Przez dwa miesiące testy Hyperloopa utrzymywano w tajemnicy. Wynik pokazuje, że niepotrzebnie

Artykuł/Technologie 14.07.2017
Przez dwa miesiące testy Hyperloopa utrzymywano w tajemnicy. Wynik pokazuje, że niepotrzebnie

Hyperloop to projekt, który musi zrewolucjonizować transport, jeżeli tylko się powiedzie.

Slogany reklamowe mają to do siebie, że mocno ubarwiają rzeczywistość sprzedawanego produktu. W przypadku Hyperloopa jest inaczej. Slogan doskonale oddaje charakter tego, czym będzie hiperpętla.

Nie sprzedajemy transportu, sprzedajemy czas – czytamy więc na dedykowanej stronie internetowej.

Znajdziemy tam też świetną grafikę. Pokazuje ona, jak bardzo rewolucyjna będzie ta technologia – znowu – jeśli powstanie.

Któż nie marzy o superszybkich podróżach. Gdy uświadomimy sobie, że dwa australijskie miasta wymienione w powyższej grafice dzieli blisko 900 kilometrów, obietnica podróży trwającej mniej niż godzinę działa na wyobraźnię. Niestety, zanim zaczniemy się cieszyć musimy przypomnieć sobie, jakie wyzwania stoją przed hiperpętlą i jak bardzo na początku drogi są jego twórcy.

Test z maja ogłoszony w lipcu.

Przedstawiciele Hypeloopa pochwalili się właśnie, że 12 maja na pustyni w Nevadzie przeprowadzony został test w tubie o długości pół kilometra. I choć firma chwali się, że tworzy historię, minie jeszcze sporo czasu zanim rzeczywiście do historii przejdzie. Nie pomogą też porównania do braci Wright. Pompowanie balonika i budowanie napięcia jest zrozumiałe z punktu widzenia firmy, ale sam fakt, że próba ujawniona została po ponad dwóch miesiącach wskazuje, że to tylko język PR-u.

Co stało się w Nevadzie? W tubie długości pół kilometra umieszczono pojazd XP-1. Mierzył on 8,5 metra i został wykonany z włókna węglowego i aluminium. Z tuby wypompowano powietrze, zmniejszając jego opór do wartości znanej z wysokości 60 km nad poziomem morza. Liniowy napęd nie obejmował całej długości tuby, ale jedynie nieco ponad 300 jej metrów.

Ok, napiszmy to wreszcie. XP-1 rozpędził się do zawrotnej prędkości 110 km/h w ciągu 5,3 s.

Nie zrobi to wrażenia na fanach motoryzacji, wystarczy przypomnieć, że produkowana przez firmę Muska Tesla Model S P100D z aktualizacją Ludicrous Plus potrafi rozpędzić się do setki w 2,3 s. Zanim zaczniemy rwać włosy z głowy, musimy wspomnieć jednak o bardzo ważnej okoliczności. W przypadku hiperpętli prędkość ma być tym większa, im dłuższa będzie tuba. Sięgać ma nawet 1200 km/h.

Jak ma działać ma Hyperloop? Po części już to wytłumaczyliśmy pisząc od najważniejszej składowej systemu. Będzie to licząca kilkaset kilometrów tuba, a której zmniejszono opór powietrza, wypompowując je. Wagoniki zasysałyby powietrze i wypuszczały je, tworząc poduszkę powietrzną.

W projektowanie Hyperloop zaangażowani są ludzie z różnych stron świata. Wszystko za sprawą Hyperloop One Global Challenge. W ramach tego konkursu 11 zespołów zaprezentowało projekty tras łączących 35 miast. Na tej liście znalazła się również trasa Warszawa – Wrocław. Podróż ze stolicy Polski do stolicy Dolnego Śląska trwałaby zaledwie 20 minut.

Najdłuższa z proponowanych tras, łącząca Cheyenne z Houston miałaby długość ponad 1850 kilometrów. Skróciłaby czas podróży do 1 godziny i 45 minut zamiast 17 godzin w samochodzie czy autobusie.

Hyperloop to przyszłość. Być może nieodległa.

Terminy? Jeden z nich zakłada, że system udałoby się uruchomić do 2029 r. Data wydaje się wystarczająco odległa, by przyjąć ją za realistyczną. Jest jednocześnie na tyle odległa, że jeszcze przez długie lata PR-owcy Hyperloopa będą musieli nadrabiać miną i patosem, by ubarwić kolejne informacje prasowe o krokach milowych na drodze do rewolucji w transporcie. Jeżeli oczywiście (trzeba to powtarzać, jak mantrę), projekt doczeka się realizacji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement