Candy Crush w steampunkowym świecie z mechami? Jestem na tak! Ironcast – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 12.08.2017
Candy Crush w steampunkowym świecie z mechami? Jestem na tak! Ironcast – recenzja Spider’s Web

Czytelnikom Spider’s Web nie trzeba przedstawiać gatunku Match-3. Dzisiaj to jeden z najpopularniejszych typów gier na smartfony i tablety, co by wskazać serię Candy Crush Saga. Starsi gracze pamiętają, że łączenie kolorowych diamencików może mieć ciekawsze, bardziej ambitne oblicze. Dawniej godny polecenia był Puzzle Quest. Dzisiaj wart uwagi jest steampunkowy Ironcast.

W 1875 roku Francja wypowiedziała wojnę Wielkiej Brytanii. Powodem była kradzież niezwykle cennego surowca energetycznego – Voltytu – z francuskich laboratoriów. Od tego czasu żołnierze Królowej Wiktorii toczą bitwy ze swoimi kontynentalnymi sąsiadami, a gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę. Voltyt generuje nieporównywalnie więcej energii niż węgiel, dając gospodarczą, polityczną, technologiczną oraz militarną przewagę nad wszystkimi rywalami. Kto zmonopolizuje jego dostawy, ten będzie miał władzę nad steampunkowym światem wypełnionym niecodziennymi wynalazkami.

Tytułowy Ironcast to wielki steampunkowy mech bojowy, jakim pośrednio steruje gracz.

Nim przewrócicie oczami i zamkniecie kartę przeglądarki, dajcie sobie wytłumaczyć mechanizm stojący za tym tytułem. Ironcast nie jest typową produkcją Match-3 w stylu Candy Crush Soda. Gra posiada znacznie więcej warstw oraz aspektów rozgrywki. Łączenie kolorowych symboli to jedynie środek do celu, nie cel sam w sobie. Poza zabawą na wielobarwnej tablicy prowadzimy ostrzał, wybierany czułe punkty przeciwnika, korzystamy z umiejętności specjalnych, stawiamy osłony i wiele, wiele więcej.

Każdy Ironcast posiada cztery kluczowe parametry. Fioletowy kolor symbolizuje poziom amunicji/liczbę ataków w jednej turze. Pomarańczowa barwa oznacza liczbę akcji defensywnych, takie jak manewry wymijające czy aktywacja generatora osłony. Błękit to element chłodzący, niezbędny po serii ataków wyprowadzonych w kierunku przeciwnika. Z kolei zielony kolor symbolizuje zdolność do natychmiastowych napraw jednej z czterech możliwych do zniszczenia części mecha.

W przeciwieństwie do Puzzle Questa, łączenie kolorowych symboli to dopiero pierwsza faza tury. Drugą jest umiejętne wykorzystanie zebranych zasobów. Proste naciskanie przycisku ataku nie zaprowadzi nas daleko. Może pozwoli wygrać dwie, maksymalnie trzy pierwsze potyczki, ale na tym koniec. Doświadczony dowódca mecha wie, że zbyt ofensywne działania mogą doprowadzić do przegrzania mecha lub utraty osłony. Dlatego kluczem do zwycięstwa jest planowanie na kilka tur do przodu.

Na to zostaje nałożony gorset ataków punktowych, rozwoju mechów, awansów z poziomu na poziom i specjalnych umiejętności.

Dwie bronie, pancerz oraz nogi – wszystko to można zniszczyć, dokonując punktowych ataków. Jeżeli wyeliminujemy wyrzutnię rakiet wroga, ten nie będzie miał nas czym zaatakować. Uszkadzając jego nogi, nie pozwolimy mu na manewry wymijające. No chyba, że przeciwnik posiada odpowiednio wiele zielonych punktów – wtedy może dokonać natychmiastowych napraw, uciekając spod bramkowej sytuacji. Właśnie w takich sytuacjach docenicie racjonalne wydawanie zasobów.

Istnieje kilka typów Ironcastów. Każdy ma unikalną cechę, a także losowo przydzielane specjalne umiejętności. Z poziomu na poziom awansujemy nie tylko wielką maszynę, ale również jej pilota. Osoby kierujące mechami także posiadają własne sztuczki w rękawach. Daje to wiele potencjalnych buildów dostosowanych do różnych działań. Część jest świetna w ofensywie, inne doskonale radzą sobie podczas długich starć, kiedy pozostałe pełnią funkcję defensywnych tarcz strzeleckich. Nie ma czegoś takiego jak mech idealny. No i bardzo dobrze. Przynajmniej jest ciekawie.

Byłem zdziwiony, jak trudny i wymagający jest Ironcast. Zwłaszcza, że po zniszczeniu mecha… zaczynamy od zera!

Logiczna gra posiada znamiona subgatunku roguelike. Na mapie taktycznej zawsze mamy do wyboru kilka losowo dobieranych misji. Jeżeli podczas wykonywania któregoś z zadań nasz mech zostaje zniszczony, tracimy wszystko. Maszynę. Pilota. Punkty doświadczenia. Złom, za który opracowuje się nowe bronie, pancerze i technologie. Po smutnym widoku wielkiego robota stojącego w ogniu wracamy do głównego menu. Stąd możemy wybrać jedynie opcję New Game.

Bardzo brutalne zasady. Jest w nich jednak coś magnetycznego. Coś, co przyciąga do ekranu konsoli, pomimo dziesiątek niepowodzeń. Gdy w końcu trafią się nam dobre umiejętności, dopisze nieco szczęścia i zdobędziemy wiele broni oraz pancerzy, każde kolejne starcie staje się coraz bardziej emocjonujące. To trochę jak podróż przez świat Dark Souls, z gigantyczną pulą punktów doświadczenia do wydania przy bezpiecznym ognisku. Jeżeli po drodze podwinie się nam noga, wszystko przepada. Przy takich zasadach każda walka dostarcza emocji.

Wyśrubowany poziom trudności sprawia, że Ironcast jest dobrym wyborem zarówno podczas krótkiej rozgrywki w terenie, jak również dłuższego posiedzenia przed TV. Grając w ten tytuł mobilnie, za pomocą konsoli Nintendo Switch, żal po częstych porażkach jest jak gdyby mniejszy. Z kolei w salonie dałem się porwać historii, która posiada drugie dno wychodzące poza konflikt na linii Wielka Brytania – Francja. Obie formy zabawy zdają egzamin, chociaż w każdym z przypadków gracz kładzie akcenty na nieco inne elementy gry logicznej.

Szkoda tylko, że Ironcast jest tak wybrakowany z dodatkowych trybów oraz zawartości.

Po przejściu głównej kampanii ma się ochotę na więcej. Producenci nie wyczerpują tematu. Steampunkowy świat skrywający mroczną tajemnicę posiada spory potencjał. Większy niż te kilka godzin scenariusza, kilkadziesiąt linii dialogowych oraz garść kosmetycznych decyzji do podjęcia. Doskwiera brak dodatkowych trybów rozgrywki. Zwłaszcza taj podstawowych jak pojedynek 1v1 z innym żywym graczem (najlepiej na jednym Switchu). Nie obraziłbym się też na sieciową ligę z postępami resetowanymi co tydzień/miesiąc.

Gra kosztuje zaledwie 58 złotych, więc ktoś może mi napisać, że nie powinienem się czepiać. Moje uwagi nie są jednak perfidnymi złośliwościami, ale głodem wywołanym kontaktem z dobrą grą. Ironcast jest naprawdę niezły. To na ten moment druga najlepsza gra logiczna dostępna na konsoli Nintendo Switch, ustępująca miejsca na podium jedynie uroczemu Snipperclips. Gdyby producenci tego Match-3 dali sobie więcej czasu i środków na realizację dodatkowych trybów, mielibyśmy produkcję wystarczającą na tygodnie, jak nie miesiące zabawy.

Co się udało:

  • Zadziwiająca głębia rozgrywki. Łączenie kolorowych symboli to tylko część zabawy
  • Rozwój mecha oraz jego pilota
  • Za błędy płaci się tutaj niezwykle surowo
  • Obsługa dotykowego ekranu na Nintendo Switchu
  • Atrakcyjna konsolowa cena (58 zł)

Co się nie udało:

  • Brak jakichkolwiek trybów poza kampanią
  • Za mało mechów oraz pilotów do odblokowania
  • Spora losowość rozgrywki
  • Zmarnowany potencjał na większą, lepszą i ładniejszą grę logiczną

Ironcast to jedna z najciekawszych premier dla Switcha w czasie ogórkowego sezonu. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony głębią rozgrywki, a także wyśrubowanym poziomem trudności. Szkoda, że mocno statyczne, powtarzalne i nijakie zrzuty ekranu kiepsko to oddają.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement