Mieć Switcha, a nie mieć tej gry, to jak nie mieć Switcha. Splatoon 2 – recenzja

Recenzja/Gry 18.07.2017
Mieć Switcha, a nie mieć tej gry, to jak nie mieć Switcha. Splatoon 2 – recenzja

W 2015 roku Nintendo zapragnęło własnego Call of Duty. Japończycy chcieli sieciowej strzelaniny, ale na swoich zasadach. Bez śmierci, bez przemocy, bez toksycznej społeczności, za to przystępną dla młodszych i starszych. Weteranów i niedzielnych graczy. Tak powstał zaskakująco dobry Splatoon. Splatoon 2 to rozwinięcie tej formuły – wszystkiego jest więcej, mocniej, ładniej i (zazwyczaj) lepiej.

Splatoon 2 to jedna z największych, najbardziej rozbudowanych i starczających na najdłużej produkcji dostępnych na Nintendo Switcha. Razem z Super Mario Kart 8 Deluxe oraz The Legend of Zelda: Breath of the Wild gra zamyka pierwszą trójkę produkcji, które po prostu trzeba posiadać, decydując się na zakup japońskiej konsoli. Przekładając Splatoon 2 na liczbę potencjalnych rozgrywko-godzin, trudno być niezadowolonym z takiej inwestycji.

Splatoon 2 to trzy gry na jednej karcie – świetna kampania dla jednego gracza, wciągający multiplayer oraz tryb hordy.

Gdybym miał do czegoś porównać grę Nintendo od strony trybów i możliwości, byłoby to… Gears of War 4. Wiem, wiem. Stawianie kolorowej produkcji obok tytułu, w którym napakowani żołnierze tną wrogów piłami mechanicznymi wydaje się mocno nietrafione. Jednak tylko pozornie. Jeśli z obu produkcji zedrzecie otoczkę, klimat i oznaczenia wiekowe, okaże się, że pod maską znajduje się bardzo podobny silnik napędzający społeczność skupioną wokół gry.

Punktem wyjścia dla gracza w Splatoon 2 jest uginający się od detali i ozdobników rynek miasta Inkopolis. To tutaj trafia stworzony przez gracza awatar, zyskując dostęp do wszystkich trybów oraz sklepów. Alejka po alejce, warto dokładnie zwiedzić ten teren oraz zajrzeć do do wszystkich podejrzanych, ciemnych zakamarków. Również tam czają się ciekawe (chociaż mocno podejrzane) osobistości, dające graczowi dostęp do ciekawych przedmiotów, zadań oraz trybów.

Moim ulubionym okazał się Salmon Run – zabawa w stylu hordy z Gears of War. Do czterech graczy walczy na specjalnej arenie z kolejnymi falami wrogów, przeplatanych potężnymi i zróżnicowanymi bossami. Kluczem do sukcesu jest nie tylko utrzymanie się przy życiu, ale również zebranie ikry pozostawianej przez przeciwników wychodzących z wody. Dopiero po pozyskaniu odpowiedniego ładunku ikry możemy ewakuować się z zagrożonego terenu, zamieniając jajeczka na walutę.

Waluta jest z kolei kluczowa, bo to za nią nabędziemy nowe bronie, koszulki, nakrycia głowy oraz obuwie dla bohatera. Każdy element ekwipunku posiada własne specjalne umiejętności. Jedne sprawiają, że gracz będzie się szybciej poruszał. Inne błyskawicznie regenerują amunicję. Jeszcze kolejne przyspieszają czas potrzebny do respawnu w trybach wieloosobowych. Nadaje to rozgrywce zaskakująco wiele głębi, a stworzenie odpowiedniego builda dedykowanego własnemu stylowi rozgrywki wiąże się z długimi testami oraz wieloma nietrafionymi decyzjami zakupowymi.

Jestem pod wrażeniem tego, jak kombinacje przedmiotów i broni wpływają na style rozgrywki w trybach multiplayer.

Biegając z wielkim wałkiem malarskim zostawiającym ślady na ziemi, bawi się zupełnie inaczej niż dzierżąc dwa podręczne pistolety, pozwalające na wykonywanie przewrotów w lewo i prawo. Każda broń jest unikalna. Każda ma mocne i słabe strony. Wady i zalety. Zróżnicowanie pukawek jest naprawdę wielkie, a twórcy z Nintendo postarali się, aby na każdym z 30 poziomów doświadczenia czekała na gracza nowa zabawka do odkrycia. No po prostu rewelacja. Czuć, że awansowanie z poziomu na poziom ma sens. Jest powiązane z dostępem do lepszych broni, hełmów, butów i tak dalej. Jest po co włączać konsolę.

Sensu nie widzę za to w doborze graczy podczas klasycznych starć 4 na 4. Bywało, że moja 10-poziomowa postać trafiała na 25-poziomowego weterana, wyposażonego z elitarne przedmioty z trzema aktywnymi umiejętnościami działającymi jednocześnie. Wynik takiego starcia jest łatwy do przewidzenia. Dlatego mam nadzieję, że do czasu oficjalnej premiery gry baza zawodników stanie się na tyle duża, aby system doboru nie generował takich dysproporcji. Do tego czasu byłem zdany na walki z innymi dziennikarzami.

Z drugiej strony, bardziej wymagający przeciwnicy wymuszają na graczu wyjście z jego strefy komfortu. Porzucenie ulubionej pukawki, której nie wymieniał przez 8 kolejnych poziomów. Splatoon 2 zachęca do eksperymentowania z konfiguracjami, broniami i buildami. Dzisiaj snajper, jutro walka w zwarciu, pojutrze strzelby i uniki – rozgrywka online jest świeża właśnie ze względu na dynamicznie ewoluujące style rozgrywki.

Splatoon 2 to jednak nie tylko sieciowe potyczki. Gra posiada naprawdę udaną, unikalną kampanię dla jednego gracza.

Ta jest czymś więcej niż walką z botami na arenach z trybów sieciowych. Kampania to gra w grze, z własną fabułą, unikalnymi postaciami, lokacjami, przeciwnikami oraz przedmiotami. Wyzwania dla jednego gracza nie są przystawką do trybu wieloosobowego, jak w większości Battlefieldów, ale wartością samą w sobie. Trybem, do którego chce się wracać i który dał mi wiele, wiele frajdy. Zwłaszcza podczas walk z bossami! Te są jedyne w swoim rodzaju. Mój pojedynek z gigantycznym… piecem do pieczenia chleba (nie, to nie pomyłka) zapamiętam na długo. Gwarantuję, że będziecie mieli uśmiech od ucha do ucha.

Oczywiście nie oczekujcie filmowej, poważnej, męskiej kampanii w stylu Call of Duty czy Titanfalla. Splatoon 2 to gra zręcznościowa z widokiem zza pleców, która opiera się na zupełnie innych filarach. Rozgrywka ma być szybka, zręcznościowa i dynamiczna, do tego podzielona na krótkie epizody. Dzięki temu tytuł dobrze pasuje do mobilnego charakteru konsoli Nintendo Switch, wykorzystując potencjał drzemiący w możliwości zabrania sprzętu ze sobą. Wyjmij konsolę, odpal Splatoon 2, zagraj 30 minut i zapomnij o sprawie – w takich warunkach tytuł sprawuje się najlepiej.

Będąc przy mobilności – wykorzystanie ruchowych Joy-Conów do celowania to bardzo, bardzo ciekawy przypadek. Początkowo chciałem wam napisać, że Splatoon 2 jest pierwszym tytułem dla Switcha, przy którym nie obejdzie się bez zakupu Pro Controllera. Jednak z czasem odkryłem, że celowanie za pomocą ruchowych kontrolerów obracanych w powietrzu jest moim preferowanym stylem sterowania. Nie jest tak precyzyjny jak na Pro, nie jest tak pewny, nie jest tak natychmiastowy, ale Nintendo naprawdę się postarało, żebym nie czuł potrzeby odłożenia Joy-Conów. Oczywiście tym najbardziej wymagającym graczom wciąż polecam Controller, lecz cała reszta może być spokojna – obejdzie się bez dodatkowego zakupu. Wystarczy troszkę wprawy.

Gdybym miał wskazać największy problem z grą Splatoon 2, byłby to fakt, że… grałem w pierwszą część.

Kontynuacja jest większa, ładniejsza graficznie, szybciej działa, ma więcej broni, przedmiotów oraz trybów. Jednak sedno rozgrywki pozostało to samo. Styl artystyczny pozostał ten sam. Gdybyście pokazali mi z daleka losowy zrzut ekranu ze Splatoon 2, miałbym wielki problem z oceną, czy grafika nie pochodzi z pierwszej części serii. Nieprzypadkowo początkowe przecieki o Splatoon 2 fani wzięli za… reedycję pierwszej odsłony z Wii U. Gry są do siebie bardzo, bardzo podobne.

Jeżeli nie mieliście Wii U, a Splatoon 2 to dla was pierwszy kontakt z marką – świetnie. Szczerze wam zazdroszczę. Jeśli jednak zjedliście zęby za zabawie z farbą w poprzedniej odsłonie, możecie kręcić nosem. Chociaż obiektywnie nowych trybów, postaci, lokacji i aren jest naprawdę dużo, bardzo trudno pozbyć się wrażenia „hej, ja już w to grałem!”. Gdybym miał możliwość wymazania poprzedniego Splatoona z pamięci, aby w pełni cieszyć się dwójeczką, zrobiłbym to bez żadnego wahania. W przeciwnym przypadku gra wcale nie jest tak świeża i odkrywcza jak chcieliby jej twórcy.

Co się udało:

  • Trzy rozbudowane gry na jednej karcie
  • Zabawa z buildami, ekwipunkiem i stylami rozgrywki
  • Splatoon 2 to tytuł na tygodnie, jak nie miesiące zabawy
  • Rankingowe rozgrywki dla pro-społeczności
  • Inkopolis
  • Kampania dla jednego gracza to coś więcej niż tylko dodatek do multi
  • Fani sieciowej kooperacji nareszcie dostali coś dla siebie
  • Masa pomniejszych ulepszeń względem pierwszej części

Co się nie udało:

  • Gracze posiadający wcześniej Wii U mogą poczuć deja vu
  • Kolorowa warstwa artystyczna nie każdemu może przypaść do gustu
  • Matchmaking w systemach pozarankingowych

To jednak mankament dotyczący małej grupy potencjalnych odbiorców. Wszyscy inni mogą mieć pewność – ten tytuł jest wart chcianych za niego pieniędzy. Splatoon 2 to idealny balans między doświadczeniem dla jednego gracza, kooperacją oraz sieciową rywalizacją. Gra spisuje się poprawnie w terenie, a jeszcze lepiej działa podłączona do wielkiego ekranu w salonie.

Ważne: podczas rozgrywki przedpremierowej nie miałem możliwości przetestowania aplikacji Nintendo wprowadzającej sieciowe lobby, zaproszenia oraz czat głosowy. 

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement