Brak obsługi faviconów to jedna funkcja, która dyskwalifikuje Safari

Brak obsługi faviconów to jedna funkcja, która dyskwalifikuje Safari

John Gruber – bloger guru w blogosferze apple’owskiej – odkrył, dlaczego przeglądarka Safari ma niskie udziały w rynku i dlaczego nawet użytkownicy Maków w dużej części wolą Chrome’a.

Otóż chodzi o brak obsługi… faviconów przez Safari.

I wiecie co? Ja się z tą oceną zgadzam. To jest dokładnie jeden jedyny, fundamentalny powód dlaczego zamiast przeglądarki Safari używam przeglądarki Google’a.

Generalnie jest tak:

– Safari jest znacznie szybsza na Makach od Chrome’a,
– Safari jest lepiej zaprojektowana od Chrome’a pod kątem usability,
– Safari jest znacznie lżejszą przeglądarką od Chrome’a,
– Safari pozwala pracować na baterii znacznie dłużej, niż Chrome.

To są wszystko potężnie istotne argumenty. Jedyny argument za Chrome’em jest właśnie obsługa faviconów na kartach przeglądarki i ten powód jest przeważający. U mnie i u tysięcy innych użytkowników Maków, co raportuje Gruber.

Favicony są fundamentalnie ważne dla tych, którzy korzystają naraz z wielu kart przeglądarki, czyli większości z nas. Nie tylko pozwalają na szybką identyfikację odpowiedniej karty lecz przede wszystkim czynią pracę w przeglądarce efektywniejszą, mniej męczącą, przyjemniejszą. Poza tym, z faviconami przeglądarka wygląda lepiej.

Naprawdę trudno znaleźć jakikolwiek argument za tym, by nie pokazywać kolorowych faviconów w Safari. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie apple’owe bullshity o „czystości, prostocie, ujednoliceniu wyglądu w całym systemie operacyjnym”, to – jak słusznie zauważa Gruber – kolorowe favicony stanowiłyby właśnie świetne uzupełnienie wyglądu współczesnego MacOS.

PS Nie, przypięte karty w Safari nie rozwiązują problemu.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement