Potwór w przebraniu tabletu. Surface Pro 2017 – pierwsze wrażenia

Artykuł/Technologie 13.07.2017
Potwór w przebraniu tabletu. Surface Pro 2017 – pierwsze wrażenia

Gdy konserwator zabytków bierze się do pracy nad arcydziełem, którego piękno nadszarpnął ząb czasu, musi bardzo uważać. Jeden fałszywy ruch i mistrzowska forma może bezpowrotnie utracić swą urodę. A jednak coś zrobić trzeba, by przywrócić dziełu dawny blask i dostosować do współczesności. Mniej więcej przed takim zadaniem stanął Microsoft, tworząc nową generację Surface Pro.

Surface Pro 4, o czym jako zadowolony użytkownik z przyjemnością zaświadczę, jest właśnie takim małym arcydziełem elektroniki użytkowej. Odkąd obcuję z nowymi technologiami nie spotkałem drugiego sprzętu, który wywarłby na mnie tak ogromne wrażenie i tak dobrze spisywał się w codziennych zadaniach.

Pod kilkoma względami ubiegłoroczny tablet Microsoftu nie zniósł jednak dobrze próby czasu. Gigant stanął więc przed trudnym zadaniem – bo jak nadać urządzeniu nowy blask, jednocześnie nie niszcząc tego, co jest w nim najlepsze i zrobić to przy okazji na tyle zwinnie, by konsumenci nie odnieśli wrażenia, że dostają odgrzewanego kotleta, a nie nowy produkt?

Przekonajmy się, czy dział R&D Microsoftu podołał wyzwaniu. Zaczynamy testy nowego Surface Pro 2017.

Nasz Surface Pro 2017 to potwór w przebraniu tabletu.

Wersja Surface Pro, która przyjechała do nas na testy, to niemal najmocniejsza konfiguracja dostępna obecnie w Polsce, kosztująca tak wiele złotych monet, że nie przechodzi mi przez słowne gardło.

Klawiatura z Surface Pro 4 pasuje do nowego modelu. I vice versa.

W niepozornej obudowie ze stopów magnezu drzemie dwurdzeniowy procesor Intel Core i7-7660U z grafiką Intel Iris Plus 640, wspierany przez 16 GB pamięci operacyjnej i 512 GB SSD. Powiedzieć, że jest szybki, to niedomówienie. Jest piekielnie szybki. Po kilku godzinach i szybkim sprawdzeniu możliwości widzę, że zgodnie z przewidywaniami nowy Surface Pro w tym wydaniu może mieć problem w zasadzie tylko z dwoma typami zadań – grami i zaawansowaną obróbką wideo.

Oczywiście sprawdzę to szczegółowo w ciągu kilku najbliższych tygodni, poddając nowy tablet Microsoftu serii wyzwań, na które może natrafić w tzw. „prawdziwym świecie”. Nie chcę oceniać tego urządzenia po syntetycznych benchmarkach czy niewiele mówiących tabelkach, lecz po tym, jak spisuje się w zastosowaniach, do których przeznaczać je mogą kreatywni profesjonaliści.

Wróćmy jednak na moment do tego, co na zewnątrz.

Na pierwszy rzut oka Surface Pro 2017 niczym nie różni się od Surface Pro 4. Na drugi – w sumie… też nie.

Potrzeba naprawdę wprawnego oka, by dostrzec minimalnie bardziej obłe krawędzie i bardzo czułego dotyku, by „wymacać” nieco inny skok klawiszy blokady ekranu i głośności. Trzeba naprawdę postawić jeden sprzęt obok drugiego, żeby wyłapać minimalną różnicę w oporze stawianym przez ruchomą podstawkę i zauważyć zmianę jej kąta nachylenia w nowym modelu.

Regulowana podstawka jest w nowym modelu nieco bardziej sztywna.

Mówiąc wprost: z zewnątrz nie zmieniło się prawie nic. Nic istotnego, w każdym razie. Wszystkie porty są w tych samych miejscach, a pod podstawką nadal mamy slot na kartę microSD. Nadal brakuje też USB-C, co dla jednych będzie wadą, dla innych zaletą. Osobiście chciałbym bardzo zobaczyć choć jeden port Thunderbolt 3 w tej postaci.

Idźmy dalej – to może chociaż zmienił się ekran? Cóż, i tak, i nie.

12,3-calowy wyświetlacz w Surface Pro 4 był jednym z najlepszych ekranów w urządzeniu mobilnym i nie inaczej jest w przypadku nowej generacji. Zmianie nie uległa też jego natywna rozdzielczość, która nadal wynosi 2736 x 1824 piksele.

Zmianom nie uległy też dość grube jak na standardy AD 2017 ramki wokół ekranu. Nieco szkoda, że Microsoft nie zdecydował się zredukować ramek powiększając wyświetlacz, ale wtedy bez wątpienia odbiłoby się to na kształcie całego urządzenia, więc także na kompatybilności z akcesoriami do Surface Pro 4.

Ramki może i są dość grube, za to głośniki stereo na froncie – wyborne.

Osobiście nie potrafię jednak potraktować tego jako wady. Grubsze ramki sprawiają, że Surface Pro (który, ostatecznie, jest sporym tabletem) łatwo trzyma się w jednej dłoni i zawsze jest gdzie oprzeć kciuki.

Co zatem zmieniło się w wyświetlaczu? Dwie kwestie. Pierwsza to równomierność podświetlenia. Ekrany IPS LCD charakteryzują się tym, że pojawiają się w nich tzw. „hot-spoty”, czyli bardziej intensywnie podświetlone plamy. W nowym Surface Pro owych „hot-spotów” jest jeszcze mniej, niż w Surface Pro 4 i występują wyłącznie przy samiutkiej krawędzi ekranu. Jeśli jesteś fotografem i martwisz się o równomierność podświetlenia przy obróbce – nie musisz. Surface Pro 2017 jest pod tym względem wzorowy.

Ekran wyraźnie lepiej reaguje też na dotyk. Nie widziałem, żeby Microsoft gdzieś się tym chwalił (może więc być to czysto subiektywne odczucie spowodowane frajdą z dotykania nowego sprzętu), ale kładąc obok siebie Surface Pro 4 i Surface Pro, ten drugi reaguje na dotyk jeszcze żwawiej, niż ten pierwszy.

Oczywiście wielką nowością jest też nowy Surface Pen, z 4096 poziomami nacisku, jednak o nim wypowiem się dopiero w pełnej recenzji, gdyż gadżet nie dotarł do mnie w jednym transporcie z tabletem.

Ostatnią z różnic widocznych od strony ekranu jest szybkość działania Windows Hello. Kamerka w Surface Pro 2017 wyłapuje twarz i odblokowuje ekran błyskawicznie i za każdym razem.

To gdzie ta wielka zmiana?

Pisałem już, że Microsoft musiał bardzo uważać, dłubiąc przy designie Surface Pro. Dlatego też większość elementów pozostała po prostu niezmieniona, bo po co zmieniać to, co jest dobre?

Przyciski głośności i blokady mają zauważalnie inny skok od Surface Pro 4.

Podobno zmienił się jednak punkt największego krytycyzmu względem Surface Pro 4 – akumulator.

Choć Microsoft deklarował 9 godzin dla poprzedniego tabletu, zarówno mnie jak i innym użytkownikom udaje się wyciskać z urządzenia max. 5-6 godzin, i to przy bardzo niewymagającym użytkowaniu.

Tym razem firma obiecuje aż 13,5 godzin czasu pracy na jednym ładowaniu i… nieszczególnie wierzę w tę obietnicę, bo dotyczy ona zapętlonego, odtwarzanego lokalnie wideo. Czyli co najwyżej możemy liczyć na 13 godzin Netfliksa w samolocie na drugi koniec świata.

Jestem jednak pełen nadziei, że w czasie testów uda mi się osiągać regularnie minimum połowę tego deklarowanego czasu. Jeśli Surface Pro przy normalnym wykorzystaniu, bez ograniczania się, bez pamiętania o ubijaniu aplikacji pracujących w tle, będzie pracował z dala od gniazdka przez 7-8 godzin, będę ukontentowany.

Zaczynamy testy!

Postanowiłem w ramach testu Surface Pro 2017 zrobić mały eksperyment. Jako że mówimy o bardzo mocnej konfiguracji, która powinna podołać większości wyzwań mojej pracy, na najbliższych kilka tygodni ściągnę z biurka prywatną „skrzynkę” i będę korzystał z Surface Pro jako jedynego komputera.

Mówię tu o pracy zarówno przy biurku (korzystając ze stacji dokującej Surface Dock) jak i pracy w terenie.

Np. pracy przy najlepszych burgerach pod słońcem w słupskim Fullbullu. Surface Pro dla skali.

Za kilka tygodni wrócę do was z pełnym raportem dotyczącym komfortu codziennej pracy z Surface Pro 2017. Tymczasem jeśli macie jakieś pytania odnośnie tego urządzenia, zadawajcie je w komentarzach – postaram się na nie odpowiedzieć pisząc recenzję nowego Surface Pro.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement