Siódmy sezon Gry o tron dobiegł końca – i co teraz?

Artykuł/Media 01.09.2017
Siódmy sezon Gry o tron dobiegł końca – i co teraz?

Pierwsze sezony popularnego serialu Gra o tron opierały się o istniejące już tomy serii Pieśń lodu o ognia autorstwa George’a R.R. Martina.

Oznaczało to, że każdy spragniony dalszego ciągu fan telewizyjnego widowiska mógł sięgnąć po książki i nie tylko poznać szczegóły opuszczone w scenariuszu, ale i poczytać o dalszych przygodach bohaterów. Również takich, które w serialu jeszcze nie były ukazane.

Niestety, po zakończeniu siódmego sezonu widzowie nie mają tego komfortu. Po prostu serial wyprzedził twórczość słynnego pisarza. Internet jest pełen narzekań na jego rzekomą opieszałość w pisaniu kolejnego tomu – choć mówią tak zazwyczaj ludzie, którzy nigdy w życiu żadnej książki nie napisali. Do napisania Martinowi pozostały jeszcze dwa tomy: Wichry zimy oraz Sen o wiośnie.

Chcesz więcej? Napisz sam.

Co robić, gdy ma się ochotę czytać dalej, a książki wciąż nie ma? Możemy przeczytać na przykład tzw. fan fiction, czyli opowiadania i powieści dziejące się w świecie Westeros, ale nie pisane przez autora ani przez profesjonalnych pisarzy. Popularna strona zawierająca fan fiction (fanfiction.net) zawiera prawie osiem tysięcy utworów (!) inspirowanych cyklem George’a R.R. Martina. Wśród nich jest wiele utworów o rozmiarach powieści, jednak nie każdy opisuje dalszy ciąg fabuły serialu – niektóre ukazują alternatywne historie lub poboczne wątki. Fanfiction to dla niektórych start do profesjonalnego pisania: tak zaczynała m.in. autorka słynnych 50 twarzy Greya.

Zagłębienie się w fanfiction.net pozwala poznać jeszcze ciekawszą stronę świata Westeros (lub raczej umysłów jego miłośników). Otóż wśród amatorskich utworów kontynuujących wątki Martina znajdują się tzw. crossovery – opowiadania które łączą dwa lub więcej światy różnych autorów. Znajdziemy tutaj połączenia ze światem Harry’ego Pottera, Warcrafta, a nawet Terminatora. Przypomnijcie mi o tym, gdybym narzekał, że nie mam co czytać.

Jeszcze mało? Zleć pisanie sieci neuronowej.

Pisanie książek na podstawie unikalnego stylu jakiegoś autora to był jeden z tematów powracających w twórczości Stanisława Lema. W jednej z książek opisywał program komputerowy, który po „nakarmieniu” prawdziwą twórczością danego autora potrafił wyprodukować kolejne powieści, nieodróżnialne od prawdziwych nawet przez krytyków literackich.

Można by więc sądzić, że miały one sens, i były napisane dobrze. Tak niestety nie wygląda wynik eksperymentu, jaki przeprowadził programista Zack Thoutt. Postanowił on wytrenować sieć neuronową za pomocą pierwszych (istniejących) tomów Pieśni lodu i ognia, a następnie użyć jej do wygenerowania kolejnych rozdziałów następnego tomu.

To oczywiście jedynie igraszka, pozwalająca zabić czas. W ten sposób uzyska się coś w rodzaju „uśrednienia” stylu Martina, a nie sensowną fabułę. Tego typu program nie jest również w stanie rozumieć wydarzeń w poprzednich tomach – czyli jeśli ktoś w jednym z nich ginie, i tak może pojawić się w wygenerowanym tekście. Wynik zapewne będzie zabawny.

I taki właśnie jest. Pierwsze rozdziały, z których każdy nosi tytuł będący imieniem głównego bohatera (tak jak w książkach Martina), są bezsensowne, choć zdania, z których się składają, są poprawne. Mniej więcej. Bo brzmią na przykład tak:

Only a hundred northmen will remain with them. They’ll teach you Lord Rickard’s brother Joffrey. Tell me true, Cersei is known. No one’s wasting your interest, you remember. Dead steel and sour cat and two times as well.

To może lepiej czytajmy fanfiction. Lub na przykład udostępnione już fragmenty Wichrów zimy, które po polsku możemy znaleźć klikając w ten link.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement