Dziewięć rzeczy, w których Destiny 2 jest znacznie lepsze od poprzedniej gry

Recenzja/Gry 07.09.2017
Dziewięć rzeczy, w których Destiny 2 jest znacznie lepsze od poprzedniej gry

Destiny 2 jest ładniejsze, większe, dłuższe oraz ciekawsze od pierwszej odsłony gry. Produkcja Bungie to nie ideał, ale trzeba oddać producentom, że włożyli wiele pracy w ulepszenie świata, mechaniki oraz balansu rozgrywki. Chociaż sieciowa strzelanina powstała w oparciu o zasadę „więcej tego samego”, deweloperzy dokonali znacznego postępu w wielu ważnych obszarach. Wybrałem najciekawsze z nich:

Po pierwsze – mapa terenu, informacje oraz znaczniki

Wielu z was może nie wiedzieć, że w pierwszym Destiny znajdowała się mapa terenu. Nic dziwnego, bo była kompletnie bezużyteczna. Teraz się to zmienia. Na interaktywnej mapie widzimy nie tylko zarys otwartego terenu, ale również aktualizowane w czasie rzeczywistym symbole oraz oznaczenia. Na przykład informujące o tym, że 60 metrów od nas trwa publiczne wydarzenie, w czasie którego wszyscy gracze na księżycu Saturna walczą z monstrualnym łazikiem bojowym.

Na mapie widzimy kluczowe postaci niezależne, główne zadania fabularne, jednorazowe misje poboczne, powtarzalne wydarzenia, a z czasem nawet rozłożenie skrzyń ze skarbami oraz wejścia do jaskiń, jam, pieczar i bunkrów. Co najlepsze, po najechaniu na publiczne wydarzenie czy misję poboczną, od razu widzimy, jakiej nagrody możemy się spodziewać za wykonanie zadania. Dla osoby, która nie grała w Destiny 2, może to brzmieć jak oczywista oczywistość. Jednak z punktu widzenia wieloletnich fanów tej marki to gigantyczne powiększenie komfortu rozgrywki.

Po drugie – podróżowanie i orbita

Eksploracja w pierwszym Destiny odbywała się skokowo, z obowiązkowym wejściem na orbitę. Podróżując z jednego rejonu Ziemi do drugiego, gracze zawsze musieli opuszczać atmosferę planety. Nie tylko było to pozbawione sensu, ale również znacznie wydłużało czas oczekiwania pomiędzy misjami. Na szczęście Bungie poszło po rozum do głowy, a skoki między misjami wykonuje się teraz natychmiastowo. Nawet, jeżeli zadania znajdują się na innych planetach.

Krótszy czas ładowania misji to nie jedyne ulepszenie w obszarze nawigacji. Drugim jest doskonale znana z gier cRPG szybka podróż. Na mapie regionu w Destiny 2 możemy teleportować się do najważniejszych postaci niezależnych, u których kupujemy sprzęt, wymieniamy surowce oraz odbieramy nagrody. Tak prosta, tak banalna rzecz, a mimo tego brakowało jej w pierwszej części gry. Niech żyje quick travel.

Po trzecie – ekscytacja z łupów oraz rozdawnictwo nagród

W pierwszym Destiny dochodziło do absurdalnych sytuacji, w których gigantyczne fragmenty zawartości gry zostawały permanentnie  porzucane przez graczy. Powodem takiego stanu rzeczy były kiepskie nagrody otrzymywane za wykonywanie wielu misji. Patrole w trybie swobodnej eksploracji przestały mieć sens, ponieważ twórcy nie przygotowali odpowiednich nagród, które zachęcałyby do pozostawania na otwartych obszarach. Ekonomia kosmicznego świata rozłaziła się na boki, a gracze PvE byli mocno pokrzywdzeni względem graczy PvP.

W Destiny 2 eksploracja nareszcie ma sens. Wykonywanie misji pobocznych nie jest bez znaczenia. Znajdywanie skrzyń ze skarbami czemuś służy. W zasadzie na każdym etapie gry oraz w każdym jej rejonie ZAWSZE możemy znaleźć coś ciekawego. Przykładowo, wracając na Ziemię z 15 poziomem doświadczenia, napotkałem na byle jaki kufer. Gdy go otworzyłem, zostałem posiadaczem potężnego artefaktu odblokowującego trzecią sub-klasę dla mojego tytana! Czułem się jakbym wygrał w Lotto.

Walka z losowymi przeciwnikami, uczestnictwo w grupowych wydarzeniach, otwieranie skrzyń i pozyskiwanie surowców – to wszystko ma sens. Za każdą akcję czeka nas nagroda. Nie tylko w postaci waluty, ale również broni, pancerzy, barwników, emblematów, a także modyfikatorów wpływających na statystyki. Nawet otwierając najmniej spektakularny kuferek zawsze istnieje cień szansy, że znajdzie się w nim coś niesamowitego. Dzięki temu zbieranie łupów w Destiny 2 cieszy, ekscytuje no i przede wszystkim wciąga. Powinno to ucieszyć zwłaszcza tak zwanych samotnych wilków, którzy lubią eksplorować planetę w pojedynkę.

Po czwarte – lepsze umiejętności specjalne, dłuższe działanie

Ależ byłem zdziwiony, gdy mój tytan aktywował tryb zdolności specjalnej, wykonał unikalny atak, a następnie… wciąż pokrywała go magiczna poświata. Ku mojemu zaskoczeniu w dalszym ciągu potrafiłem atakować za pomocą potężnych ciosów, przed którymi nie było ucieczki. W pierwszym Destiny spektakularny atak z góry był jednorazowym ruchem, który w całości wyczerpywał pasek specjalnej umiejętności. W Destiny 2 magiczna energia wystarcza na przynajmniej kilka ataków, co ma gigantyczne konsekwencje dla balansu rozgrywki.

Umiejętności specjalne wydają się potężniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Bawiąc się w kampanii, ich używanie daje gigantyczną frajdę. Gracz może się poczuć jak żywioł, którego nic nie jest w stanie zatrzymać. Dłuższy stan działania mocy zmienia również podejście do walk PvP. Z kilkoma atakami specjalnymi w zanadrzu, specjalne umiejętności nabierają nowej głębi. Żeby było ciekawiej, osobę korzystającą z magicznej mocy na arenie PvP jest nieporównywalnie łatwiej zabić niż w pierwszej odsłonie serii. Coś za coś.

Po piąte – balans broni i bronie ciężkie

Początkowo kręciłem nosem, gdy Bungie zapowiedziało gigantyczne zmiany w podziale broni na kategorie. Bałem się zwłaszcza o strzelby, które w Destiny 2 są traktowane jako broń ciężka. Oznacza to, że w czasie rozgrywek PvP gracze nie mogą z niej skorzystać, o ile nie podniosą specjalnych, fioletowych pakunków z amunicją. Tych jest jak na lekarstwo, pojawiają się jedynie w określonych momentach, a do tego wystarczają dla zaledwie jednego członka drużyny. Taki sam los spotkał karabiny snajperskie.

O dziwo, moje obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione. Przeniesienie strzelb i karabinów snajperskich do kategorii broni ciężkiej to najlepsze, co mogło przydarzyć się sieciowym arenom w Destiny 2. Tym zabiegiem Bungie pozbyło się dwóch ekstremów. Po pierwsze, frontalnych agresorów, którzy do perfekcji opanowali technikę sprintu w kierunku gracza, wślizgu, a następnie strzału z bardzo, bardzo bliskiej odległości, który zabija na miejscu.

Po drugie, na sieciowych mapach zabrakło snajperów, którzy zdejmują cię po przekroczeniu pierwszego pomieszczenia. Nie mam nic przeciwko tzw. kamperom, o ile balans rozgrywki nie kłóci się z ich ideologią grania. W takich seriach jak Battlefield czy Battlefront strzelcy wyborowi to ważny element zabawy. Destiny 2 jest jednak inne. Dlatego przeniesienie środka ciężkości na walki średniego dystansu kapitalnie sprawdza się w praktyce. Nie jestem zwolennikiem dynamicznych PvP w stylu Call of Duty czy Halo, ale od sieciowych starć w D2 nie potrafię się oderwać. Bawię się kapitalnie. Niestety, gdy coś mi nie wychodzi, naprawdę ciężko zwalić to na kiepski balans broni czy wszechobecnych kamperów.

Po szóste – intuicyjność, czytelność oraz przystępność

Chociaż sam nie miałem z tym problemu, znam graczy, którzy w pewnym sensie utknęli w pierwszym Destiny. Przeszli główną oś fabularną, pokonali misje typu strike, pograli chwilę w PvP, ale co dalej? Nie mieli bladego pojęcia. Nie wiedzieli, skąd zdobyć sprzęt wymagany na rajdy ani gdzie znajdują się najpotężniejsze bronie oraz pancerze. Nie mieli pojęcia o procentowych szansach na najlepsze skarby ani miejscach ich występowania. Potrzebowali kogoś, kto chwyciłby ich za dłoń i poprowadził przez end-game.

W Destiny 2 taką funkcję pełni lista kamieni milowych. To trochę jak księgi aktywności z DLC do pierwszej gry, ale o wiele praktyczniejsze. Zamiast zachęcać do powtarzalnego grindu, lista kamieni milowych pokazuje, jakie kluczowe elementy gry są jeszcze przed nami. Krok po kroku, wbudowany w grę asystent proponuje coraz śmielsze i bardziej wymagające aktywności, nagradzając za ich wykonywanie. Jeżeli w dalszej części gry ten mechanizm będzie tak samo jasny, prosty i czytelny, to nie wątpię, że doprowadzi niedzielnych graczy do samego rajdu – najtrudniejszego wyzwania ze świata Destiny.

po siódme – polska wersja językowa

Tak, wiem, wiem. Zdaję sobie sprawę, że gry najlepiej brzmią w języku angielskim, a polski dubbing jest najczęściej drewniany, wyprany z emocji, pozbawiony kontekstu oraz niewspółgrający z atmosferą wydarzeń na ekranie. To wszystko prawda. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, aby grać w Destiny 2 po angielsku, całkowicie zapominając o istnieniu polskiego tłumaczenia.

Polski dubbing oraz napisy będą przydatne dla wszystkich tych, którzy nie radzą sobie z językiem królów. Destiny to seria pełna wykręconych nazw własnych, statystyk oraz modyfikatorów. Bogaty w pisaną treść interfejs może być nieprzystępny dla części graczy z naszego kraju. Z tej perspektywy wsparcie dla języka polskiego może być uznane za wartość dodaną. Poza tym, tak między nami, dubbing D2 naprawdę nie jest tragiczny. Serio serio. Bywało o wiele gorzej.

Po ósme – filmy przerywnikowe, scenariusz oraz narracja

O fabule w Destiny 2 popełniłem zupełnie osobny tekst, także nie widzę sensu rozwlekać się nad tym punktem. Zamiast tego zachęcam do kliknięcia w odnośnik. Dosyć napisać, że producenci z Bungie poczynili gigantyczne postępy w obszarze prowadzenia narracji oraz opowiadania historii. Do tego ich najnowsza gra w zaskakująco wielu sytuacjach przypomina… niepodrabialny styl Blizzarda. Co ciekawe, twórcy Diablo i Warcrafta nalezą do tego samego wydawcy co Bungie. Przypadek?

Po dziewiąte – grafika, wizja i widoki

Już w pierwszym Destiny zdarzały się momenty, w których gracz przystawał, nie mogąc się napatrzeć na piękne widoki. Takich atrakcji turystycznych jest w D2 kilka razy więcej. Architekci poziomów mają naprawdę, naprawdę rewelacyjne pomysły na zagospodarowanie kosmicznego świata przyszłości. Nie będę zdradzał szczegółów, ponieważ wiele projektów jest niezwykle zaskakujących oraz nieprzewidywalnych. To, co łączy je wszystkie, to przede wszystkim skala. Tła w Destiny 2 są gigantyczne. Rozmachem naprawdę zapierają dech w piersiach.

Oczywiście warstwa wideo nie jest idealna. Ludzkim facjatom wciąż daleko do realistycznych, a włosy nadal wyglądają koszmarnie. Świat Destiny 2 jest jednak większy, a przy okazji bardziej szczegółowy niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem przekonany, że wielka w tym zasługa pełnego odcięcia od poprzedniej generacji konsol, z którymi musili się męczyć deweloperzy w trakcie prac nad zawartością do pierwszego Destiny.

Destiny 2 jest jedną z najładniejszych gier aktualnej generacji. Nie ze względu na możliwości silnika graficznego czy liczbę wielokątów wyświetlanych na ekranie. Wizualna siła tego tytułu tkwi w niesamowitej wizji kosmicznego uniwersum. Nowe planety są kapitalne. Zwłaszcza wodny księżyc Titan, na którym gigantyczne platformy zbudowane przez ludzi wyrastają jak grzyby po deszczu. Odkrywając wielki sekret chowający się za masywnymi murami księżyca należącego do Saturna aż dostałem gęsiej skórki. Co jak co, ale momentów w Destiny 2 zdecydowanie nie brakuje.

Dołącz do dyskusji

Advertisement