Niezastąpiony gadżet podróżnika, autostopowicza i backpackera. Mowa oczywiście o… latarce

Niezastąpiony gadżet podróżnika, autostopowicza i backpackera. Mowa oczywiście o… latarce

Jak najlepiej oświetlić szlak w nocy, sprawdzić co kryje się w komnatach jaskiń, zorientować w otoczeniu i prześwietlić zakamarki plecaka? Latarka w podróży to dla mnie nieodzowny gadżet.

Już ponad dwa lata temu opisywałem na łamach Spider’s Web swoje górskie przygody w Nepalu. Teraz nadchodzi świetna okazja, aby do nich powrócić.

Na trasie jednego z trekkingów w dolinie Katmandu złapała mnie w styczniu 2015 roku duża burza z ulewnym deszczem, który w mgnieniu oka przekształcił się w śnieg. Do najbliższej wioski zostało mi wówczas półtorej godziny drogi, a powoli zaczynało się już ściemniać.

Jakby tego było mało, to od czasu do czasu musiałem się zatrzymywać, aby przeczekać najsilniejsze opady śniegu, co bardzo mnie spowolniało. W pewnym momencie byłem już zmuszony wyciągnąć smartfon i uruchomić latarkę, aby widzieć czy jeszcze nie zboczyłem ze szlaku.

Niestety, Nexusy 5 miały to do siebie, że akumulator w nich nie należał do największych, co postawiło mnie przed wyborem: albo GPS z mapami, albo latarka. Wybrałem to pierwsze i w duszy dziękowałem siłom wyższym za bystry Księżyc jaki pojawił się nad horyzontem. Tylko za sprawą jego mdłego światła mogłem popędzić do wioski, zostawiając za plecami dzikie zwierzęta nepalskiej dżungli. Po tym mrożącym krew w żyłach wydarzeniu poprzysiągłem sobie, że już zawsze do plecaka zabierał będę latarkę. No i oczywiście lepiej planował trekkingi.

 

Na Tajwan zabrałem ze sobą dwa modele latarek: czołową: Olight H1R Nova XM-L2 Neutral White i zwykłą – ręczną: Olight S30R III Baton XM-L2 SET, które możecie kupić w sklepie Militaria.pl. W obu przypadkach źródłem światła jest dioda Cree XM-L2. Dzięki niej czołówka może świecić z maksymalną mocą 600 lumenów. Druga latarka jest większa, co przekłada się na wzrost jasności do 1050 lumenów. Zasięg skuteczny w pierwszym przypadku to 72 m, a w drugim 188 m.

 

Na początku byłem bardzo mocno zaskoczony, że z czegoś tak małego da się wykrzesać tak potężny snop świata!

Latarki przetestowałem na budynku odległym o ok. 30 metrów. Może nie są to najbardziej miarodajne testy, ale myślę, że dadzą pewien ogląd na moc diod. To naprawdę zaskakujące, że tak kompaktowa konstrukcja daje taką ilość światła.

Warto dodać, że latarki dysponują kilkoma trybami świecenia, co jest przewagą nad podobnymi produktami, ale z z jednym trybem. Przydaje się to np. w górach, czego doświadczyłem w czasie nepalskiego trekkingu w rejonie Annapurny.

 

Aby dostać się na sam górski szlak z przepięknej Pokhary trzeba się nieco nachodzić, bo autobusy nie dojeżdżają wszędzie.

Idąc górską, żwirową drogą zaczepiłem parę Nepalczyków, niosących całkiem potężną latarkę i pokazałem im napisaną na kartce papieru nazwę miejscowości, do której chcę się udać. Skierowali na nią snop światła i… musieli poczekać aż oczy dostosują się do wyższego stopnia jasności. Przez to byli praktycznie ślepi na to co działo się w mroku.

 

W górach trzeba zaś utrzymywać koncentrację cały czas. Dlatego doceniam możliwość przełączania się pomiędzy stopniami jasności w obu latarkach. Wystarczy przytrzymać włącznik i już możemy korzystać z tzw. opcji moonlight, czyli słabego światła, idealnego do czytania mapy po zmroku albo oświetlenia namiotu od wewnątrz.

Na zdjęciu obok widzicie znaczną różnicę w stopniu oświetlenia budynku.

 

Czołówka idealnie sprawdza się kiedy po zmroku musimy rozłożyć namiot. Zakładamy ją na (nomen omen) czoło i korzystając z wolnych rąk rozciągamy materiał.

 

 

Podobnie w jaskiniach… gdzie moglibyśmy chcieć zrobić sobie przerwę na posiłek. Tak! Tajwańskie jaskinie mają specjalne miejsca ze stołami i palikami do siedzenia.

Dzięki dołączonemu klipsowi możemy ją przypiąć i do spodni…

 

… i do czapki.

Dzięki temu jest zawsze pod ręką gdy tego potrzebujemy. Klips można dowolnie obracać po obudowie tak, aby skierować snop światła gdzie tego chcemy.

 

Załóżmy, że coś by się nam stało i potrzebowalibyśmy pomocy. Wokół niestety ani widu, ani słychu innych ludzi, a pomoc jakoś wezwać musimy. W górach niestety rzadko można spotkać takie dodatkowe stacje jak na zdjęciu obok – co robić?

Napis na pieńku: Point of cell phone accessibility.

 

 

Najlepszym rozwiązaniem wydaje się wysłanie sygnału SOS. W przypadku czołówki wystarczy wówczas trzykrotnie, szybko przycisnąć wyłącznik. Bardzo przydatne na różne ewentualności.

Jakiej informacji ze strony swoich elektronicznych gadżetów nie lubimy najbardziej? Moim numerem 1 jest „koniec energii”. A jak przedstawia się żywotność akumulatorów w latarkach Olight?

Przede wszystkim nie ma mowy o świeceniu z maksymalną jasnością aż do wyczerpania. Dla przykładu czołówka świeci z mocą 600 lumenów przez 3 minuty. Później musi ostygnąć, więc stabilizuje światło na poziomie 180 lumenów. Z tą jasnością może świecić jeszcze przez 80 minut.

 

 

Jej większa siostra może świecić z mocą 1050 lumenów przez 2 minuty, aby później ustabilizować się na poziomie 500 lumenów – nawet przez 3 godziny i 20 minut. Za taki wynik odpowiada akumulator, którego nie powstydziłyby się najnowsze flagowce, gdyż ma pojemność 3500 mAh.

Ciekawie prezentuje się jej ładowanie. W opakowaniu dostajemy stację dokującą, na którą wystarczy postawić latarkę i podłączyć kablem USB do sieci, komputera czy powerbanka.

 

Czołówka ma bardziej kompaktowy system. Kabel USB zakończony jest małą, namagnesowaną przystawką, która przekazuje energię do akumulatora.

To świetny, uniwersalny system, dzięki któremu nie musimy nosić w plecaku dodatkowych, zapasowych akumulatorów, a jedynie to, co wzięlibyśmy tak czy inaczej, np. do podładowania smartfona.

Choć jeśli ktoś jest fanem tradycyjnych baterii „paluszków” to także może ich użyć.

 

Latarki mają płaską i namagnesowaną podstawę, dzięki czemu nie tylko można je postawić na płaskiej powierzchni, ale również przyczepić do lodówki czy karoserii samochodu w czasie zmieniania opony.

 

Można z nich skorzystać nawet na rowerze!

Nie powinniśmy się przy tym obawiać o upadek. Obie latarki mają wytrzymałą obudowę z aluminium lotniczego pokrytego twardą anodyzacją, której nie straszne upadki z wysokości 1,5 m, a nawet przejechanie samochodem.

 

Na koniec zostawiłem coś, co latarka na podróż powinna mieć w standardzie, czyli odporność na pył i wodę. W tym przypadku mamy normę IPX-8, dzięki czemu latarki mogą znosić ciągłe zanurzenie na głębokości nawet 2 metrów.

Do Tajwanu pasuje idealnie, bo tam ludzie nie sprawdzają prognozy pogody, a tak czy inaczej zabierają z domu parasolki.

 

Obie latarki bardzo dobrze sprawowały się podczas miesięcznych wojaży po Tajwanie i z czystym sumieniem mogę je polecić każdemu podróżnikowi czy turyście. Możecie je zamówić w sklepie Militaria.pl:

 

Jeśli chcesz zerknąć na inne gadżety z mojego podróżnego plecaka zapraszam do artykułów o:

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement