Zalałem go wodą, wrzuciłem w piach, a on nic. Sprawdzamy głośnik Philips EverPlay BT7900

Akcja partnerska/RTV 25.08.2017
Zalałem go wodą, wrzuciłem w piach, a on nic. Sprawdzamy głośnik Philips EverPlay BT7900

Zalałem go wodą, położyłem przy ognisku, wrzuciłem w piach, oddałem kotom do podrapania, a on nic. Philips EverPlay BT7900 zniósł każdy test, jakiemu go poddałem, z klasą, jakiej się nie spodziewałem.

Przenośne głośniki Bluetooth w cenie do 500 zł zazwyczaj muszą naprawdę wiele znieść, bo ich posiadacze oczekują, że będą mogli je wszędzie zabrać ze sobą. Dlatego testując głośnik Philips EverPlay BT7900 używałem go nie tylko w domowym zaciszu, ale przede wszystkim poza nim. Wszystko po to, aby sprawdzić, jak spisze się tam, gdzie zabierze go potencjalny nabywca.

Mobilność głośnika Philips EverPlay BT7900 jest wzorowa.

Kształt tego urządzenia na pierwszy rzut oka może wydawać się… nieco dziwny. Ma on jednak swoje uzasadnienie i nie jest nim jedynie konieczność zmieszczenia w środku dwóch neodymowych przetworników szerokopasmowych i dwóch pasywnych membran basowych.

Taki a nie inny kształt znacząco ułatwia transport głośnika. Philips EverPlay BT7900 bardzo dobrze leży w dłoni. Mieści się niemal wszędzie. Niemal cylindryczna konstrukcja pozwala bez problemu zmieścić go w torebce, wnętrzu plecaka, czy nawet zewnętrznej kieszeni dedykowanej na butelkę z wodą.

Przy wymiarach 201 x 71 x 72 mm i masie 530 g to bardzo poręczne urządzenie, które wręcz zachęca, by zawsze mieć je ze sobą. Do tego design głośnika jest bardzo przyjemny dla oka. Szczególnie wzór materiału DuraFit, który zależnie od kąta padania światła mieni się nieco innym kolorem.

Zabierając głośnik w podróż możemy być o niego spokojni. Producent zadbał o to, by nic mu się nie stało.

Philips EverPlay BT7900 już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie bardzo solidnego sprzętu. Po dwóch tygodniach i wielu przejściach mogę potwierdzić, że pierwsze wrażenie nie tylko się utrzymuje, ale potęguje – ten głośnik naprawdę potrafi wiele znieść.

Już pierwszego dnia Philips EverPlay BT7900 przeżył bliskie spotkanie trzeciego stopnia z pazurkami jednego z moich kotów. O dziwo, materiał DuraFit, którym pokryte jest urządzenie, zniósł atak futrzaka bez najmniejszego uszczerbku.

Zabrałem też głośnik ze sobą na plażę oraz na ognisko ze znajomymi. Używałem go w deszczu, kładłem w piachu, byłem (momentami bardzo celowo) mocno niedelikatny. I nic! Philips EverPlay BT7900 po dwóch tygodniach użytkowania nadal wygląda, jakby był świeżo wyjęty z pudełka.

Głośniczek spełnia normę IP57, więc woda i pył nie są dla niego problemem. Producent zadbał też o to, by był odporny na wstrząsy – w ramach testu zamknął urządzenie w „komnacie tortur”, symulując ekwiwalent pięciu lat użytkowania.

Nieco obawiałem się o spasowanie gumowej klapki, zakrywającej port ładowania, ale zupełnie niepotrzebnie. Klapka jest na tyle gruba i solidna, że wielokrotne otwieranie i zamykanie nie robi na niej wrażenia.

Wielofunkcyjny kabel USB również spisał się na medal.

W zestawie z głośnikiem znajdziemy kabel do ładowania, który pełni też drugą rolę – paska. Prawdę mówiąc, bałem się o jego wytrzymałość, bo na pierwszy rzut oka końcówki przewodu ściśnięte w plastikowych uchwycie wydały mi się niedostatecznie solidne.

Po niemal dwóch tygodniach nie widać jednak, by moje obawy zyskały jakiekolwiek potwierdzenie w rzeczywistości. Pasek jak się trzymał, tak się trzyma. A dodam tylko, że przez większą część testów używałem go do wieszania głośnika w różnych dziwnych miejscach – na płotach, na drzewach…

Trzeba tylko pamiętać o jednej rzeczy. O ile głośnik sam w sobie jest wodo- i kurzo-odporny, tak przewód już nie. Nie zauważyłem, żeby do portów ładowania przedostał się jakiś piach czy pył, ale na pewno konieczne jest wysuszenie kabla nim włożymy go do głośnika, jeśli wcześniej złapała nas ulewa.

Philips EverPlay BT7900 jest gotów do drogi. Tylko czy brzmi na tyle dobrze, byśmy chcieli go ze sobą zabrać?

Słowem – tak. Jak na głośnik kosztujący mniej, niż 500 zł, Philips EverPlay BT7900 zdecydowanie nie rozczarował mnie brzmieniem.

Niestety, jak każdy głośnik tej klasy, również i Philips emituje dość „ściśnięty” dźwięk, z nieco ograniczoną górą pasma i niezbyt potężnym dołem. To cecha wspólna dla wszystkich głośników tego segmentu. Nie sądzę jednak, by komukolwiek, kto szuka takiego głośnika, mogło to przeszkadzać.

Tym bardziej, że pod innymi względami brzmienie Philipsa EverPlay BT7900 jest zaskakująco pozytywne.

Przede wszystkim – urządzenie potrafi zagrać bardzo głośno. Znacznie głośniej, niż mogłoby wskazywać na to raptem 14W mocy.

Brzmienie jest też o wiele potężniejsze, niż moglibyśmy się spodziewać po głośniczku tych gabarytów. Wewnątrz tej kompaktowej konstrukcji Philips zmieścił dwa neodymowe głośniki szerokopasmowe i dwie pasywne membrany basowe. Wespół tworzą one układ stereo, który zadziwia pełnym, mocnym brzmieniem, zarówno przy wysokim, jak i niskim natężeniu głośności.

Philips stosuje też technologię zapobiegającą odcinaniu pasma i filtr częstotliwości wspierany przez dedykowane DSP, co skutecznie niweluje zniekształcenia i szumy.

Trzeba powiedzieć wprost, że Philips EverPlay BT7900, jak każdy głośnik w tej klasie, nie przekona do siebie audiofilów. Ale też nie po to został stworzony. To ma być głośnik, który zabierzemy ze sobą w drogę. Którym umilimy czas siedząc przy ognisku ze znajomymi. Z którego puścimy muzykę spędzając czas na plaży. Do tych zastosowań nie potrzeba chirurgicznej precyzji brzmienia ani idealnej separacji instrumentów.

Brzmienie ma być ciepłe i przyjemne dla ucha. I właśnie takie jest w Philipsie EverPlay BT7900. Muszę tylko nadmienić, że ten głośnik najlepiej spisuje się w odtwarzaniu muzyki popularnej. Popu, R’n’B, raczej delikatniejszych brzmień.

Nie lubi się za to z ostrą muzyką gitarową, ciężką elektroniką i muzyką klasyczną. Mocne przestery niestety za mocno zlewają się ze sobą, by cieszyć ucho, a basu jest za mało, by zadowolić miłośników techno. O muzyce klasycznej wspominam w zasadzie wyłącznie po to, by przypomnieć, że Philips EverPlay BT7900 nie jest skierowany do jej miłośników.

Oznacza to, że jest grono konsumentów, których ten głośnik swoim brzmieniem nie przekona. Jednak większość nabywców, słuchających na co dzień radiowych hitów, będzie bardzo zadowolona z oferowanej przez niego jakości dźwięku.

Nie można też powiedzieć złego słowa na jakość połączenia i czas pracy tego głośnika.

Philips zachwala, że EverPlay BT7900 jest w stanie utrzymać połączenie Bluetooth nawet w odległości 30 m. I jest to prawda, pod warunkiem, że mówimy o otwartej przestrzeni. W pomieszczeniach, gdzie jest wiele ścian i zakłóceń, nadal możemy liczyć na maksymalnie 8-10 m. Za to na zewnątrz? Zupełnie inna bajka.

Zrobiłem prosty test – zostawiłem głośnik przy ognisku i odchodziłem od niego coraz dalej i dalej. Dopiero po odejściu na prawie 30 m Philips EverPlay BT7900 zaczął przerywać.

Nie rozczarował też czas pracy na jednym ładowaniu. Producent deklaruje 10 godzin z dala od gniazdka i dokładnie tyle udało mi się z głośnika wycisnąć. Do tego, po podłączeniu odpowiedniej ładowarki, 4000 mAh ogniwo ładuje się od prawie zera do pełna w około godziny, dzięki technologii Quick Charge 3.0. To niemal trzykrotnie szybciej, niż konkurencyjne rozwiązania.

W osiąganiu dobrych czasów pracy bardzo pomaga też dopracowany tryb czuwania. Gdy głośnik przechodzi w stan uśpienia, może pracować nawet przez 100 godzin, nim się rozładuje. Aby wybudzić urządzenie, wystarczy na powrót włączyć muzykę.

Na co można powiedzieć złe słowo w przypadku Philipsa EverPlay BT7900?

Przy wszystkich superlatywach znalazłem w tym urządzeniu dwie uciążliwości, obok których trudno mi przejść obojętnie. Pierwsza z nich to przyciski funkcyjne.

Aby zachować wodoodporność, przyciski pokryte są tym samym, gumowanym tworzywem, co klapka zakrywająca złącza. Niestety, tworzywo to jest na tyle sztywne i grube, że skutecznie utrudnia wygodną obsługę przycisków.

Konkretne klawisze trzeba wciskać z bardzo dużą siłą, aby w ogóle zarejestrowały nacisk, a niejednokrotnie spauzowanie utworu wymagało kilku prób, bo przycisk nie chciał zareagować. Również przycisk włączania wymaga silnego nacisku, by wywołać akcję. Na szczęście głośnością i odtwarzaniem muzyki nadal możemy sterować z poziomu smartfona, więc tym, dla których przyciski okażą się zbyt sztywne, polecam właśnie ten sposób obsługi głośnika.

Drugą wadą, jaką zaobserwowałem, jest wykorzystywanie Philipsa EverPlay BT7900 jako zestawu głośnomówiącego. Testując głośnik z kilkoma różnymi smartfonami miewałem problemy z przekazaniem rozmowy na głośnik, pomimo tego, że był odpowiednio sparowany.

Do tego jakość nie była powalająca. Głos rozmówcy był przytłumiony i niewyraźny; w podobny sposób słychać było mój głos po drugiej stronie. Nie wykluczam, że problem z połączeniem to kwestia konkretnego egzemplarza głośnika albo innego błędu na testowych smartfonach, ale jakość połączenia jest obiektywnie przeciętna.

Philips EverPlay BT7900 to urządzenie dla aktywnych.

Nie ma wątpliwości, dla kogo Philips stworzył to urządzenie. To sprzęt dla ludzi, którzy często wychodzą z domu i chcą zabrać muzykę ze sobą. To sprzęt dla tych, którzy nie lubią się „cackać” z elektroniką i oczekują od niej, że dotrzyma im kroku, niezależnie od warunków.

Philips EverPlay BT7900 właśnie taki jest. Mobilny, zaskakująco wytrzymały, z satysfakcjonującą jakością brzmienia. Do tego unikalny materiał pokrywający urządzenie jest nie tylko trwały, ale też przydaje głośnikowi szyku, pozwalając mu wyróżnić się z tłumu.

Jeśli chodzi o głośniczki Bluetooth w cenie poniżej 500 zł, naprawdę trudno o równie udaną konstrukcję.

 

* Materiał powstał przy współpracy z marką Philips

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement