Mam cały polski preinternet w tej małej książeczce

Artykuł/Media 07.07.2017
Mam cały polski preinternet w tej małej książeczce

Ta niepozorna książeczka jest jednym z najsympatyczniejszych elementów w mojej domowej biblioteczce. No, z racji swoich rozmiarów, nie leży z poważnymi książkami, ale zapewniam, że w serduszku cieszy się miejscem szczególnym. 

A to było tak, że sięgnąłem po nią w jednym z hipermarketów (to były jeszcze czasy, że Geant cieszył się niemalże taką samą doniosłością jak dzisiaj Vitkac [taka Arkadia na sterydach]) w okolicy roku 2000, może to już był 2001.

Internet był już wtedy całkiem w Polsce rozwinięty, choć oczywiście z dzisiejszej perspektywy jego ówczesna pozycja może budzić wyłącznie rozbawienie. Dalej zdecydowana większość… Nie, to za mało powiedziane. ZDE-CY-DO-WA-NA większość Polaków wówczas nigdy jeszcze nie była w internecie, a media takie, jak radio, telewizja czy prasa drukowana o internecie pisały w charakterze egzotyki porównywalnej z badaniami japońskich naukowców. I to takimi badaniami rodem z – wiecie – dna oceanu.

To były też czasy, gdy ten marginalny, a zarazem całkiem już dochodowy (dla wybranych) pionierski internet istniał w takiej zabawnej rzeczywistości wirtualnej i tradycyjnej. Artykuły na temat internetu czy drukowane w gazetach poradniki na temat tego, które strony warto odwiedzić, były w zasadzie na porządku dziennym.

Polski internet zamknięty w książeczce

Wynikało to trochę z faktu, że tak naprawdę nie było sensownych wyszukiwarek internetowych. Była Altavista, Netsprint, napędzały się nimi renomowane portale, Google nie śmiał marzyć o swojej dzisiejszej pozycji. Internet był dość mocno zdecentralizowany, a jeśli chcieliśmy znaleźć ciekawą stronę… To raczej robiło się to katalogami.

I takim właśnie katalogiem, w postaci papierowej, jest moja magiczna książeczka, którą darzę olbrzymim sentymentem. Oczywiście książka nie jest nawet odrobinę aktualna, ale nic nie szkodzi. Pokazuje, kto rozdawał karty w krainie polskiego internetu na przełomie XX i XXI wieku. Wiele stron przeżyło do dziś, ale są i liczne upadłe potęgi, które w tamtych czasach warto było znać: arena.pl, aaa.pl, tenbit.pl, yoyo.pl, xcom.pl czy wreszcie hoga.pl.

Patrzę sobie w tę książkę, większość solidnie zarchiwizowało web.archive.org. Ale gdyby nie ta książeczka, to szczerze wątpię, czy miałbym świadomość (i pamięć), że był jakiś Tenbit.

Co więcej. Ach, zmarnowaliśmy 20 lat historii. Tak raz na 3 lata powinien powstawać jakiś album gigantów polskiego internetu, 100 największych stron z Polski, który archiwizowałby, ale przede wszystkim opisywał obecny etap rozwoju danego medium. Bo to się zmienia, zmienia bardzo dynamicznie, a bez takich wpisów… Trudno będzie tę ewolucję uchwycić z perspektywy czasu. Internet nie działa jak youtuberzy, którzy tworzą nowe treści, ale bardzo łatwo porównać jak rozwinęli się przez ostatnich 5 lat. On nadpisuje samego siebie, czasem dokonując gwałtownych zwrotów.

Czy ja właśnie postuluję powołanie historyków polskiego internetu? A czemu nie?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement