Jeśli czekałeś na porządną grę rajdową, to powinieneś się skusić. Dirt 4 – recenzja

Recenzja/Gry 13.06.2017
Jeśli czekałeś na porządną grę rajdową, to powinieneś się skusić. Dirt 4 – recenzja

Seria DiRT to prawdziwy powrót do korzeni. Grywalnością, klimatem i oprawą audiowizualną.

Z grami ze stajni Codemasters jestem od zarania dziejów. Przez mojego peceta przewijały wszystkie „Coliny”, by potem wraz z przemianowaniem serii na Dirt przesiąść się na Xboksa 360.

Pierwszy Dirt był dobry. Naprawdę dobry. Zachwycająca grafika i całkiem fajna grywalność sprawiały, że zniknąłem na dobrych kilka wieczorów. Dwójka i trójka to swoista ewolucja, ale Gymkhana w trójce sprawiła, że poczułem się zmęczony.

Dirt 4 - recenzja gry

I tak odpuściłem sobie całkowicie arcade’owego Showdown i totalnie symulacyjnego Dirt Rally. Tęsknota za Colinem była jednak duża, a produkcje typu WRC (5 i 6) oraz Sebastien Loeb Rally nie potrafiły jakoś przywrócić tego ognia.

Do Dirt4 podchodziłem zatem bez większego entuzjazmu. Ot, kolejny odcinek serii, która zaczynała zjadać własny ogon. Takie rajdowe Need For Speed.

Jednak bardzo się myliłem.

Codemasters podeszło do tematu całkiem poważnie. Nam, graczom, oddano do dyspozycji naprawdę wciągającą karierę. Budujemy w niej własny zespół, kupujemy wozy, zdobywamy licencje oraz oczywiście startujemy w mistrzowstwach.

Szkoda, że ponownie nie ma tutaj prawdziwej licencji WRC, a co za tym idzie – także i zespołów. Nie doczekamy się również klasycznych państw i pozostaje nam ścigać się na terenie Australii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Szwecji i Walii. Trochę mało, jednak zróżnicowanie terenu jest naprawdę spore, a każda trasa potrafi zaskoczyć i stanowić spore wyzwanie. Tym bardziej że jako gracz możemy zdecydować, czy ścigamy się w trybie zręcznościowym czy symulacyjnym.

Dirt 4 - recenzja gry

Różnice między nimi są naprawdę odczuwalne. To fajny zabieg, bo dzięki temu z jednej strony do gry mogą podejść amatorzy, ale nie będą zawiedzeni również gracze wymagający od gry czegoś więcej.

To nie jest gra dla ludzi grających dla grafiki.

Muzyka jest ok. Naprawdę wpada w ucho. Dźwięki silników są satysfakcjonujące, podobnie jak odgłosy otoczenia.

Jednak pod kątem graficznym mamy do czynienia z produktem co najmniej z poprzedniej generacji. Dawno nie widziałem tak brzydkiej gry i tutaj nawet niezbyt urodziwy produkt konkurencji jak WRC 6 może wydawać się atrakcyjny.

Dirt 4 - recenzja gry

Jasne, są fajne elementy jak np. wstrząsy kamery po uderzeniu w barierkę czy możliwość natrafienia na naprawdę gęstą mgłę.

Do modeli aut również trudno się przyczepić. Są ładne, elegancko wykonane. Najgorzej jednak wyglądaj drzewa. Uproszczone do granic możliwości przypominają bardziej sprite’y niż modele 3D. Zestawiając grę z takim Forza Horizon 3 czy nawet DriveClubem, gra wizualnie wypada naprawdę blado.

Największą atrakcją są jednak proceduralne trasy.

Jestem przekonany, że to słuszny kierunek dla serii. W przypadku, gdy nie ma oficjalnej licencji WRC, taki zabieg pozwoli wydłużyć zabawę o kilka ładnych tygodni.

Za każdym razem trasa może się delikatnie różnić, a znany nam zakręt znajdować się w zupełnie innym, nieprzewidywalnym miejscu.

Mnie Dirt4 kupił.

Nie są to może rajdy, na jakie czekałem, ale na powrót serii Colin McRae Rally nie ma już co liczyć, nawet pod zmienionym tytułem.

Dirt 4 - recenzja gry

Z drugiej strony jestem zadowolony. Przyjemność z jazdy, skupienie, jakiego od nas wymaga gra oraz zróżnicowane trasy cały czas stanowią główną oś tytułu. Dodajmy do tego wciągający tryb kariery, powrót Akademii oraz proceduralne mapy i do ideału naprawdę niewiele brakuje.

Jeśli czekałeś na porządną grę rajdową – to powinieneś się skusić. Nie sądzę, by w tym roku pojawiło się coś lepszego.


Filip Turczyński – fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. Pasjonat gier i uważny obserwator polskiego GameDevu. W wolnym czasie prowadzi bloga o fajnych miejscach w Polsce Skomplikowane.pl.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement