Zastanów się zanim czymś się podzielisz. PiS chce karać finansowo za udostępnianie fałszywych treści

News/Media 31.07.2017
Zastanów się zanim czymś się podzielisz. PiS chce karać finansowo za udostępnianie fałszywych treści

Rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość chce stworzyć ustawę do walki z fake newsami. Z jej zapowiedzi wynika, że za publikowanie nieprawdziwych treści karane byłyby nawet te osoby, które rozpowszechniałyby je nieświadomie.

Swoimi pomysłami na „ustawę fake newsową” podzielił się Dominik Tarczyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości na antenie Radia Maryja. Tarczyński zainteresował się całą sprawą dzięki posłance Platformy Obywatelskiej, Kindze Gajewskiej.

PiS kontra fake news: wszystko zaczęło się od tego wpisu na Facebooku.


Jeśli śledzicie to, co dzieje się w mediach społecznościowych z pewnością słyszeliście już o zdjęciu udostępnionym przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Dramatyczny obrazek miał przedstawiać czeczeńską rodzinę, której dziecko zostało zranione podczas ataku na jeden z ośrodków dla uchodźców w Polsce. Gajewska skomentowała sytuację następująco:

– Prawdziwi Polacy pokazują światu naszą gościnność…


Bardzo szybko okazało się jednak, że okoliczności, w których powstało to zdjęcie są zgoła inne. Wykonano je bowiem cztery lata temu, w Syrii. Posłanka PO przeprosiła za swoją publikację. To najwyraźniej nie wystarczyło posłowi Tarczyńskiemu, który po publikacji Gajewskiej chce wprowadzić nowe regulacje prawne, żeby zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości

PiS chce karać finansowo za publikację fake news.

– Wszyscy ci, którzy zarobili na takim fałszywym newsie np. 1,5 mln zł, powinni to oddać i dodatkowo zapłacić drugie 1,5 mln zł. 100 proc. kary za to, co zarobili na kłamstwie – powiedział Tarczyński na antenie Radia Maryja.

Według pomysłu posła, za publikowanie fałszywych wiadomości można by karać nie tylko serwisy odpowiedzialne za sfabrykowanie informacji, ale też osoby, które ją rozpowszechniają:

– Chciałbym, aby ustawa, którą przygotowuję, dotyczyła wszystkich, tj. posłów, sędziów, prokuratorów, polityków czy osoby publiczne. Oprócz odpowiedzialności finansowej chciałbym, aby sądy miały prawo orzekać o tym, by osoba publiczna, która w publicznym wystąpieniu czy wpisie internetowym kłamała, była zobowiązana sądowo do zaprzeczenia, wyprostowania i przeproszenia, czyli żal za grzechy i zadośćuczynienie.

Moim zdaniem to dość kontrowersyjny pomysł. Oprócz udostępniających nieprawdę w złej wierze, według pomysłu Tarczyńskiego karać będzie można też ludzi, którzy byli przekonani, że udostępniają prawdziwe wiadomości. Ustawa ta narzuca odpowiedzialność weryfikacji źródeł nie tylko mediom, ale też ich odbiorcom. I jeśli rzeczywiście zostałaby uchwalona w takiej formie, mogłaby spowodować, że większość ludzi bałoby się komentować jakiekolwiek wiadomości. Niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że jest to jedna z metod na wprowadzenie miękkiej cenzury.

Od pomysłów do samego projektu ustawy droga jest na szczęście daleka.

Dlatego też mam nadzieję, że nawet jeśli Prawo i Sprawiedliwość zdecyduje się na przygotowanie projektu takiej ustawy, po przejściu przez parlament będzie ona o wiele bardziej sensowna. I mniej rygorystyczna. Niektóre pomysły posła Tarczyńskiego ciężko byłoby nawet wyegzekwować.

Wszak bardzo trudno wycenić wartość pojedynczej, zmyślonej publikacji w mediach. Jeszcze trudniej udowodnić przed sądem, że osoba która zdecydowała się ją udostępnić dalej wiedziała, że rozpowszechnia nieprawdziwe informacje.

Wywiad udzielony przez posła Tarczyńskiego na antenie Radia Maryja pokazuje też, że rządzący zainteresowali się kwestią fake news dopiero po tym, jak problem ten zaczął dotykać ich bezpośrednio. Poseł Prawa i Sprawiedliwości twierdzi, że prace nad ustawą rozpoczną się jesienią br. Lepiej późno, niż wcale.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement