Dlaczego smartfon powinien być wytrzymały i jak powinien być zbudowany?

Dlaczego smartfon powinien być wytrzymały i jak powinien być zbudowany?
Advertisement

Mój smartfon jest bardzo wytrzymały, ale niestety zabrakło mu jednej istotnej funkcji, którą do tej pory – przyznam szczerze – bagatelizowałem. Ale od początku… 

W piątek, w nocy z 2 na 3 czerwca 2017 roku udałem się wraz z grupką przyjaciół do stołecznej Kafefajki. Racząc się aromatem fajki wodnej oraz kolorowymi płynami rozmawialiśmy w swoim gronie o tym, że branża to już nie to samo co kiedyś, coraz trudniej dogadać się z kierowcami w Uberze, że nie ma, nie ma miłości na Tinderze i – co jakiś czas – żeby zamówić nową sziszę, bo ta już jest pusta.

Między godziną 00:34 a 02:37 płyny stawały się coraz bardziej przezroczyste, a ja odkryłem w Janku S. bratnią duszę. Później nie pamiętałem dlaczego. W zasadzie pierwsze co pamiętam w następnej kolejności, to jak z grupką kolegów staliśmy w toalecie stołecznej Kafefajki i wszyscy zastanawialiśmy się jak udało mi się wrzucić mój smartfon do zlewu.

Aha – zlew jest w tej historii eufemizmem.

No i niestety zaczęło się. Początkowo smartfon nie chciał się włączyć w ogóle, następnie przez kilka dni wariował. Obecnie działa już całkiem nieźle, gdyby nie fakt, że wysiadła mu niemal cała komunikacja bezprzewodowa: WiFI, Bluetooth, GPS, a NFC włącza się tylko jak jestem w domu, za to nigdy w sklepie. Na ekranie pojawiły się takie dziwne czarne paski i nie mam złudzeń – koniec jest bliski.

A jeszcze kiedyś, kilka miesięcy temu, słuchałem sobie YouTube’a w czasie kąpieli i po chwili odkryłem, że najwyraźniej „zalał” się głośnik (co było dziwne, bo dystans do wody był dość spory). Na szczęście telefon wysechł i z czasem się naprawił.

Z naszymi smartfonami jest tak, że na początku je kochamy, potem są nam stosunkowo obojętne, aż wreszcie wchodzimy w fazę „jakby wpadł pod pociąg, to przynajmniej mógłbym kupić coś nowego”. Ale to iluzja – niezależnie od etapu, na jakim się znajdujemy, natychmiast doceniamy go, kiedy tylko go stracimy. Tak pisał Paolo Coelho i takie jest życie.

Obecnie od kilku dni operuję na pożyczonym od Kosińskiego LG G6 (chciałem sprawdzić prawdziwość teorii, że LG ma świetny co drugi telefon z tej linii – sprawdziła się) i Koreańczycy utwierdzają mnie w przekonaniu, że w przyszłości muszę wreszcie zacząć brać pod uwagę aspekt wodoodporności. Uznawałem to za detal, zbytek, gadżet dla ludzi robiących zdjęcia na basenie. Ale – jak widać – przydaje się w najmniej oczekiwanych okolicznościach.

Swoją drogą liczba osób, które utopiły telefon w toalecie, z tego co wyczytałem w sieci, jest niepokojąco wysoka. Ale nie mnie oceniać.

Telefony się niszczą, telefony upadają, rysują się, pękają i zalewają wodą.

Jeśli, podobnie jak ja, jesteście estetami, potłuczony telefon może być dla was źródłem regularnego dyskomfortu. Pamiętam jak swego czasu byłem struty, gdy przez kilka miesięcy biegałem z pajęczynką na wyświetlaczu.

Nie ma czegoś takiego jak uniwersalna recepta na wytrzymałość telefonu, ale są urządzenia zaprojektowane pod tym kątem lepiej i gorzej. Podobnie jak mój dotychczasowy smartfon, LG G6 ma zespół przydatnych cech. Za takie nie uważam Gorilla Glass, które od lat uważane jest za jakąś cudowną technologię. W praktyce szkło i tak zbiera zarysowania i wszystko jest kwestią szczęścia. Niestety, ale tylko oszpecenie telefonu folią lub szkłem hartowanym, daje nam umiarkowaną gwarancję utrzymania go w stanie „do odsprzedaży”.

Osobiście jestem też wielkim zwolennikiem zastosowanego w G6 rozwiązania z tradycyjnym, konserwatywnym, staropolskim płaskim ekranem. Moim zdaniem jest to nie tylko wygodniejsze w obsłudze, niż cudowanie w niektórych modelach konkurencji, ale przede wszystkim telefon trzyma się wygodniej, a coś mi podpowiada, że takie ułożenie wyświetlacza znacząco wpływa też na jego odporność.

LG G6 jest solidny telefonem, ja o takich – trochę wbrew geneder – lubię mówić „męskim”. Niewątpliwie czuć go w dłoni, on trochę waży, ale płynie za tym kilka atutów nie tylko natury sprzętowej. Jednym z nich ma być zwiększona wytrzymałość, zaświadczana specjalnym, militarnym certyfikatem, który wiąże się między innymi z lepszą odpornością na upadki. Dawid by mi raczej tego nie wybaczył, więc nie rzucałem nim z okna, ale wystarczy przejść się po wystawie telefonów w sklepie z elektroniką, by szybko zrozumieć, że G6-tka jest w stanie bez większego problemu przeżyć konkurencję na wojnie.

MLT-STD-810G.

Nie, nie przeszedłem w rozmowie z wami na standard binarny. To nazwa tego sławetnego, militarnego certyfikatu, który został przyznany LG G6, a którym posługuje się na co dzień amerykańska armia przy ustalaniu standardów wytrzymałościowych sprzętu. Zanim urządzenie zostało wprowadzone do sprzedaży, przeszło więc szereg rozmaitych testów, uwzględniających między innymi upadki z wysokości czy odporność na drgania.

Pyłoodporność, wodoszczelność, wojskowe certyfikaty. Jeśli wiedziecie życie na krawędzi albo macie w znajomych Janka S. z jego niebezpiecznym dla otoczenia parciem do alkoholu, warto mieć te atuty na uwadze.

ZOBACZ: LG G6 – recenzja po 2 miesiącach używania

SPRAWDŹ: Spider’s Web TV na YouTubie – zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Dołącz do dyskusji

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement