Huawei Mate 9 po 7 miesiącach – co się (nie) udało i czy warto go kupić?

Recenzja/Sprzęt 06.07.2017
Huawei Mate 9 po 7 miesiącach – co się (nie) udało i czy warto go kupić?

Spędziłem kilka miesięcy ze smartfonem Huawei Mate 9. Spodobało mi się w nim wiele cech i funkcji, ale znalazłem też całkiem sporo wad. Jak topowy smartfon Huawei sprawuje się po kilku miesiącach od premiery i czy nadal warto go kupić? Postaram się odpowiedzieć i doradzić.

Huawei Mate 9 – konstrukcja i jakość wykonania

Mate’a 9 dostałem od Marcina Połowianiuka, który dzielił się na łamach Spider’s Web pierwszymi wrażeniami oraz zrobił specyficzny test aparatu fotograficznego – skupił się tylko na czarno-białej matrycy i jej możliwościach.

Dlaczego o tym piszę? Bo w urządzeniu przekazanym od Marcina znalazłem jedno małe uszkodzenie – ramka obudowy w prawym górnym rogu ma delikatne otarcia, co sugerowało, że telefon upadł.

I trochę mnie to zmartwiło. Mate 9 miał zostać u mnie na dłużej, a już na początku miał delikatne uszkodzenie. Bałem się, że obudowa będzie szybko łapała kolejne zadrapania i wgniecenia, a fakt, że smartfon jest sporych rozmiarów sprawi, że często będzie wypadał mi z ręki.

Huawei Mate 9

Niepotrzebnie się przejmowałem. Na ekran nakleiłem szkło hartowane, uprzednio zrywając standardową folię ochronną, którą nałożył producent. Przez większość czasu korzystałem też z różnych etui i futerałów ochronnych, które niestety dodatkowo powiększają rozmiar urządzenia.

Na całe szczęście przez 7 miesięcy niemal codziennego korzystania z Mate’a 9 telefon upadł mi tylko raz. Co prawda z wysokości ponad metra i to prosto na kamienie, ale nic się nie stało, bo całe uderzenie przejął futerał, w którym pojawiło się znaczne wgniecenie.

Można więc śmiało powiedzieć, że o telefon dbałem: futerały, szkło hartowane i brak upadków. Nie powinno więc dziwić, że konstrukcja zdała egzamin i dzisiaj telefon wygląda dokładnie tak jak wtedy, kiedy przekazał mi je Marcin – ma to samo jedno zarysowanie na obudowie.

W zasadzie jedyną zauważalną różnicą jest malutka plamka na ekranie – punkt wielkości kilku pikseli świeci jaśniej niż reszta wyświetlacza. To jaśniejsze miejsce znajduje się w okolicach prawego dolnego rogu. Nie drażni, nie przeszkadza przy codziennym użytkowaniu, nie zawsze jest dobrze widoczne – zależy od kolorów, które są wyświetlane w tamtym miejscu – jednak taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie pojawiła się ta wada. Na pewno przed tym, jak telefon mi upadł.

Huawei Mate 9

Huaweiowi należy się solidna nagana za brak norm odporności IP (na wodę i pył). Nowe smartfony Huawei – zarówno topowe modele z 2016 roku, jak i sztandarowe urządzenia z 2017 roku – nie są odporne na zachlapania, zamoczenia oraz na ingerencję pyłu i kurzu.

To dość spora wada, bo największa konkurencja Huaweia we wszystkich smarfonach z górnej półki stosuje takie zabezpieczenia. Umówmy się, że przy telefonach kosztujących około 3 tys. zł klient wręcz powinien wymagać od producenta, by sprzęt nie był jednorazową zabawką, która odmówi posłuszeństwa, gdy złapie nas ulewa lub obejrzymy sobie film w wannie i seans ten zakończy się zachlapaniem.

Akumulator i czas pracy Mate’a 9

Huawei Mate 9 to olbrzymi smartfon. Producent zamontował w nim ekran o przekątnej 5,9 cala. To bardzo, bardzo, bardzo dużo. Na całe szczęście Mate ma ten monstrualny wręcz ekran opakowany w stosunkowo małą obudowę. Dla porównania w iPhonie 7 Plus, który jest niemal identycznych wymiarów (1 mm wyższy i 1 mm węższy), Apple’owi udało się zmieścić ekran o przekątnej 5,5 cala.

Mamy więc wielki ekran i w pewnym sensie nie tak wielką obudowę. To może sugerować, że producent nie miał miejsca na odpowiednio duży akumulator. Nic bardziej mylnego. Udało się tu wcisnąć ogniwo o pojemności 4000 mAh, czyli o 1100 mAh większe, niż w iPhonie 7 Plus.

Huawei Mate 9

Na samym początku naszej wspólnej przygody ten wielki akumulator mnie nieustannie zaskakiwał. Mate 9 potrafił pracować na włączonym ekranie od blisko 6 do ponad 7 godzin. Oczywiście zależało to od tego, jak używałem smartfona, jaki był zasięg operatora i czy ekran musiał być mocno podświetlany – korzystam z automatycznego podświetlania.

Przy intensywnym korzystaniu z telefonu i mniej sprzyjających warunkach zasięgowych i oświetleniowych telefon wytrzymywał 4,5 godziny na włączonym ekranie. W praktyce pozwalało mi to na dwa pełne dni pracy. Ewentualnie drugiego dnia pod wieczór szukałem już ładowarki.

Dzisiaj korzystam trochę inaczej z telefonu niż kilka miesięcy temu. Urodził mi się syn, więc robię zdecydowanie więcej zdjęć oraz spędzam sporo czasu poza domem na spacerach, podczas których intensywnie słucham muzyki, audiobooków oraz przeglądam internet i pracuję mobilnie. Pogoda też jest nieco inna, więc na zewnątrz ekran musi być mocno podświetlony. Efekty są jednak zadowalające – Mate 9 nadal pracuje od 4 do 4,5 godziny na włączonym ekranie, z tą różnicą, że teraz nie wystarcza mi to na dwa dni robocze, ale na czas od rana do godziny 15. Potem często szukam gniazdka.

Huawei Mate 9

Na szczęście w zestawie z telefonem Huawei dał szybką ładowarkę i to wielkie ogniwo akumulatora jesteśmy w stanie naładować lub podładować do zadowalającego stanu w kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Naładowanie akumulatora do połowy trwa ok. 30 min, zaś naładowanie do pełna ok. 2 godz.

Gdzie są aktualizacje oprogramowania?

Na początku Mate 9 miał bardzo wczesną i pełną małych błędów wersję oprogramowania. Producent zdawał sobie z tego sprawę i poinformował nawet recenzentów, że kolejna wersja jest już w drodze. Po otrzymaniu urządzenia dość szybko dostałem zapowiedzianą aktualizację, a potem jeszcze jedną i rzeczywiście urządzenie działa znacznie lepiej, a producentowi udało się wyeliminować sporo błędów.

Problem jest jednak taki, że telefon jest na rynku grubo ponad pół roku, a od końca grudnia nie dostał żadnej aktualizacji. Nie ma nowej nakładki EMUI 5.1, która jest np. w modelu Huawei P10. Nie ma Androida 7.1.X. Nie ma też żadnych aktualizacji bezpieczeństwa, które niektórzy producenci co miesiąc udostępniają na urządzenia z wyższej półki.

Dlatego w kwestii aktualizacji oprogramowania Huaweiowi należy się co najmniej żółta kartka. Urządzenie za takie pieniądze, które dodatkowo jest w jakiś sposób kierowane dla klientów biznesowych nie może być pozostawione na pastwę losu. Regularne aktualizacje to podstawa w zachowaniu zasad bezpieczeństwa.

Producent obiecał 18 miesięcy wzorowej pracy

Podczas premiery modelu Mate 9 Huawei zapewniał, że urządzenie będzie działało płynnie przez minimum 18 miesięcy. Tą obietnicą producent przełamał jednocześnie temat tabu, czyli powiedział głośno o tym, że smartfony z Androidem nie działają wyśmienicie przez wiele miesięcy, a jedynie krótko po tym, jak zostaną wyjęte z pudełka.

Mate 9 jest u mnie ponad 7 miesięcy, czyli nawet nie połowę okresu bezproblemowej pracy gwarantowanej przez Huawei. Nie mogę więc ocenić, czy obiecane przez producenta 18 miesięcy szybkiego działania są realne. Wiem jednak, że po 7 miesiącach wiele innych smartfonów działałoby znacznie gorzej.

Huawei Mate 9

Daleko szukać nie muszę. Równolegle do Mate’a używam Huaweia P9 – flagowca z 2016 roku – który zadebiutował na rynku kilka miesięcy wcześniej. I zaskakujące jest, że tych dwóch smartfonów nie można nawet porównywać. Mate 9 działa znacznie szybciej i niezawodniej od modelu P9, mimo że na tym drugim mam znacznie mniej aplikacji i ogólnie wykorzystuję go zdecydowanie mniej intensywnie.

Jestem pod sporym wrażeniem, jak wielką pracę udało się wykonać Huaweiowi w ciągu zaledwie kilku miesięcy które dzieliły premiery obu tych smartfonów.

Pod względem optymalizacji, szybkości pracy i stabilności działania Mate 9 może uchodzić w świecie Androida za wzór.

Trochę tylko szkoda, że telefon trafia do użytkownika z masą niepotrzebnych aplikacji, które zainstalował producent. Wiele z nich można usunąć, ale nie wszystkie. Wolałbym mieć pełną kontrolę nad tym, co jest w moim telefonie.

Huawei Mate 9 ma świetny aparat

Za wzór może uchodzić też aparat fotograficzny, który Huawei ponownie przygotował we współpracy z firmą Leica. Zastosowano tu dwa obiektywy Leiki o tym samym kącie widzenia i o świetle f/2.2. Za jednym znajduje się czarno-biała matryca Leiki o rozdzielczości 20 Mpx, a za drugim kolorowa matryca o rozdzielczości 12 Mpx.

Huawei Mate 9, tryb czarno-biały w muzeum BMW w Monachium

Efekty są wyśmienite. W rankingu DxOMark Mobile Mate 9 zdobył 85 punktów, czyli więcej niż iPhone 6s Plus, ale mniej niż iPhone 7. W praktyce oznacza to, że topowy Mate produkuje świetne zdjęcia i nagrywa niezłe filmy. Monochromatyczna matryca zapewnia szczegółowy obraz, a współpraca z Leicą owocuje również naturalnymi, niepodkręconymi kolorami.

Huawei Mate 9, tryb czarno-biały w muzeum BMW w Monachium

Na tle najnowszych smartfonów, takich jak Huawei P10, Samsung Galaxy S8, Sony Xperia XZ Premium, czy iPhone 7 Plus, Mate 9 nada wypada nieźle jeśli chodzi o zdjęcia i funkcje fotograficzne. Tryb monochromatyczny, HDR, tryb nocny, tryb poklatkowy, nagrywanie wideo w zwolnionym tempie oraz rozbudowany tryb profesjonalny sprawiają, że użytkownik ma kontrolę nad wieloma aspektami i fotografowanie tym telefonem sprawia sporo frajdy.

Ile kosztuje Huawei Mate 9?

W momencie premiery Huawei Mate 9 kosztował 2999 zł. Nieco później na rynek trafił model Huawei Mate 9 Pro i cena podstawowego modelu zaczęła spadać. Dzisiaj Mate 9 kosztuje w dużych sklepach 2800 zł. W mniejszych można dorwać go za 2600 zł. To jednak nadal całkiem duże kwoty.

Jak się dobrze poszuka, to za około 2800 zł znajdzie się najtańsze oferty z Samsungiem Galaxy S8, Xiaomi Mi MIX oraz iPhone’em 7.

To pokazuje, że Mate 9 nie potaniał przesadnie i dzisiaj – w momencie, gdy pojawiają się pierwsze plotki o modelu Mate 10 – kosztuje całkiem dużo. Na tyle dużo, że można się zastanawiać, czy jego zakup jest nadal uzasadniony.

Podsumowanie

Co sądzę o smarfonie Huawei Mate 9 po 7 miesiącach intensywnego korzystania?

Lubię w nim sporo rzeczy:

  • wydajność i szybkość pracy,
  • świetny aparat fotograficzny,
  • bardzo duży ekran,
  • pojemny akumulator,
  • szybkie ładowanie,
  • dual SIM,
  • funkcję dublowania aplikacji,
  • czytnik kart pamięci,
  • szybko działający czytnik linii papilarnych.

Nie lubię:

  • że muszę wybierać czy chcę włożyć dwa SIM-y, czy jednego SIM-a i kartę pamięci,
  • zainstalowanych motywów graficznych i wszystkich, które można doinstalować za pomocą wbudowanej aplikacji,
  • masy preinstalowanych programów,
  • braku odporności na wodę i pył,
  • tego, że model jest bardzo niepopularny i nie można do niego łatwo dokupić akcesoriów takich jak folie i szkła na ekran oraz futerały i etui na obudowę,
  • że producent przestał wydawać aktualizacje oprogramowania.

Aktualizacja: Dzień po opublikowaniu tej długodystansowej recenzji Huawei udostępnił dwie małe aktualizacje oprogramowania, które m.in. przyniosły uaktualnienia bezpieczeństwa.

*Autorem wszystkich zdjęć jest Marcin Połowianiuk.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement