Nareszcie, nie będziemy musieli (aż tyle) rozmawiać z kierowcami Ubera

Nareszcie, nie będziemy musieli (aż tyle) rozmawiać z kierowcami Ubera

Ktoś mógłby powiedzieć, że po prostu jestem bucem. Jestem, ale to nie to. To zwyczajna, introwertyczna awersja do „small talku”, do którego czuję nawet podwójną pogardę ze względu na jego bezproduktywny charakter. 

Kiedy więc zamawiam taksówkę albo Ubera, ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, jest rozmowa z taksówkarzem lub kierowcą. Taksówkarze to generalnie bardzo często odrębny stan umysłu, zastanawiam się czasem jak osoby tak doskonale rozeznane w polityce oraz meandrach tego, kto komu i ile nakradła, skończyły za kierownicą taksówki, ale to już może materiał na osobną dyskusję. W każdym razie – rozmawiać z kierowcami nienawidzę, nie mam ochoty, nie lubię tego.

I przyznam, że w Uberze brakuje mi jednej, prozaicznej opcji – „nie mam ochoty na rozmowę”. Ma to BlaBlaCar, ale Uber nie. W związku z czym muszę odpowiadać na pytania jak mi minął dzień, bo ktoś wmówił kierowcy, że to świetna metoda obsługi klienta, choć on sam ewidentnie nie ma na to ochoty. I to w najlepszym wypadku, bo bywają i tacy, którzy opisują historię swojego życia, której – z grzeczności – wysłuchuję, rozmyślając przy tym nad najprzyjemniejszymi wariantami popełnienia samobójstwa.

Nowa aktualizacja apki Ubera tego problemu niestety, kurczę, nie rozwiązuje

Ale pozwoli zminimalizować inną niedogodność, która również w tej usłudze nie jest zbyt fajna (i niestety nie mówię tutaj o kierowcach, którzy nie znają słowa w języku polskim lub angielskim, a o istnieniu Warszawy dowiedzieli się na początku tygodnia). Znacie to na pewno, gdy kierowca dzwoni i pyta „no, ja już stoję, a gdzie pan jest”?

Znacie to, prawda? Jeszcze na dodatek jakieś wydzwanianie przez numery stacjonarne, przy oddzwanianiu nie odbierają, dogadać się za specjalnie nie idzie, a jak idzie, to i tak jest jakoś tak… niezręcznie.

Uber postanowił wyeliminować ten problem poprzez wprowadzenie możliwości czatowania z kierowcą. Ja teraz już wiem, że będę wysyłał moim kierowcom wiadomość „Stoję pod chińską restauracją” i to powinno rozwiązać wszystkie problemy. No, nie wszystkie, bo coś czuję, że po kilku sekundach otrzymam telefon w stylu „Nu pagadi haraszo bolszoi nu cyrylicu ni panimajet”, ale trudno, to już lokalny problem, sama idea jest zaś szczytna.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement