Pięć powodów, dla których nie kupiłem iPhone’a

Felieton/Sprzęt 24.08.2017
Pięć powodów, dla których nie kupiłem iPhone’a

Od lat chodziła za mną myśl o kupnie iPhone’a. Z każdą kolejną generacją mówiłem sobie, że w końcu to zrobię. I teraz, kiedy za momencik zobaczymy iPhone’a 8… postanowiłem znów kupić smartfon z Androidem.

Swój proces decyzyjny towarzyszący potencjalnemu zakupowi iPhone’a mogę streścić jako kilkuletnią batalię między sercem, a rozumem. Szczególnie trudną w okresie, kiedy byłem użytkownikiem MacBooka.

Serce cały czas chciało iPhone’a.

Z jego spójną estetyką, niezrównaną płynnością pracy, ekosystemem i aplikacjami, o których na Androidzie mogłem tylko pomarzyć.

Rozum wzdrygał się na samą myśl o wydaniu na smartfon większej kwoty, niż na laptopa.

W tym roku sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały. Z jednej strony, wszystkie argumenty za iPhone’em wciąż były w mocy, a do tego iPhone 8 zapowiada się na rewolucję. Z drugiej, przestałem używać MacBooka, a smartfony z Androidem ze średniej półki zrobiły się tak dobre, że sam pomysł wydania na telefon więcej, niż 2500 zł, wydawał mi się absurdalny.

Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się też myśl o tym, by postawić na flagowca z Androidem. Jednak cena topowych urządzeń skutecznie powstrzymywała mnie przed zakupem, tak jak robiła to w przypadku iPhone’a. Aż pewnego dnia na niemieckim Amazonie Galaxy S8 oraz iPhone 7 trafiły na promocję i były dostępne w równie niskiej, bardzo racjonalnej cenie.

Kilka klików później stałem się posiadaczem Samsunga Galaxy S8.

Decyzję musiałem podjąć bardzo szybko. Promocja trwała tylko 24 godziny, a zapasy magazynowe przecenionych produktów topniały w oczach. No i wybrałem. Tydzień później ze zdumieniem stwierdzam, że choć przy podjęciu ostatecznej decyzji przeważyły argumenty zdroworozsądkowe, to i serce ma się z czego cieszyć.

Dlaczego postawiłem na Androida? Powodów jest kilka.

Po pierwsze – nie mam Maca.

Gdybym nadal używał MacBooka jako głównego narzędzia pracy, debatę można by uznać za niebyłą. W mojej kieszeni spoczywałby iPhone. Jednak nie mając MacBooka, byłby to odrobinę bezcelowy zakup. Cały czas czułbym, że nie wykorzystuję potężnej części potencjału smartfona.

Po drugie – 4,7” to o co najmniej pół cala za mało.

W cenie, którą uznałem za rozsądną, mogłem zakupić tylko mniejszego iPhone’a. Mniejszy ekran może i jest bardziej wygodny w użyciu, i nie wypycha tak kieszeni, ale osobiście wykorzystuję telefon przede wszystkim do czytania. Więc większy ekran = lepszy ekran.

Co mile mnie zaskoczyło, w Samsungu Galaxy S8 nie musiałem pójść na żaden kompromis. Mam duży, 5,8-calowy ekran w obudowie tylko minimalnie większej od iPhone’a 7. Ja to mówią Amerykanie: win-win.

Po trzecie – „dizajn” iPhone’a 7 już dziś się opatrzył.

A co będzie za rok? Smartfona na własny użytek kupiłem z myślą o co najmniej półtorarocznym użytkowaniu. Galaxy S8 cieszy oko. Jest świeży. Naprawdę piękny. iPhone 7? Meh. W jego stylistyce nie ma absolutnie nic porywającego. Wydając spory pieniądz na telefon oczekuję jednak czegoś, co nie tylko będzie mi dobrze służyć, ale też sprawiać wizualną przyjemność.

Po czwarte – ograniczenia iOS byłyby trudne do przeżycia. A ja cenię sobie święty spokój.

I nie, nie mówię tu o tym, że na iOS nie można zmienić ikonek, bo ten problem może spędzać sen z powiek co najwyżej 15-latkom. Mówię raczej o braku możliwości zmiany aplikacji domyślnych.

Moją główną przeglądarką jest Chrome. Klientem poczty – Inbox. Nawigacją – Google Maps. I chcę, żeby mój telefon zawsze kierował mnie właśnie do nich, a nie do znacznie gorszych, natywnych aplikacji.

Po piąte – brak aplikacji przestał być rażącym problemem.

Na przestrzeni ostatniego roku wiele się zmieniło w świecie Androida. Czołowi twórcy, tacy jak chociażby Evernote, dogonili iOSowe wersje aplikacji na Zielonym Robocie. Ba, momentami mam wrażenie, że androidowe odpowiedniki prześcigają te z iOS-a.

Nadal problemem pozostaje brak dostępności niektórych aplikacji na Androida. Są to aplikacje mocno niszowe, jak zaawansowane edytory tekstu czy programy do zaawansowanej obróbki dźwięku, ale jednak – na Androidzie ich nie ma. Bardzo bolał mnie szczególnie jeden brak. To Scrivener, który ma fenomenalną aplikację na iOS, a której próżno szukać na Androidzie. To się jednak zmieni. Twórcy zapowiadają, że androidowa wersja ukaże się już w przyszłym roku. A skoro program, którego najbardziej mi brakowało, trafi na Androida, to… po co w zasadzie miałbym stawiać na iOS-a?

Tu miała być część o tym, dlaczego żałuję tej decyzji. Ale… nie żałuję.

Gdy zacząłem pisać ten tekst, zakładałem, że w tym miejscu pojawią się akapity o tym, dlaczego żałuję zakupu Samsunga Galaxy S8 i zmiany decyzji o kupnie iPhone’a. Ale tak w zasadzie, to… absolutnie nie żałuję podjętej decyzji.

Samsung Galaxy S8 nie jest produktem bez wad. Jego czas pracy na jednym ładowaniu pozostawia nieco do życzenia, a umiejscowienie czytnika linii papilarnych po prostu woła o pomstę do nieba. Bixby? Nie ma żadnego zastosowania. Oprogramowanie? Bardziej przeładowane funkcjami już chyba być nie mogło.

Ale piękna stylistyka, doskonały aparat, śliczny ekran i ogólna przyjemność użytkowania na co dzień sprawiają, że jedyne, czego mogę dziś żałować, to fakt, iż nie mogłem sobie pozwolić na dołożenie do debiutującego Samsunga Galaxy Note 8.

Na pewno nie żałuję tego, że postawiłem na Androida zamiast na iOS. Gdybym planował w najbliższej przyszłości powrót do Maca, pewnie byłoby inaczej. Ale że na to raczej się nie zanosi, Galaxy S8 w pełni mnie satysfakcjonuje. Co by nie mówić, produkty Apple wyjęte ze swojego ekosystemu potwornie tracą na uroku.

Nadal nie uważam, by kupno flagowca było rozsądne.

Abstrahując od całej tej debaty „iOS kontra Android” – telefony z najwyższej półki osiągają dziś zawrotne ceny. Trudno o sztandarowy telefon kosztujący mniej, niż 3 tys. zł. Nowy Note 8 ma kosztować ponad 4 tys. Nie mówiąc już o iPhonie 8, który – tak obstawiam – będzie startował z pułapu 4999 zł. Co najmniej.

I chociaż topowe smartfony z pewnością mają wiele cech, które mogą tę cenę usprawiedliwiać, tak ich zakup… można śmiało uznać za irracjonalny. Niemal równie dobre smartfony można dziś kupić w cenie nieprzekraczającej 2 tys. zł. Ba, większości użytkowników w zupełności wystarczy taki smartfon, którego cena nie przekracza 1200-1500 zł.

Dlatego też, gdy już zdecydowałem się zostać na Androidzie, musiałem zadać sobie pytanie, czy wybór topowego smartfona do rozsądna decyzja.

Prawdę mówiąc, gdyby nie kapitalna promocja na Amazonie, pewnie biegałbym dziś z Moto Z2 Play w kieszeni. Albo OnePlus 5. To są smartfony wycenione rozsądnie względem możliwości. Katalogowa cena Samsunga Galaxy S8 jest niestety nieco trudna do strawienia, zwłaszcza kiedy pomyślimy o tym, jak niewiele dostajemy względem przyrostu ceny.

Kiedy jednak topowe urządzenie dostępne jest w cenie średniopółkowej, sytuacja wygląda inaczej. Za Samsunga Galaxy S8 w promocji zapłaciłem nieco ponad 2500 zł. A taką cenę, w przypadku takiego sprzętu, trudno uznać za irracjonalną.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement