Dzisiaj to Samsung jest Apple świata technologii

Felieton/Technologie 21.08.2017
Dzisiaj to Samsung jest Apple świata technologii

Tak sobie myślę, że dzisiaj to Samsung spełnia wszystkie kryteria, by okrzyknąć go „Apple” świata technologii. I to – niestety – tylko tym Apple z pierwszych lat po śmierci Steve’a Jobsa, gdy jeszcze nie wszyscy wiedzieliśmy, że czasy Kolumbów post-pc dobiegły końca. Jeszcze nam nikt nie powiedział, że już nie wypada się ekscytować, bo nie ma czym.

No więc tym liderem małych przełomów jest teraz Samsung. Nie zrozumcie mnie źle. Doskonale wiem, że on tych wszystkich swoich rewolucji sam przecież nie wymyśla, co najwyżej podpatruje. Ale podpatruje umiejętnie, tak jak kiedyś robiło to Apple. Potem wdraża je lepiej niż twórcy pierwowzoru, reklamuje to lepiej, niż oryginalni pomysłodawcy, zarabia na tym lepiej, niż wynalazcy rozwiązania i wreszcie lansuje to na modę lepiej, niż jakiekolwiek trendy lansuje w obecnych czasach Apple.

Role się troszkę odwróciły. Jeżeli Apple wprowadzi w tym roku iPhone’a 8 (lub jakkolwiek jeszcze będzie się on nazywał), to pewnie też w pewnym sensie z tego powodu, że Koreański konkurent ucieka im z numeracja. Apple jest uzależnione technologicznie od Samsunga i jego fabryk. Gdyby obaj producenci byli państwami, to eksperci od spraw międzynarodowych perorowaliby o tym jak to Apple stało się junior partnerem Samsunga. No, może to przesada, bo Apple cały czas ma zasoby żeby to odwrócić. Ale to w dużej mierze zasługa fanatycznego elektoratu, który nie jest jak mieszkańcy Federacji Rosyjskiej. Nawet ich duma ma pewne granice i pewnego dnia mogą się wkurzyć, że miska jest pusta.

Dziś Apple w dużej mierze towarzyszy zjawisko, które ja nazywam syndromem smoleńskim – etymologię tego stwierdzenia rozpracujcie sobie we własnym zakresie. Jego wyniki sprzedaży napędzają więc dwie grupy osób: fanatyczny elektorat oraz osoby pozbawione kompetencji, by samemu dokonać ewaluacji sytuacji na rynku telefonów komórkowych. Ci drudzy to ci sami, co w większości korzystali z Nokii gdzieś tak nawet jeszcze do 2012 roku, bo przez lata utarło się, że przecież Finowie są najlepsi. Takie osoby, ich prawo, bardzo powoli reagują na zmiany trendów i nawyków. Syndrom smoleński w przypadku fanatycznego elektoratu przejawia się też tendencją do bronienia pomysłów Apple, tylko dlatego, że są to pomysły Apple, w oderwaniu od ich praktycznego znaczenia.

Od dawna wiadomo, że trendy w branży technologii wytycza nie ten, kto je wymyśla, a ten, kto je sprzedaje

Dziś te trendy nie są wyznaczane w Apple, tylko w Samsungu. Nad czym ubolewam, bo podobnie jak wszyscy mam bardzo duży sentyment do sposobu w jaki Amerykanie wyznaczali trendy za życia Steve’a Jobsa. I choć to nie do końca wina rynku, że prawdopodobnie wszystko, co sensowne, zostało już w smartfonowym światku wymyślone, to jednak myślę, że każdy z nas łudzi się, że wielki wizjoner – gdyby żył – oj, to by nam jeszcze pokazał. Pokazał, czego potrzebujemy. Niestety, Jobsa już nie ma, a Apple w 2011 roku zmieniło się z tego Apple, w po prostu Apple Inc.

Tak mniej więcej od premiery SGS6 branża smartfonów gra, jak Samsung im zagra. Samsung mówi, że teraz robimy podwójne szkło sklepione metalem? Coraz trudniej znaleźć producenta, których nie próbuje ich naśladować, a jeśli wierzyć renderom, to i iPhone 8 bardzo niebezpiecznie podąża w tym kierunku. Samsung stawia na tonę rupieci, niepotrzebnych gadżetów, zegarków i badziewia? Nagle wszyscy priorytetyzują zegarki, opaski, robią modę na „fit smartfony”. Podobnie z wirtualną rzeczywistością. Obie technologie są według mnie bardzo mocno na wyrost i nie wróżę im wielkiej przyszłości, ale to Samsung marketingowo nadaje tej rywalizacji tempa.

Konkurencja zaczyna upychać USB-C, w sieci pojawiają się komentarze, że idioci. Rozwiązanie ostatecznie trafia do Samsunga? „Musimy się pogodzić z tym, że to przyszłość” czytamy w komentarzach internautów. Jakby imperium Samsungów było za małe, a konkurenci niedostatecznie często zaopatrywali w m.in. ich wyświetlacze, zbudowali sobie i stale udoskonalają Exynosa, który wyrósł na jeden z lepszych układów świata mobilności. Apple wprawdzie usuwa jacka, znajduje kilku naśladowców, którzy już rozważają powrót do dawnych rozwiązań. Samsung jacka zostawia, obserwuje co się wydarzy. Jeszcze tak ze 3-4 lata temu piłka była po stronie Apple, to on lansował między innymi czytniki linii papilarnych. Ale to chyba ostatnia zmiana Amerykanów, która doczekała się masowych naśladowców.

samsung galaxy s8 plus - recenzja

W pewnym momencie Samsung mówi, że fotografia wskakuje na nowy poziom… No, to tu akurat konkurencja z nich nie ściąga – bo nie umie. Może z wyjątkiem LG, które jako jedyne jest w stanie w mojej skromnej ocenie zapewnić porównywalną jakość mobilnej fotografii.

I wreszcie, Samsung Galaxy S8. To już nie tyle mecz, w którym wygrywasz, to mecz, w którym zaczynasz strzelać bramki na wiwat, by upokorzyć rywala. Zaprezentowany smartfon faktycznie nie ma ramek i to nie ma ramek tak bardzo, że rendery iPhone8 już w tym momencie wyglądają na jego tle „biednie” ze względu na dość sporych rozmiarów stelaż obudowy (osobiście jestem bardzo rozczarowany, bo liczyłem, że iPhone 8 będzie takim Samsungiem, na którego zasługują osoby, nie do końca przekonane do stylistyki „edge”. Wielki ekran na niemal cały front wyświetlacza (co Apple natychmiast… naśladuje), rezygnacja z przycisku pod ekranem (co Apple natychmiast… naśladuje) to estetycznie największa rewolucja na rynku smartfonów od czasu premiery pierwszego iPhone’a, a za nią popłynął gigantyczny marketing.

I ja wam powiem, że ja wcale nie jestem pewien czy to jest takie fajne i takie wygodne. Ale działa na wyobraźnię, bo kiedy wejdziecie do Saturna, to po raz pierwszy od lat watahy groupies ustawiają się przy stoisku z Samsungami, a nie iPhone’ami.

the missed spaceflight

W ogóle nie oceniam, czy lepszy jest iPhone czy Samsung Galaxy S.

Myślę, że system operacyjny odgrywa tu na tyle kluczową rolę, że każdy z czytelników musi sobie odpowiedzieć na to pytanie indywidualnie, patrząc w kontekście własnych przyzwyczajeń, potrzeb, preferencji, a nawet syndromów. Natomiast patrząc na to wszystko z punktu widzenia konsumenta i pasjonata elektroniki, nie sposób nie docenić faktu, na jak wpływowego gracza – dzieciaki z branży reklamowej mówiłyby nawet o najważniejszym „influencerze” – wyrósł w ostatnich latach Samsung, który przez całe lata bezpardonowo i niezbyt kreatywnie rżnął wszystko od Apple, a teraz role się odwróciły.

Zabawnie, bo mam wrażenie, że analogia Apple do FC Barcelony, a Samsunga do Realu Madryt jest niezwykle adekwatna, gdy spojrzy się na obecną kondycję obu drużyn i producentów, a następnie prześledzi je w kontekście całej mijającej właśnie dekady. Tak, Barcelona tez cały czas zarabia krocie i też buduje nowy stadion. Ale co z tego?

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement