Dzisiaj pierwszy raz żałowałem, że moje PS4 Pro jest Pro. Nie po to gram na konsoli, by mieć problemy jak z PC

Felieton/Gry 20.07.2017
Dzisiaj pierwszy raz żałowałem, że moje PS4 Pro jest Pro. Nie po to gram na konsoli, by mieć problemy jak z PC

Dokładnie 222 godziny – tyle spędziłem z pierwszym Destiny. Co łatwe do przewidzenia, udział w beta-testach Destiny 2 był dla mnie obowiązkowy. Odliczałem do tego wydarzenia kartki w kalendarzu. W życiu bym się nie spodziewał, że nie będzie dane mi zagrać w długo oczekiwany tytuł ze względu na błąd PlayStation 4 Pro.

Zazwyczaj zasada jest prosta. Wraz z większym zamknięciem systemu jego architekci mają nad nim większą kontrolę. Co za tym idzie, taki system jest stabilniejszy względem bardziej otwartych alternatyw, narażonych na większą liczbę zmiennych. Otwarty system jest z kolei potężniejszy oraz wszechstronniejszy, ze względu na działania zewnętrznych podmiotów, nieraz konkurujących ze sobą na rynku. Otwartość – kontrola. Bezpieczeństwo – możliwości. Stabilność – moc. To odwieczne dylematy każdego architekta hardware i software.

Sam od zawsze preferowałem zabawę na zamkniętej, poddanej ścisłej kontroli konsoli.

Brak kontroli nad oprogramowaniem przyczynił się do wielkiego krachu w branży gier wideo, który doprowadził do upadku amerykańskich molochów technologicznych. Na ich gruzach nie kto inny jak właśnie Nintendo wprowadziło mechanizm licencji. Wraz z pojawieniem się Nintendo Entertainment System każdy deweloper musiał dostać zgodę od Japończyków, aby mógł wypuścić swój produkt na ich konsoli. Doprowadziło to do drastycznego podwyższenia jakości gier, a także zapoczątkowało japońską dominację w Europie i Stanach Zjednoczonych. Przerwał ją dopiero Xbox.

Zamknięty system ma wiele zalet. Po pierwsze, wszystkie gry są testowane przez wewnętrznych ekspertów, którzy badają ich jakość. Po drugie, każdy klient posiada ten sam system operacyjny i te same podzespoły, co niweluje problemy i wyzwania wynikające z fragmentacji. Po trzecie, spójny system ujednoliconej dystrybucji pozwala dokonywać natychmiastowych aktualizacji dla wszystkich użytkowników. Słowem – błędów jest mniej, są szybko eliminowane, wszystko ma działać, a coś takiego jak wymagania sprzętowe, sterowniki czy złośliwe oprogramowanie ma mnie nie dotyczyć.

Tak powinno być na papierze. W praktyce firmy dystrybuujące zamknięte systemy dążą do maksymalizacji zysków, na własną rękę dokonując fragmentacji we własnych środowiskach. Odświeżone wersje konsol mają na siebie zarabiać, a ich dodatkowe funkcje zachęcać do przeskoku na nowszy sprzęt w obrębie tego samego systemu. Nintendo ze swoją rodziną 3DS/2DS/XL, Sony z PS4 i PS4 Pro, nawet Microsoft i ich Xbox One oraz Xbox One X – dzisiaj każdy producent konsol działa w tym samym modelu, w którym od lat operują twórcy smartfonów czy tabletów.

Tutaj zataczamy koło, ponieważ wraz z większą fragmentaryzacją konsole zaczynają nabierać cech PC. Złych cech.

Cieszyłem się jak dziecko, gdy niemal dokładnie o 19:00 polskiego czasu serwery Destiny 2 zaakceptowały moją próbę logowania. Wymieniając się doświadczeniami ze znajomymi za pomocą czatu głosowego, niewielu miało podobne szczęście. Zainteresowanie otwartymi beta-testami było ogromne, toteż odpowiedzialne za grę Bungie bardzo szybko skorzystało z automatycznego systemu kolejkowania chętnych. Jakimś cudem przedarłem się przez to sito za pierwszym razem, obejrzałem animacje początkowe i już znalazłem się w środku rozgrywki.

Te kilka pierwszych minut było niezwykle przyjemne. Chociaż pod względem grafiki i mechaniki Destiny 2 sprawiało wrażenie niezwykle rozbudowanego DLC do pierwszej części, to rozgrywka jak zwykle wgniatała w fotel. Bungie ma niesamowity dar do sieciowych strzelanin. Chociaż to studio kuleje w wielu innych obszarach, takich jak chociażby narracja, to talentu do shooterów nie można im odmówić. W Destiny 2 każdy strzał daje frajdę. Powoduje satysfakcję. Tytuł bez dwóch zdań „ma coś pod spustem”, dokładnie jak pierwsza część.

Było naprawdę epicko. Odpierałem fale wrogów atakujących Wieżę – główną bazę bohaterów z pierwszej odsłony. Szło mi naprawdę nieźle, gdy nagle, bez żadnej konkretnej przyczyny, obraz uległ zamrożeniu. Gra stanęła w miejscu. Nie mogłem jej zminimalizować, nie mogłem wejść do ustawień, nie mogłem zajrzeć do ekwipunku. Po kilkudziesięciu sekundach byłem już w głównym menu konsoli, sądząc, że to pojedynczy przypadek. W końcu beta, prawda?

Niestety, nie był pojedynczy. Destiny 2 zamrażało się zawsze w tym samym miejscu, na dokładnie tym samym etapie pierwszej misji fabularnej. Za drugim, czwartym i dziesiątym razem efekt był dokładnie ten sam. Nie było zmiłuj. Zacząłem grzebać w Internecie i bardzo szybko okazało się, że nie jestem osamotniony. Dokładnie ten sam problem posiada część ze wszystkich posiadaczy PlayStation 4 Pro. Dla każdego z nas tytuł okazywał się całkowicie niegrywalny. Nawet pomimo prób zmiany rozdzielczości, wyłączenia renderowania szachownicowego czy dezaktywacji trybu turbo. Nic nie pomogło.

Zacząłem głębiej drążyć temat. Okazuje się, że dokładnie ten sam błąd występuje w części innych gier na PS4 Pro. Rozgrywka ulega zamrożeniu w Diablo III poszerzonym o dodatek z grywalnym Nekromantą, a także sportowym NBA2K17. Co najgorsze, w żadnym z tych przypadków deweloper programu nie zapewnił odpowiedniego wsparcia, które wyeliminowałoby problem. Być może grupa pokrzywdzonych posiadaczy PlayStation 4 Pro była zbyt mała, aby przeznaczać na to zasoby i środki, a być może wina leży po stronie sprzętu, nie producentów gry.

Niezależnie od powodu, w każdym przypadku gra stawała się bezużyteczna. Poczułem się bezradny.

Gdyby problem dotyczył komputera osobistego, miałbym cień szansy na jego rozwiązanie. Otwarta struktura PC pozwala na wiele operacji takich jak edycja plików gry, kopiowanie zawartości, korzystanie z konsoli deweloperskiej, zmiana ustawień graficznych, uruchamianie trybów zgodności i tak dalej. Na konsoli tego nie ma. Jeżeli coś nie działa, to nie działa na amen. Żaden restart i żaden format raczej tego nie zmieni. Jedynym wyjściem jest aktualizacja – albo od producenta gry, albo producenta konsoli. No, ewentualnie serwis. Gracz może siedzieć i modlić się, aby ktoś decyzyjny zauważył jego problem.

Gdyby nie to, że mam też mniejsze, mniej potężne PlayStation 4 Slim (na którym gra działa doskonale), beta-testy Destiny 2 przeszyłyby mi koło nosa. Jednak masa graczy nie miała tyle szczęścia. Mnóstwo osób sprzedało słabsze modele PS4, aby dozbierać na Pro (i być może telewizor 4K). W ich sytuacji mocno bym złorzeczył na rozrastającą się fragmentację konsol, na którą nawet jej inicjatorzy nie są doskonale przygotowani. Jeżeli podejmuje się takie ryzyko i wyzwanie, doprowadzając do podziałów wewnątrz spójnego ekosystemu, trzeba mieć rozwiązanie działające w 100 proc. Nie może być tak, że na PS4 Slim coś działa, a na PS4 Pro już nie.

W przeciwnym razie klienci mogą zacząć zadawać sobie pytanie – po co mi właściwie konsola?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement