Rzeczywiście zrobili totalny rozpierdlol – kampania Tigera przekroczyła wszelkie granice

Felieton/Social media 09.08.2017
Rzeczywiście zrobili totalny rozpierdlol – kampania Tigera przekroczyła wszelkie granice

Kilka razy czytałem to, co wypisuje konto Tigera na Twitterze i zawsze towarzyszyła mi myśl: nie, to nie dla mnie. Teraz okazało się, że naprawdę po bandzie Tiger poleciał na Instagramie.

Uwaga, aktualizacja:

Aby nieco rozjaśnić to, z czym mamy do czynienia, scharakteryzuję społecznościową działalność Tigera w trzech punktach:

1. Konto twitterowe napoju Tiger ozdabia wielka grafika z napisem: ROZPIERDLOL.

2. Wszystkie tweety i opisy zdjęć na instagramie są pisane z Caps Lockiem, czyli wersalikami.

3. Treść? Ta też pozostawia wiele do życzenia.

To właśnie powyższe zdjęcie wywołało w internecie ogromną burzę.

1 sierpnia obchodzimy w Polsce rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. O 17:00, czyli o godzinie W, zatrzymuje się Warszawa, a w wielu miastach słychać syreny. Wtedy na ulicach dzieją się takie piękne rzeczy:

Tymczasem producent napoju Tiger postanowił pokazać wszystkim FUCK YOU.

To jednak nie jedyny wyskok działu kreatywnego Tigera. W rocznicę katastrofy smoleńskiej, czyli datę ważną i bolesną dla wielu Polaków, Tiger pokazał to:

Czemu ma służyć ten społecznościowy rozpierdlol?

Tiger mówi o sobie, że robi rozpierdlol. Piękne słowo – naprawdę, podoba mi się. I nawet po części pasuje do tego, co Tiger wyprawia na Instagramie. Choć gdybym miał oceniać na podstawie chociażby dwóch powyższych przykładów, to skłaniałbym się bardziej ku pierwszej części słowa, bo jakoś czynnik “lol” uległ zatraceniu.

Na wybryki Tigera zareagowało nawet Muzeum Powstania Warszawskiego, które w bardzo ładnym stylu wbiło szpilę marce:

Jakie mogą być konsekwencje takich działań w social media?

O realnych konsekwencjach śmieszkowania np. na Facebooku przekonała się nie tak dawno temu marka Żytnia. Osoby odpowiedzialne za wizerunek firmy w mediach społecznościowych zamieściły w sierpniu 2015 roku zdjęcie przedstawiające zamordowanego przez ZOMO człowieka, którego nieśli koledzy.

Na Facebooku fotka wykonana przez Krzysztofa Raczkowiaka, która notabene została bezprawnie przez markę Żytnia wykorzystana, została podpisana tak, że sugerowała, iż przedstawia pijanego człowieka wracającego przy asyście kolegów z imprezy.

Autorka, która ze zdjęcia Raczkowiaka zrobiła sobie mem została pozwana.

Prokuratura postawiła dziewczynie zarzut pomówienia twierdząc, że osoby przedstawione na zdjęciu w akcie co najmniej tragicznym, przedstawiła jako alkoholików i uczestników wesołej balangi. Ostatecznie prokuratura złożyła wniosek o warunkowe umorzenie postępowania, ponieważ udało się zawrzeć pozasądową ugodę z jednym z mężczyzn obecnych na zdjęciu, który również poczuł się dotknięty przedstawionym memem – czytamy na łamach Bezprawnika.

Ta sprawa zakończyła się na pozasądowej ugodzie w wysokości 15 tys. zł, ale sam fotograf również dochodzi zadośćuczynienia za naruszenie jego autorskich praw osobistych na drodze prawnocywilnej, więc konsekwencje będą zapewne większe.

Co na to Tiger?

Na razie firma próbuje ugasić pożar wydając oświadczenie, w którym słowo przepraszam pada aż trzy razy.

W kolejnym komunikacie Tiger przyznaje, że kreowanie silnie buntowniczego charakteru marki uśpiło czujność agencji odpowiedzialnej za komunikację.

Czy to wystarczy? Trudno ocenić. Na razie internauci są wściekli.

Aktualizacja

Tiger pokazał jednak klasę. Firma przelała 500 tys. zł na Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, aby uczcić pamięć o Powstaniu Warszawskim i zatrzeć złe wrażenie po głupiej wpadce z 1 sierpnia.

Czytaj więcej:

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement