepszy od FIFA (musicie wiedzieć, że generalnie kocham piłkę nożną i prywatnie bardziej preferuję tę japońską partaninę jako pomysł na jej wirtualne wydanie).

FIFA 2001 to była gra zdominowana przez wrzutki, tam się 90% bramek zdobywało w ten sposób. Ale Pro Evolution Soccer 2017 był pod tym względem niewiele lepszy. Już dawno nie grałem tylu górnych podań i dośrodkowań, co w poprzedniej edycji PES-a. Nowa edycja musiała coś z tym zrobić i zrobiła. Konami udało się zaktywizować bocznych obrońców, ale przede wszystkim – środek pola. Obecnie środkowi pomocnicy o wiele lepiej angażują się w grę ofensywną, włączają się do ataku i w konstruowanie akcji, w rezultacie szybka tiki taka to najprostszy sposób na zdobycie gola – momentami aż zbyt prosty, podobne ułatwienie bardzo psuło tryb online w FIFA 16.

Generalnie uważam jednak, że wzmocnienie środka pola dodaje grze realizmu, ponieważ środkowi pomocnicy przez lata byli w PES marginalizowani i tak naprawdę tylko ofensywni pomocnicy pokroju np. Isco czy Piotra Zielińskiego, uczestniczyli w zdobywaniu bramek lub asystowaniu. Gra się niestety zrobiła przez to zbalansowanie trochę bardziej schematyczna, co mnie smuci, ponieważ PES mimo wszystko przez lata bronił się przed tymi schematami. Mam wrażenie, że Pro Evolution Soccer 2018 to najbardziej schematyczna część serii, co może wynikać także z faktu, że jednak krótkie podania dostarczają mniejszego ryzyka, niż wrzutki.

Doinwestowano środek pola i bramkę

Drugą pozycją, która – jak sądzę – została bardzo mocno „podrasowana”, jest bramkarz. Odnoszę wrażenie, że obecnie każdy golkiper w grze ma ambicję być swoistą krzyżówką Manuela Neuera z Victorem Valdesem. Bardzo mocno wychodzą, bardzo mocno angażują się w grę, a stwierdzenie „ostatni rozgrywający” wcale nie byłoby nie na miejscu.

Boczni obrońcy lepiej podłączają się do opcji ofensywnych (i dobrze, bo to była kolejna niedopieszczona pozycja), choć tutaj dostrzegam jeszcze spory potencjał do poprawy. Wydaje mi się, że dużo łatwiej się drybluje i dużo łatwiej jest też odebrać piłkę, pressing działa już na połowie rywala, co w rywalizacji z komputerowym przeciwnikiem jest ciekawe, ale jestem ciekaw balansu w grze online – niestety dotąd nie było mi dane tego sprawdzić.

Mam też czasem takie dziwne uczucie, ale może to złudzenie. Wydaje mi się, że kiedy gonię wynik, to gra… obniża poziom trudności w doliczonym czasie gry. Pada wtedy zdecydowanie za dużo „dramatycznych” bramek, co oczywiście cieszy, ale nie jest do końca fair…

Stałe fragmenty gry niby zostały po staremu, ale są tym razem ujęte z zupełnie innej „kamery” co wreszcie wnosi jakiś powiew świeżości, bez równoczesnej potrzeby zmieniania tego, co działało całkiem dobrze. Nowa kamera ozdabia też liczne animacje, np. zmiany zawodników – to też dodaje edycji 2018 wiele polotu.

Liczne zmiany w zasadach i interfejsie

Pro Evolution Soccer nadal wygląda w menusach, jak gra rodem z nadmorskich automatów w Ustce. Ja się do tego przyzwyczaiłem, ale moim zdaniem ten specyficzny, azjatycki design może odstraszać wielu nowych graczy. Bardzo mi się podoba, że dodano dużo elementów oprawy telewizyjnej do gry. W trakcie meczu wyświetlają nam się statystyki poszczególnych zawodników, widzimy strzelców bramek. Ja nie lubię grać w elektroniczną piłkę „bez celu”, lubię jak to ma jakąś historię. Dlatego zawsze gram w trybie „kampanii” – Master League. I takie statystyki, w tej edycji jest ich naprawdę sporo, a na dodatek są świetnie eksponowane, są dla mnie po prostu cenne.

Master League doczekała się zresztą szeregu ubarwień. Może nie jakoś wybitnie rewolucyjnych, ale możemy się popisać dodatkowymi możliwościami negocjacyjnymi przy sprowadzaniu zawodników – pewnych nowości brakowało mi w tym aspekcie od lat. Natomiast nadal budżet transferowy i płacowy są od siebie oderwane, co potrafi doprowadzić do szału, gdy mamy miliard na transfery w rezerwie, za to nie spinają nam się wydatki na pensje pierwszej jedenastki.

Podobnego odświeżenia doczekał się też komentarz. Komentarz w tego typu grach zawsze jest męczący (ja mam ten talent, że go nie słyszę – ani w grze, ani w Polsacie), ale podoba mi się jak komentatorzy na początku meczu starają się przewidzieć, kto odegra decydującą rolę i na dodatek mają bardzo sensowne argumenty.

Pro Evolution Soccer bardzo różny od poprzednika, ale nadal bardzo dobry

Pomijając kompromitację Konami w sprawie składów i Neymara w roli jednej z „twarzy” gry, nowa edycja Pro Evolution Soccer jest bardzo udana. Delikatnie większa schematyczność dalej nie jest tak zauważalna, jak w serii FIFA, natomiast gra niewątpliwie zyskała w tym wydaniu „piłkarsko”, bardziej przypominając rzeczywiste zachowania zawodników w trakcie meczu. Nie zabrakło bardzo licznych zmian w nieco już zastanych mechanizmach serii i choćby z tego powodu przesiadka z PES 2017 sprawi nam wrażenie obcowania z zupełnie nową grą. Jestem ciekaw balansu w trybach sieciowych, bo obawiam się, że może być „hokejowo”, ale niestety i w tej kwestii Konami dało ciała i dzisiaj wam tego nie powiem.

Moja ocena – 9/10, ale i Axel Witsel jakości

*Recenzja dotyczy wersji na PlayStation 4

Dołącz do dyskusji

Advertisement