Nienawidzę kaleczenia języka w reklamach

Felieton/Media 08.06.2017
Nienawidzę kaleczenia języka w reklamach
Advertisement

Mało co mnie tak gotuje, jak błędy językowe w reklamach.

Radiowa reklama jakiegoś medykamentu na „wypróżnianie” (wiecie, jedna z tych reklam, której wstydzisz się słuchać jadąc z dzieckiem w samochodzie). Dialog: – I ta tabletka wystarczy? – Dokładnie!

Noż nic mnie tak nie rozjusza jak ta fatalna kalka słowa „exactly” z języka angielskiego w naszym rodzimym języku!

W języku polskim słowo „dokładnie” oznacza „wykonany z wielką starannością i dbałością o szczegóły”. Jeśli chcemy użyć słowa zbliżonego do angielskiego „exactly”, powinniśmy użyć słowa „właśnie” bądź też związku frazeologicznego „dokładnie tak!”. To drugie nawet lepsze, bo przy okazji zawiera nieszczęsne „dokładnie”.

Jeszcze bardziej irytuje mnie z premedytacją wykonywana zła wymowa angielskich słówek w polskich reklamach.

Przykłady? Mnóstwo.

W radio non-stop słyszę dziś reklamy soundbarów, w której większość aktorów biorących udział w spotach – w tym, nad czym ubolewam przestrasznie, gwiazda polskiego dziennikarstwa, jednocześnie absolwent filologii angielskiej – wymawia to słowo przez „a”. Do cholery – tam jest dyftong „aʊ”, a nie krótkie „ʌ”! /saʊnba:/ a nie /sʌndba:/

Niedawno w telewizji leciała mocno napompowana kampania reklamowa marki linii lotniczych United Arab Emirates. I oczywiście lektor wymawia to słowo z fatalnym błędem, używając w drugiej sylabie dyftongu „ej” /emireɪts/. To zła, kompromitująco zła wymowa tego słowa! Tam powinna być tzw. schwa, czyli krótka nieakcentowana samogłoska, która przypomina polskie „e” lub „y”. /emirəts/.

A najgorsze jest to, że spot kończy się oryginalnym dżinglem z natywnym lektorem, który poprawnie wymawia nazwę marki. Nawet to nie przeszkadza jednak polskim lektorom kaleczyć wymowę. Nie rozumiem, jak marketerzy zlecający te spoty mogą akceptować takie dramatyczne błędy.

Mało? Co jakiś czas marka stacji benzynowych BP włącza kampanię reklamową swoich paliw „Ultimate”. I co? Polscy lektorzy w reklamie fatalnie psują wymowę tej nazwy czytając ją jako /ʌltimeɪt/, co jest oczywistym i kompromitującym błędem, bo tu również występuje nieakcentowana samogłoska schwa (więcej o schwa opowiadałem tutaj). /ʌltimət/ jest – do cholery – poprawną wymową tegoż słowa.

Czepiam się? Nie!

Język angielski jest zupełnie innym typem języka, niż polski. Nasz język jest językiem fleksyjnym – u nas znaczenie wyrazów nadają końcówki fleksyjne (jem, jesz, jedzą), więc purystyczna poprawność wymowy rdzeni słów nie jest przesadnie obligatoryjna. Angielski jest językiem syntaktycznym, w którym znaczenia dają rdzenie słów. Ich zła wymowa prowadzi w wielu przypadkach do wypowiadania innych słów aniżeli zamierzone!

Fatalne utrwalanie popularnych błędów w języku angielskim, które robią polscy uczniowie, daje katastrofalne skutki – jedziemy potem za granicę i nikt nas nie rozumie albo śmieją się z naszych błędów.

Reklamy, które powinny stać na straży poprawności językowej – i to zarówno rodzimego języka, jak i popularnego, międzynarodowego de facto, angielskiego – zamiast edukować społeczeństwo, utrwalają najgorsze typy błędów.

Fuj!

Dołącz do dyskusji

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement