Z tymi samochodami będzie musiała się zmierzyć Tesla Model 3

Artykuł/Motoryzacja 29.07.2017
Z tymi samochodami będzie musiała się zmierzyć Tesla Model 3

35 tys. dol. – zgodnie z obietnicami od takiej ceny (bez podatków, przed rządowymi dopłatami) zaczyna się w Stanach Zjednoczonych cena Tesli Model 3. Za model dostępny na start zapłacimy jeszcze więcej. A co na to konkurencja?

Dla przypomnienia: na początek dostępne są dwie wersje Modelu 3.

Pierwsza kosztuje 35 tys. dol., przejedzie bez ładowania trochę ponad 350 km (teoretycznie), od 0 do 60 mil na godzinę przyspieszy w 5,6 s, maksymalnie rozpędzi się do 210 km/h. Przy ładowaniu z Superchargera zyskamy 210 km zasięgu w 30 minut.

Druga wersja, traktowana jako pakiet „Long Range Battery” kosztuje 44 tys. dol., przejedzie bez ładowania 500 km, do 60 mil na godzinę przyspieszy w 5,1 s, maksymalna prędkość wynosi 225 km/h. Ładując z Superchargera zyskujemy 275 km zasięgu w ciągu 30 minut.

Tylko że tańszej wersji… na razie nie ma.

Pojawi się dopiero jesienią. Przez jakiś czas Tesla dostarczać będzie więc klientom wyłącznie szybsze i droższe warianty.

Mamy więc dwie ceny – 35 tys. dol. i 44 tys. dol. Do tego dochodzi jeszcze 5 opcji i pakietów. Po pierwsze możemy zmienić kolor lakieru – każdy inny niż czarny kosztuje nas 1000 dol. Do wyboru są też dwa rozmiary felg – 18 calowe bez dopłaty i 19 calowe za 1,5 tys. dol.

Trzy dostępne pakiety są już droższe. „Premium Upgrades Package” kosztuje 5 tys. dol., „Enhanced Autopilot” kosztuje kolejne 5 tys. dol., natomiast nieaktywna jeszcze opcja w pełni autonomicznej jazdy kosztuje jeszcze 3 tys. dol. (i wymaga wykupienia rozszerzonego Autopilota).

To ile kosztuje Tesla Model 3?

Najtańsze egzemplarze, ani powolne, ani gołe, kosztują oczywiście 35 tys. dol. Jeśli taką wersję doposażyć pod korek, ale bez opcji powiększonego pakietu akumulatorów, wyjdzie nam 48 tys. dol. Jeśli chcemy lepszego przyspieszenia i większego zasięgu albo po prostu nie chcemy czekać do jesieni, rachunek przed dodaniem podatków wyniesie około 59,5 tys. dol.

Mało? Dużo? Zerknijmy do konkurencji.

Jako że europejskich cen Modelu 3 jeszcze nie ma, posiłkujemy się amerykańskimi wersjami witryn producentów samochodów. Rywale są dość oczywiści – to wyższa półka kompaktowych sedanów. O ile za kompaktowe można nadal uważać samochody o długości nadwozia w okolicach 4,7 m i rozstawie osi 2,8 m. Co ciekawe, Tesla ma odrobinę większy rozstaw osi od większości konkurentów – kilka centymetrów, ale zawsze coś.

Pamiętajmy tylko o jednym – bazowe wersje samochodów w Stanach Zjednoczonych często wyposażone są w o wiele mocniejsze silniki, niż ma to miejsce w Polsce.

Audi A4 startuje od 36 tys. i w podstawowej wersji jest o 0,1 s wolniejsze do 60 mph niż bazowa Tesla Model S.

Od 51 tys. zaczyna się już cena S4, która przy starcie do tej prędkości z łatwością pokona każdą wersję Modelu 3 (4,3 s).

Pełne doposażenie S4 zdecydowanie jednak przekroczy maksymalną cenę Modelu 3. Można za to popróbować w tej kwestii z również szybkim (acz mniejszym) S3 (43 tys. dol.). Szalone RS3 (3,9 s do 60 mph) to wydatek zaczynający się od 55 tys.

Mały wybór? Cenowo Model 3 z dodatkami (nawet w słabszej wersji) będzie rywalizował nie tylko z S/RS3 i A/S4, ale też z A5 (43 tys.), S5 (55 tys.) i A6 (od 48 tys.). I od większości tych samochodów nie będzie szybszy.

Roczna sprzedaż: 337 tys. (2016)

Podobnie jest z BMW. 3-ka zaczyna się od 33,5 tys. dol.

Za 43 tys. mamy 4-kę, za 51 tys. 5-tkę, a jeśli mamy 52,5 tys., możemy sobie nawet pozwolić na M-kę. Choć zaledwie na bazie serii 2 – M3 to koszt co najmniej 64 tys. dol.

W cenie maksymalnie doposażonej Tesli Model 3 możemy z salonu BMW wyjechać nowiutką 340i z napędem na obie osie (wyraźnie szybszą od Tesli Model 3), z 19-calowymi felgami i całkiem sporą liczbą dodatków. Wszystkich opcji i pakietów niestety nie wybierzemy – znacząco wtedy przekroczymy budżet pozwalający na kupienie Modelu 3 ze wszystkim, co tylko możliwe.

Roczna sprzedaż: 411 tys. (2016)

Najdroższy z tej trójki jest Mercedes. Klasą C wyjedziemy z salonu płacąc co najmniej 40 tys. dol.

I też w porównaniu z Modelem 3 nie będzie to powolny samochód – 60 mil na godzinę zobaczymy na liczniku po 5,8 s. Ba, za 54 tys. (więc na dodatkowe wyposażenie zostanie niewiele) możemy kupić C43 AMG z 4,6 s do 60 mph.

A jeśli szukamy większego samochodu, od 53 tys. zaczyna się klasa E. Bazowa E300 będzie o równą sekundę wolniejsza w sprincie od najlepszej aktualnej wersji Modelu 3. Nie poszalejemy też z opcjami za pozostałe 4 tys. dol.

Roczna sprzedaż: 425 tys. (2016)

Jaguar XE kosztuje prawie dokładnie tyle samo co Tesla Model 3.

36 tys. dol. – tyle przyjdzie nam zapłacić w najlepszym przypadku za najmniejszego sedana Jaguara. Od tego poziomu zaczyna się bowiem wersja 25t, która w sprincie osiąga wynik na poziomie 6 sekund. Za 42 tys. mamy już odmianę 35t z silnikiem V6, która z rezultatem na poziomie 5,1 s pokonuje nawet mocniejszy Model 3.

Inną kwestią jest wyposażenie dodatkowe. Sensowny Prestige zaczyna się od 42 tys. dol. w przypadku słabszej odmiany silnikowej.

Fani większych samochodów też będą mieli co wybrać u Jaguara – za 48 tys. dostępny jest XF.

I… to jeszcze nie wszystko.

Jak widać, konkurencyjnych samochodów elektrycznych w zasadzie w tym zestawieniu nie ma. Bo i trudno udawać, że konkurencją dla 3-ki jest i3 od BMW czy Leaf od Nissana (startujący od 31 tys. dol.). Najbliżej jest Chevrolet Bolt (37,5 tys.), ale gdzie mu tam pod względem fajności i wyposażenia do Tesli. Wynik cenowy jest więc świetny jak na samochód napędzany na prąd.

Jeśli jednak zestawiać Model 3 z samochodami z silnikami spalinowymi, sytuacja nie jest aż tak klarowna. Już powyższe pobieżne zestawienie pokazuje dokładnie, w jakiej lidze cenowej toczy się ta rozgrywka. To nadal nie jest samochód dla wszystkich – to w najlepszym razie alternatywa dla tych, którzy i tak szukają samochodu premium. Albo załapią się na bardzo atrakcyjne dofinansowanie zakupu.

O tej nietaniości (zwłaszcza wersji o rozsądnym zasięgu 500 km) niech świadczy fakt, że to półka cenowa m.in. Volvo XC90 (46 tys. dol.), wspomnianych wcześniej BMW serii 5 czy Mercedesa klasy E.

Tesla będzie więc musiała przekonać klientów do tego, że naprawdę warto wydać pieniądze na ich samochód, który tym razem niekoniecznie musi być najszybszy albo najlepiej wyposażony. Zobaczymy w pewnym momencie, czy to przekonywanie się udało – w chwili, kiedy dowiemy się, ile z tych 500 tys. dotychczasowych rezerwacji zostało faktycznie zrealizowanych. I w jakim czasie.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement