Android jest systemem przyszłości, mojej przyszłości. Jestem gotowy na taką deklarację

Felieton/Technologie 18.08.2017
Android jest systemem przyszłości, mojej przyszłości. Jestem gotowy na taką deklarację

Miałem i planowałem czekać na iPhone’a 8, ale dosłownie 20 minut temu kupiłem sobie Samsunga Galaxy S8, co jest moim zdaniem bardzo wymowną deklaracją z mojej strony. 

Starsi stażem, może nawet: najstarsi stażem czytelnicy Spider’s Web pamiętają zapewne, że moje relacje z Androidem były bardzo napięte. System ten, nawet jeszcze w wersjach 4.x uważałem za kompletnie nieużywalny. Doszło do tego, że w pewnym momencie podirytowany uciekłem na stabilny Windows Phone w jakiejś Lumii ze średniej półki i byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Może nie miałem tan Snapchata (teraz, co ciekawe, też nie mam – z wyboru), ale przynajmniej byłem w stanie wykonać trzy rozmowy telefoniczne bez konieczności przywracania telefonu do ustawień fabrycznych w międzyczasie.

O tym jak poszedłem na wojnę z Androidem.

Pisałem kiedyś nawet na Spider’s Web, że chyba z tego systemu już nic nie będzie i najlepiej byłoby go zaorać. Na szczęście, a nie zdarza mi się to często, trochę się w tej materii pomyliłem. Trochę, bo nadal uważam, że przynajmniej do wersji 5.0 Android nie był systemem, który nadawałby się do masowej dystrybucji. Ale Google i producenci telefonów wylali dużo potu, krwi i łez. Dziś jest to system operacyjny, w którym dostrzegam przyszłość, a najjaśniejszą deklarację postanowiłem wyrazić portfelem.

Chciałbym żeby to było jasne, ponieważ stoczyłem w tamtym czasie wiele bojów i kłótni, również z czytelnikami Spider’s Web. Nie miałem racji w tym, że z Androida chyba już nic nie będzie. Miałem natomiast rację twierdząc, że jest to system niedopracowany i nad wyraz zawodny. Znam wiele osób, które potrafiły się w dyskusjach ze mną upierać, że Android 2.3 czy 4.1 chodzą doskonale i na pewno coś jest ze mną nie tak, choć dziś – po latach – można odnaleźć w sieci ich komentarze, gdzie nawet jeszcze edycji 5.0 zarzucają, że była fatalna. Tak to się właśnie zmieniała u nich perspektywa, co niejako odbieram jako potwierdzenie, że wszystko z moją oceną sytuacji w tamtym czasie było w porządku.

O tym jak Android wygrał.

Musicie wiedzieć, że chciałem w tym roku przeskoczyć na iOS. Z prozaicznego powodu. Od mojego powrotu do Androida minęły już dwa lata, przez ten czas zaliczyłem dwa telefony w dłuższej relacji (SGS6 i HTC 10), miałem też kilka one week standów z LG, Huawei, Xiaomi czy Xperiami. Uznałem, że skoro nigdy nie miałem swojego własnego, prywatnego iPhone’a, to teraz jest najlepszy moment, by moja dusza gadżeciarza mogła zostać zaspokojona nowym ekosystemem, nowymi zabawkami. Odłożyłem więc na koncie bezpieczne 5000 złotych i tak mniej więcej od maja czekam na zapowiedź iPhone’a 8. Nawet przebąkiwałem chłopakom z redakcji, że też się z nimi chętnie wybiorę do Drezna.

I wiecie co? I chodziłem struty z tą myślą już od jakiegoś czasu, wszakże dla Kuby sprzed 3 lat byłoby to niemalże bluźnierstwo. Nie jestem skłonny zamienić dziś Androida na iOS.

Powodów jest kilka. Przede wszystkim – źle się czuję w ekosystemie iOS, jestem tam naprawdę wyobcowany. To oczywiście kwestia zmiany nawyków i przyzwyczajeń, ale ja… Chyba już nie chcę zmieniać tych przyzwyczajeń. iOS, najpiękniejszy system świata w wersji 7.0, jakoś strasznie się zapaskudził w wersji 10.0 i zapowiedź edycji 11.0 wcale nie rokuje dla niego lepiej. Brakowałoby mi dymków Messengera i praktycznego paska powiadomień, gdzie te powiadomienia w rozsądny sposób się grupują.

Mam jakieś takie dziwne przeczucie, że Android jest systemem bardziej przyszłościowym, że to on zdominuje świat nie tylko liczbowo, ale i faktycznie. Wszyscy się chyba zgodzimy, że również z punktu widzenia użytkownika z Polski wydaje się być lepszym rozwiązaniem. Wreszcie, powiem coś brutalnego, ale naprawdę tak uważam: Android trafia dziś na znacznie lepszy hardware, niż ma to miejsce w przypadku iOS-a i tego argumentu też nie sposób ignorować.

the missed spaceflight

O tym, jak przyłączyłem się do swojego wroga.

Że Android nadaje się do pracy? To niby truizm, banał, w końcu sam korzystam z niego zupełnie komfortowo od dwóch lat. I pewnie kontakty znowu nie zgrają mi się automatycznie i coś tam trzeba będzie poprawiać, a po ośmiu miesiącach zrobię – dla higieny umysłu – factory reset. Ale jakoś mnie to nie przeraża, bo poza tym wszystko będzie tak, jak trzeba. To, że dwa lata temu kupiłem Androida, było niejako koniecznością. Ale to, że dziś, w przededniu nowego iPhone’a, z premedytacją podjąłem decyzję o tym, że chcę się na dłużej związać z ekosystemem Google’a, było bardzo poważną deklaracją z mojej strony. Deklaracją, której nie żałuję i ufam, że  jest ona inwestycją w przyszłość.

Co więcej, deklaracją, którą chyba po raz pierwszy w swoim Androidowym życiu czynię bez kompleksów względem konkurenta. Wybrałem lepszego.

PS Swoją drogą zabawne, że za najdoskonalszą formę Androida uznaję tę Samsungową, którego swego czasu (uważam, że w tamtym czasie również zasłużenie) także odsądzałem od czci i wiary na łamach Spider’s Web.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement